Kochana Normo,
piszę do Ciebie z San Juan, z jednego jedynego hotelu, jaki tu mają. Odwiedziłem matkę dziś po południu – pół godziny jazdy w koszmarnych warunkach. Jest w stanie tak złym, jak się obawiałem, a nawet gorszym. Nie daje rady poruszać się bez laski, a nawet z jej pomocą chodzi bardzo wolno. Od powrotu ze szpitala nie może wejść po schodach na piętro. Śpi na kanapie w salonie. Próbowała zorganizować przeniesienie łóżka na dół, ale panowie powiedzieli, że zostało zrobione in situ i nie da się tego zrobić bez rozłożenia na części. (Czy Penelopa nie miała takiego łóżka? Penelopa Homera).
Książki i wszystkie dokumenty zostały na górze – na parterze nie ma gdzie ich trzymać. Nie może sobie znaleźć miejsca, chce znów usiąść przy biurku, nie ma jednak jak.
Ogrodem zajmuje się jej znajomy, Pablo. Spytałem, kto robi zakupy, a ona na to, że żyje chlebem z serem i zagryza tym, co wyrośnie w ogrodzie, więcej jej nie potrzeba. Zasugerowałem, żeby może wzięła sobie do pomocy przy gotowaniu i sprzątaniu jakąś sąsiadkę z wioski, lecz nawet nie chciała o tym słyszeć. Nie utrzymuje relacji z ludźmi z wioski. A Pablo? – pytam. Pablo nie jest z wioski? Za Pabla jestem odpowiedzialna, odparła, on nie jest częścią wioski.
Z tego, co zaobserwowałem, Pablo sypia w kuchni. Brakuje mu piątej klepki czy tam trzeciej, czy ile ich tam było w tym eufemizmie. To idiota, wiejski przygłupek.
Nie poruszałem najważniejszego tematu – chciałem, ale zabrakło mi odwagi. Zrobię to jutro, jak się z nią zobaczę. Nie żebym miał wielkie nadzieje. Odnosiła się do mnie chłodno. Ma dość sprytu, by się domyślać, po co przyjechałem.
Śpij dobrze. Ucałuj ode mnie dzieci.
John
*
– Mamo, czy moglibyśmy porozmawiać o twojej sytuacji mieszkaniowej? O przyszłości?
Ona siedzi w twardym starym fotelu, zbitym bez wątpienia przez stolarza odpowiedzialnego też za nieprzesuwalne łóżko, i nie odzywa się ani słowem.
– Na pewno zdajesz sobie sprawę, że Helen i ja bardzo się o ciebie martwimy. Zaliczyłaś już jeden poważny upadek, następny to tylko kwestia czasu. Nie robisz się młodsza, żyjesz sama w domu ze stromymi schodami w hiszpańskiej wiosce, nawet nie utrzymujesz dobrych stosunków z sąsiadami. Szczerze ci powiem, że taka egzystencja przestała być możliwa do utrzymania. – Wcale nie żyję sama. Pablo ze mną mieszka. Mogę liczyć na jego pomoc. – Zgoda, mieszka z tobą Pablo. Ale czy naprawdę możesz na niego liczyć w razie wypadku? Czy ostatnim razem ci jakoś pomógł? Gdzie byś dzisiaj była, gdybyś nie zdołała sama zadzwonić do szpitala? Jeszcze nie skończył mówić, a już wie, że popełnił błąd. – Gdzie bym była? Chyba sam najlepiej znasz odpowiedź, więc po co jeszcze mnie pytasz? Zapewne pod ziemią, pożerana przez robactwo. To byś chciał usłyszeć? – Mamo, proszę, bądź rozsądna. Helen trochę się porozglądała i znalazła dwa miejsca niedaleko, miałabyś tam dobrą opiekę i czułabyś się jak w domu, jesteśmy o tym przekonani. Zgodzisz się, żebym opowiedział ci o nich coś więcej? – Dwa miejsca. Przez „miejsca” rozumiesz „zakłady opieki”, tak? Zakłady opieki, w których będę się czuła jak w domu? – Możesz je sobie nazywać, jak ci się podoba, warczeć na mnie i na Helen, co nie zmienia faktów, tych najprostszych, życiowych. Miałaś już jeden poważny wypadek, którego konsekwencje ponosisz do dzisiaj. Twój stan się nie polepszy. Wręcz przeciwnie, najpewniej wkrótce się pogorszy. Zastanawiałaś się, jak to będzie wyglądać, gdy skończysz przykuta do łóżka w tej zapomnianej przez Boga i ludzi wiosce, z jednym jedynym Pablem do pomocy? Pomyślałaś, jak się będziemy czuli z Helen, wiedząc, że potrzebujesz opieki, której nie możemy ci zapewnić? Bo nie damy rady pokonywać co weekend tysięcy kilometrów, prawda? – Nie oczekuję od was niczego takiego. – Nie oczekujesz, ale i tak będziemy musieli to robić, bo jak się kogoś kocha, to po prostu nie da się inaczej. Bądź więc, proszę, tak miła i wysłuchaj alternatywnej propozycji, jaką chciałbym ci przedstawić. Jutro, pojutrze albo popojutrze pojedziemy stąd razem samochodem do Nicei, do Helen. Przedtem pomogę ci pozbierać wszystko, co ma dla ciebie wartość i co byś chciała zatrzymać. Zapakujemy te rzeczy w kartony, żeby były gotowe do wysyłki, kiedy tylko się przeprowadzisz. Z Nicei zabierzemy cię razem z…