Subskrybuj
Zawodniczka Paola Pigni-Cacchi podczas igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 r. Dzięki popularności sportowców dres stał się popularnym elementem codziennego ubioru fot. Mandadori portfolio © Hachette Livre (Editions du Chêne), 2023
Dr historii sztuki, wykładowca akademicki, kurator wystaw poświęconych modzie XX w. Autor książki Francja elegancja. Z historii haute couture (2016) oraz Paryż to za mało. Opowieść o francuskiej sztuce, modzie i muzeach (2024)

Historie ukryte pod podszewką

Zdecydowana większość naszych ubrań powstała z wyraźnych potrzeb, w konkretnym czasie i kulturowym kontekście, a nie z myślą o wybiegu

Współczesna moda oferuje, przynajmniej teoretycznie, niemal niezliczoną liczbę opcji. Do dyspozycji mamy różne style, spośród których możemy wybierać i dopasowywać je do swoich potrzeb. Ponadto nieustannie bombardowani jesteśmy nowatorskimi pomysłami, przekraczającymi granice dotyczące przeznaczenia ubrań. Z tej perspektywy można uznać, że tworzenie leksykonu współczesnej mody jest niemal karkołomnym zadaniem. A jednak podjęła się go francuska historyczka sztuki Hayley Edwards-Dujardin w książce Ponadczasowe.  O tym, co tworzy modę.

Autorka od początku chce nas zarazić swoją wiarą w to, że mimo wszystko „ubranie nie ma w sobie nic trywialnego, że jest naszą drugą skórą”. Stąd też i cel publikacji – przypomnienie historii wybranych ubrań, by „przywrócić im wartość w czasach, w których moda tak bardzo traci na znaczeniu”. Ponadto badaczka podkreśla, że „oddając należny hołd projektom i stylom, celebrujemy tych, którzy je tworzą”.

Choć treść książki nie układa się w jedną wielką historię – stanowi raczej mozaikę przenikających się opowieści – pomiędzy głównymi częściami możemy dostrzec pewien chronologiczny układ. Najdalej w przeszłość cofają nas „podstawy garderoby”, których jest aż 78. Zawarte tam historie sięgają nowożytności, a w kilku przypadkach jeszcze wcześniejszych czasów. Kreacje (60 ikon) to w zasadzie moda najnowsza, mająca niekiedy zaledwie kilka lat. Kwintesencję czasów powojennych odnajdziemy w 22 sylwetkach prezentujących najważniejsze style. Historie dopowiadają liczne zdjęcia i ilustracje (stworzone przez Timothy’ego Duranda i The SHELF STUDIO), które sprawiają, że niewątpliwie książkę ma się ochotę nieustannie przeglądać. Ostatnia część, w pewnym sensie najbardziej banalna, wręcz techniczna, stanowiąca jedynie zbiór 52 krótkich notek na temat twórczyń i twórców, wydaje się najwięcej mówić o tym, jak funkcjonuje dzisiejsza moda i jaka jest jej kondycja – zawładnięta przez ogromne koncerny, wykorzystująca ludzką kreatywność po to, by sprzedawać więcej. Nie jest to jednak wyrażone przez Edwards-Dujardin wprost.

Kto jest projektantem

Pięćdziesiąt dwa portrety projektantów i projektantek ułożone są alfabetycznie od Abloh (Virgila) do Westwood (Vivienne) i stanowią przekrój najbardziej znanych nazwisk. Historycznie patrząc, Hayley Edwards-Dujardin najdalej sięga do Mariano Fortuniego, malarza, ale i projektanta tkanin oraz ubiorów, który żył na przełomie wieków. Taki wybór, jak się można domyślać, podyktowany jest skoncentrowaniem się na szeroko rozumianej modzie współczesnej. Nie ma więc sensu dopominać się o XIX-wiecznych projektantów i projektantki, tym bardziej że ich dokonania nie pojawiają się raczej na kartach książki w postaci prezentujących je fotografii.

Zbiór nazwisk projektantów jest dość oczywisty. Znajdziemy tam m.in. Karla Lagerfelda, Jeanne Lanvin, Valentino, Johna Galliano, Halstona, Paula Smitha, Toma Forda, Chanel, Diora, Sonię Rykiel i innych równie sławnych. Gdzie jednak podziali się ci, którzy zaprojektowali dres, bomberkę, kurtkę pilotkę, martensy czy bikini? Są mniej sławni? Trudno znaleźć ich nazwiska? Czy rzeczywiście niemożliwe jest ustalenie oryginalnych twórców / twórczyń? Co ciekawe, każdy z elementów garderoby czy każdą z kreacji autorka charakteryzuje „ikonami”, które je noszą, oraz tymi, który prezentują je na wybiegu. W przypadku dresu wymienieni są Balenciaga Resort, Gucci, Burberry, przy bomberce zobaczymy Ricka Owensa, Sacai, Rafa Simonsa, kurtka pilotka pojawia się na wybiegach Burberry, Loewe, Hermés, martensy widać u Perry Elis i Jeana Paula Gaultiera, wreszcie bikini to Chanel, Thom Browne, Coperni. O właściwych twórcach można przeczytać w rozwinięciu danego hasła, ale jak widać, nie są na tyle istotni, by znaleźć się w głównym spisie.

Wygląda więc na to, że gest projektanta jest tym, co czyni ubiór. Przynajmniej w oczach mody.

Kiedy przejrzymy spis podstaw naszej garderoby, bez problemu znajdziemy w nim ubrania projektowane w określonym celu. Wiele z nich łączy się z wojskiem. Na polu walki czy w okopach każdy detal może okazać się na wagę złota, a raczej życia. Dlatego wspomniane już bomberki czy pilotki wyglądały tak, a nie inaczej. Użyte materiały, wielkość kołnierza, długość samej kurtki i rękawów, sposób zapinania, liczba i rozmieszczenie kieszeni… Wszystko miało swoje znaczenie i uzasadnienie.

Podobnie było ze słynną francuską bluzą marinière, stworzoną w połowie XIX w. dla żeglujących po wodach. Oficjalny dekret określał nawet liczbę pasków na przodzie i tyle bluzy. Kurtka bosmanka, rybacki sweter czy odpowiedni kapelusz również powstały dla ludzi pracujących w trudnych (nad)morskich warunkach. Przeglądając dział „garderoba”, łatwo dojść do wniosku, że zdecydowana większość naszych ubrań, w tym akcesoria takie jak kapelusze, czapki czy plecaki, powstała z wyraźnych potrzeb, w konkretnym czasie i kulturowym kontekście, a nie z myślą o wybiegu. Zatem główną zasługą projektantów wskazanych przez historyczkę jest przygotowanie „modowych” wersji wymyślonych wcześniej, funkcjonalnych ubiorów.

W podobny sposób możemy spojrzeć na dział „Style”, który Hayley Edwards-Dujardin komponuje, przedstawiając 22 stylizacje – opowieści.

Większość z przywoływanych przez autorkę historii wygląda podobnie, czyli na początku mamy określoną grupę osób, która szuka wizualnego języka, by odróżnić się od innych. Wypracowuje ubraniowy kod, gdzie poszczególne elementy mają swoje znaczenie. Tak było z modsami, punkami, miłośnikami Nirvany i grunge’u. Przedstawiciele i przedstawicielki takich grup bywają naśladowani przez innych, także, a może przede wszystkim, ze względu na podobieństwo wyznawanych wartości.

Rynek modowy natomiast spłaszcza i pozbawia znaczeń poszczególne elementu ubioru, zamieniając je po prostu w modny styl. Jeden z najbardziej spektakularnych przykładów tego zjawiska można było oglądać w 2013 r. w Metropolitan Museum. Instytut ubioru zaprezentował wówczas wystawę PUNK: Chaos to Couture, która w założeniach miała przeanalizować wpływ punku na świat wielkiej mody. Przy tworzeniu ekspozycji jej twórcy oparli się na relacji dwóch pojęć, które można też rozpatrywać jako kategorie: punkowe do-it-yourself z made-to-measure charakterystycznym dla haute couture. Wizualnie atrakcyjna wystawa pokazywała, że niewiele zmieniające się czasem formy ubiorów czy akcesoriów potrafią przybrać zupełnie nowe znaczenia. Najbardziej wymownym przykładem jest agrafka – z jednej strony zwyczajna, wpięta niedbale w kurtkę, z drugiej ekskluzywna, pokryta złotem w słynnej sukni Gianniego Versace.

Wymyślanie tradycji

Oddzielnej uwagi wymagają jednak absolutne podstawy naszej garderoby, jak koszule, spodnie, marynarka, płaszcz czy nakrycia głowy. Ich kształty ewoluowały dosłownie przez wieki, by (zazwyczaj) w XIX stuleciu ustabilizować swoją formę. Bardzo często bez udziału wielkich znanych nazwisk. Spójrzmy jednak na T-shirt, koszulę flanelową czy trencz. Firmy łączone z tymi produktami (Fruit of the Loom, Woolrich Woolen Mills, Burberry) zaczęły ich produkcję pod swoimi markami w XIX w. właśnie. Nie jest to…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Stwórz szałas na hałas