„Jestem dobrą obserwatorką” – mówi o sobie w jednej ze scen protagonistka Samotnie na plaży pod wieczór. Young-hee (Min-hee Kim za tę rolę została nagrodzona na Berlinale) to aktorka, która otaczającej ją rzeczywistości przygląda się z dystansem i wnikliwością. Jej sposób widzenia i współodczuwania świata jest silnie zespolony z artystyczną filozofią samego twórcy filmu. Albowiem w przypadku dzieł Honga Sang-soo mamy do czynienia z tzw. kinem długiego trwania – rozciągniętymi w czasie (często prowadzącymi donikąd) improwizowanymi rozmowami i powolną kontemplacją codzienności. To kino balansujące między realizmem a oniryzmem, a do „poetyckiej fuzji” tych dwóch wymiarów może dojść dosłownie wszędzie. Choćby nad tytułowym (silnie inspirowanym wierszem Walta Whitmana Na plaży nocą samotnie) brzegu morza w Gangneung.
Trzeba przyznać, że Hong Sang-soo stanowi ewenement w przestrzeni współczesnej koreańskiej kinematografii. Czerpiący garściami z autobiograficznych doświadczeń reżyser, określany jako bon vivant i dandys, stroni od przemocy, erotyzmu i jakiejkolwiek wizualnej ekstrawagancji. Nie bez przyczyny jego filmy porównuje się do dzieł samego Erica Rohmera, czołowego przedstawiciela francuskiej Nowej Fali. Konwersacje w filmach tego reżysera – np. Mojej nocy u Maud (1969) czy Kolana Klary (1970) – to, jak pisał Roland Barthes o striptizie: „rozkoszny terror”. Oprócz podniecenia obnażanie w rozmowie rozbudza przede wszystkim strach. Strach przed tym, co tak trudno – szczególnie na trzeźwo – nazwać.
…