To historia oparta na faktach, które po drodze uległy zasadniczej aktualizacji. Historia o „ponownych narodzinach” i rozpoczęciu nowego życia. Szereg niepełnosprawności, z którymi urodził się Grzegorz Płonka, oraz ogromna trudność dorosłych w nawiązaniu kontaktu z dzieckiem skłoniły lekarzy do postawienia następującej i, jak się później okazało, błędnej diagnozy: głęboki autyzm. Dopiero w wieku 14 lat stwierdzono u już nastoletniego chłopca dziecięce porażenie mózgowe i… ciężki niedosłuch. Dla rodziny Płonków to było prawdziwe trzęsienie ziemi. Aparat słuchowy nie tylko otworzył Grzegorza na nowy, nie zawsze wspaniały, jednak pełen uroków świat, lecz przede wszystkim pozwolił odkryć jego ogromny talent muzyczny.
Należy podkreślić, że przyszły „Beethoven z Murzasichla” – w Sonacie brawurowo w tę rolę wcielił się rozpoczynający wówczas swoją karierę aktorską Michał Sikorski – musiał nauczyć się wszystkiego od zera: zbierać, a następnie interpretować pojęcia, uczyć się języka polskiego wraz z jego niełatwym brzmieniem i wcale nie prostszymi znaczeniami. Znalezienie placówki, która za pomocą odpowiednich narzędzi pomogłaby Grześkowi w rozwoju intelektualnym, graniczyło z cudem. Polski system szkolnictwa wyklucza osoby z takimi ograniczeniami mowy i słuchu. Temu bolesnemu ostracyzmowi przygląda się właśnie twórca Sonaty. Film daje wyraz nieugiętej, solidarnej walki rodziny Płonków o możliwie jak najlepszą przyszłość dla ich ukochanego i niezwykle uzdolnionego artystycznie syna.
Bo Sonata to nie tylko opowieść o rozbudzaniu uśpionych zmysłów, ale też apetytu na to, by mieć marzenia. A właściwie prawo do marzeń. Nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone.
Jak wspominał w jednym z wywiadów reżyser Bartosz Blaschke: „Usłyszałem Grześka po raz pierwszy w Internecie, chyba na…