Subskrybuj
Historyk i publicysta, polityk, b. działacz opozycji demokratycznej, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Posierpniowe refleksje

Prezydent i premier zajęli wspólne stanowisko na szczycie w Brukseli poświęconym gruzińskiemu kryzysowi i wypracowaniu wspólnego stanowiska UE wobec Rosji. Jednak jeszcze kilka dni wcześniej wcale nie było to oczywiste. Strategie polityczne prezydenta i rządu posuwały się dwoma wyraźnie różnymi torami, zaś w wystąpieniach obu polityków – a zwłaszcza ich współpracowników – nie brakowało polemicznych akcentów, nie zawsze utrzymanych w dobrym tonie.

Prezydent i premier należą do dwóch skonfliktowanych ze sobą obozów politycznych, które skonfrontują się za dwa lata w wyborach prezydenckich. Spór o podział kompetencji w sprawach polityki zagranicznej jest elementem umacniania pozycji wyjściowych obu obozów przed zasadniczą rozgrywką. Dla państwa jest to jednak spór bardzo kosztowny. Już osłabia pozycję Polski na arenie międzynarodowej, a może osłabiać ją jeszcze bardziej.

Premier proponuje dyskusję nad klarownym podziałem kompetencji pomiędzy rządem i prezydentem w sprawach dotyczących polityki zagranicznej, zakończoną wprowadzeniem zmian do konstytucji. Wiadomo jednak, że w tej kadencji do żadnych zmian w konstytucji nie dojdzie, bo nie znajdzie się wystarczającej większości głosów do ich przegłosowania. PiS nie dopuści bowiem, aby na jotę zmniejszyć uprawnienia prezydenta, a PO z pewnością nie zgodzi się na uszczuplenie kompetencji rządu. Nie warto więc podejmować debaty, która nie przyniesie konkluzji, a zapewne przerodzi się w kolejną awanturę sejmową.

Na przyszłość można myśleć o zmianie konstytucji przesądzającej wybór systemu prezydenckiego albo parlamentarno-gabinetowego. Nie będzie to łatwe nie tylko ze względu na potrzebną do tego  kwalifikowaną większość w przyszłym parlamencie. Wybór klasycznego sytemu parlamentarno-gabinetowego powinien się bowiem wiązać z likwidacją powszechnych wyborów prezydenckich, które przyciągają największe zainteresowanie Polaków. A w kraju o niskiej frekwencji wyborczej, w którym wybory prezydenckie są praktycznie jedyną okazją do zaprezentowania się nowych sił politycznych, taka zmiana mogłaby przynieść dwa skutki: jeszcze bardziej zniechęcić obywateli do udziału w wyborach oraz utrudnić odnowę klasy politycznej. Z kolei z wyborem systemu prezydenckiego wiąże się spore ryzyko zdominowania życia publicznego przez jeden ośrodek: prezydencką oligarchię.

Obowiązująca w Polsce konstytucja nie jest z pewnością doskonała. Umożliwia jednak poprawne współistnienie i współpracę (w sprawach nadrzędnych dla państwa) prezydenta i rządu, wywodzących się z przeciwstawnych obozów politycznych. Tak było w latach 1997–2001, gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, a premierem Jerzy Buzek. Poprawnej koabitacji, zwłaszcza w sprawach polityki zagranicznej, mamy prawo wymagać także od obecnie rządzących.

Okazywanie sympatii i antypatii politykom przy okazji obchodów narodowych rocznic to w Polsce nie novum. Jednak w tym roku – w sierpniu – został przekroczony kolejny próg. Buczenie na grobach powstańców warszawskich w rocznicę wybuchu Powstania (która dotąd była dniem narodowej pamięci) jest czymś niesłychanym. Buczenie 31 sierpnia, pod bramą Stoczni Gdańskiej, na Bogdana Borusewicza, który zaplanował strajk dający początek „Solidarności” i zasadniczym zmianom w naszej części Europy, dowodzi, że bieżąca polityka partyjna brutalnie wdziera się na uroczystości, które…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jan Paweł II. Żywa pamięć czy makatka