W każdym punkcie tego łańcucha znajdujemy moment władzy, decyzji człowieka. Czy ta wolność decydowania o własnym losie powinna gdzieś natrafić na granicę?
Konstanty Radziwiłł: Myślę, że cały ten problem należy umieścić w kontekście historycznym. Kiedyś ten rodzaj pytania nie miałby bowiem racji bytu. Ludzie nie wiedzieli, co to jest zdrowe życie. Współcześnie pojawiło się pytanie: czy mam obowiązek zdrowo żyć, dbać o swoje zdrowie?
Po drugie, proces umierania i chorowania przebiegał dawniej naturalnie i zazwyczaj szybko. Co prawda, zakaz podawania trucizny na żądanie pojawia się już 2400 lat temu w przysiędze Hipokratesa – zatem problem istniał, ale z całą pewnością na znacznie mniejszą skalę niż w tej chwili, ponieważ nie istniało przekonanie, jakoby ludzie mieli wpływ na to, co się z nimi dzieje w tym czasie. Oni po prostu chorowali na pierwszą ciężką chorobę i z powodu tej choroby w krótkim czasie umierali.
I trzeci problem: dziś pojawia się coraz więcej pytań o jakość życia, a coraz mniej o jego wartość. Dzieje się tak, ponieważ granica rozdzielająca życie od śmierci nie jest już tak oczywista, jak kiedyś. Dawniej człowiek żył, a potem umierał. Dzisiaj mamy wiele momentów, kiedy znajdujemy się w nieokreślonej bliskości śmierci. Co prawda współcześnie medycyna definiuje śmierć bardzo precyzyjnie – myślę tu przede wszystkim o śmierci mózgowej – ale to generuje również problem naszej postawy w tym okresie, w którym życie już nie jest jakościowo tym, za co je powszechnie uważamy.
To tak po lekarsku na razie…
Halina Bortnowska: To może teraz po pielęgniarsku – chociaż nie jestem zawodową pielęgniarką, pełniłam te czynności długo i raz po raz jeszcze do nich wracam. Do tego z punktu widzenia kogoś, kto się do interesującego nas zjawiska bardzo zbliża za sprawą swojego wieku. Otóż coraz bardziej mnie razi wiara w możliwość…