Popularność ikony, więcej, swoista „moda na ikonę” w kulturze współczesnej wydaje się nam dzisiaj oczywista. Jednak nie zawsze tak było. Odrębność stylistyczną sztuki Bizancjum dostrzeżono dość późno, w połowie XIX wieku. Wcześniej zainteresowanie kulturą bizantyjską miało charakter „archeologiczny”, nie ceniono tej sztuki, widząc w niej dekadencję i barbaryzację kultury antycznej. Same ikony uważano za kompilacje, dzieła wtórne – raziła monotonia i sztywność kanonu, bezruch i martwota kompozycji, brak głębi i perspektywy. Dość przypomnieć pierwotne znaczenie słowa „bohomaz”; ukraińska etymologia – „malarz świętych obrazów” – wskazuje właśnie na ikonę. A przecież dla nas „bohomaz” to tyle, coliche malowidło, tandetny obraz, kicz. Proces powrotu do ikony, odkrywania jej estetyki i duchowości, trwał długo, ale dla sztuki XX wieku miał przełomowe znaczenie; można zaryzykować twierdzenie, że przewartościował całą sztukę współczesną. Właśnie ukazała się bardzo…
Krytyk i historyk sztuki związana z Instytutem Historii Sztuki UJ.