…jesteśmy bezbronni wobec czasu, który nastanie po naszej śmierci, wobec wszelkich przemian smaku, obyczajów, skali wartości, mód. Będą z nas brali, co im wygodne, odrzucali, co im niepotrzebne, i któż może przewidzieć, na ile ten obraz będzie podobny do naszego obrazu samych siebie?
Czesław Miłosz, Rok myśliwego
Decyzja o pozostaniu poza granicami PRL, jaką Miłosz podjął w 1951 roku, spowodowała zakaz wydawania jego tekstów i podawania informacji o nim w encyklopediach i kompendiach literackich, co spowodowało, że zanim otrzymał Nagrodę Nobla w 1980 roku, był pisarzem ogółowi polskiego społeczeństwa nieznanym. Wyjątek stanowiły osoby zaprzyjaźnione i nieliczni czytelnicy mający dostęp do publikacji „Kultury” paryskiej lub druków tzw. drugiego obiegu. Ponadtrzydziestoletnia nieobecność na rynku wydawniczym i w świadomości polskich czytelników, nagłe pojawienie się masy tekstów, do których odbioru tylko nieliczni z polskich filologów i miłośników literatury byli przygotowani, stały się przyczyną paradoksalnych ocen i sporów literackich oraz ideologicznych, jak to przewidzieli niektórzy literaturoznawcy. Nagroda Nobla i wywalczone przez „Solidarność” złagodzenie cenzury wpłynęły na szerszą recepcję tekstów Miłosza w kraju oraz pojawienie się entuzjastycznych recenzji i laudacji z tej okazji. Miłosz awansował do roli wieszcza, mimo że bronił się przed przypisywaniem mu różnorodnych zasług, bo dostrzegał, iż jego teksty odczytywane są zbyt powierzchownie. Odczuwał sprzeczność między postrzeganiem siebie przez innych a ekspresją literackiego „ja”; w krytyce widział romantyczne tendencje utożsamiania literatury z życiem. Wyjaśniał, że to, co niektórzy uważają za patriotyzm i zaangażowanie społeczne, było zdeterminowane pewnymi koniecznościami, konkretną rzeczywistością historyczną, a często zbiegiem okoliczności i przypadkiem. Nie chciał być postrzegany jako pisarz polityczny, ale jako filozoficzny i medytujący poeta. Nie zgadzał się, że się go odczytuje jako moralistę, ponieważ inaczej pojmował moralność, twierdząc:
nie widzę żadnych specjalnie moralnych zasad w całej swojej twórczości. Raczej widzę, że jakimś cudownym zrządzeniem nie zbłaźniłem się tak jak różni moi koledzy. Ale to wynikało znowu nie z mojej silnej woli, czy wskutek mojego poczucia moralnego, tylko – w dużym stopniu – wskutek różnych układów, bardzo szczęśliwych okoliczności. (…) jestem na pewno bardzo daleki od tego obrazu etyki, który mam, ale do którego ani ja, ani moja twórczość nie pasują. Uważam siebie za człowieka, który nie dorasta do pewnego ideału. Moje życie nie ułożyło się tak, jak bym chciał, żeby się ułożyło – według wysokich zasad moralnych (AP, 128)[1].
Chociaż przez autokomentarze chciał wywrzeć wpływ na sposób odbioru siebie i swoich utworów, nie mógł zapobiec przyklejaniu sobie etykietek w rodzaju: katastrofista, moralista, poeta polityczny, poeta metafizyczny, wieszcz, komunista, kryptokomunista itd. Pisarz był świadomy tego, że w pewnym stopniu sam sobie zawinił, bo projektował swoją postać w rozmaitych rolach i przyjmował różne maski, prowadząc grę z czytelnikiem, w której zacierały się granice między rzeczywistością a fikcją:
Moja przeszłość zmienia się zależnie od tego, jaki sens nadają jej moje postanowienia i czyny teraz, w tej chwili (NZ, 124).
Jedną z moich literackich rozrywek było prowadzić czytelnika w jakimś kierunku i następnie poplątać mu ścieżki, tak żeby stracił pewność, co zresztą powodowało wiele nieporozumień (RE, 100). wszystkie biografie są fałszywe, nie wyłączając mojej, którą z tego abecadła czytelnik skłonny byłby wysnuwać (AM, 64).
Rozproszona po różnych tekstach jego autobiografia, będąca kreacją literackiego „ja”, podporządkowana jest artystycznej koncepcji poszukiwania samego siebie. Jej otwarta kompozycja pozwala Miłoszowi na ciągłe przywoływanie epizodów z przeszłości, które z jakichś powodów są dla niego ważne i chce, by zapamiętali je czytelnicy. Jest procesem przyjmującym postać przemilczeń i jakby niechętnego, wstrzemięźliwego, a równocześnie niejednoznacznego przedstawiania drobnych faktów z życia, ciągłym uzupełnianiem szczegółów, ujawnianiem sekretów, stałej korektury własnego wizerunku z różnych punktów widzenia.
Nieśmiałe i powściągliwe głosy niechętne pisarzowi odzywały się rzadko. Teksty pisane i wydawane przez siedemdziesiąt lat, odkrywające przed czytelnikiem meandry burzliwego i długiego życia, stały się dla Miłosza pułapką – kiedy ukazały się wszystkie na polskim rynku wydawniczym w krótkim czasie i zaczęto je interpretować dosłownie, jakby nie były tekstami literackimi lub paraliterackimi, ale formą zeznania – czego przykładem jest praca Jana Majdy[2].
Sam tytuł rozprawki Awersja Czesława Miłosza do Polaków i polskości stał się powodem, by bliżej przypatrzeć się temu osobliwemu krytycznemu głosowi, który polskie prace naukowe z różnych powodów przemilczały.
Zagadnieniami, na których się skupił Jan Majda, jest stosunek Miłosza do Polski i Polaków, do katolickonarodowej wersji patriotyzmu, religii katolickiej, literatury polskiej oraz języka. Ujawniają się one w osobistych „wyznaniach” Miłosza.
Szczegółowa analiza tekstu krakowskiego uczonego pozwala stwierdzić, że nie odpowiada on żądaniom stawianym pracy naukowej lub popularnonaukowej, ale jest klasycznym przykładem kreacji obrazu wroga. Opiera się na stereotypach: Polaka patrioty i katolika, polskiego pisarza jako duchowego przewodnika narodu, zaangażowanego w żywotne sprawy społeczno-polityczne kraju, który swoją postawą daje/powinien dać przykład do naśladowania, oraz profesora – człowieka o wszechstronnej wiedzy, mogącego się wypowiadać kompetentnie na dowolne tematy. Z tego punktu widzenia obszerną twórczość Miłosza autor poddaje selekcji, redukcji, uproszczeniom oraz zafałszowaniom, wybierając to, co pokazuje, że Noblista nie tylko nie wykazuje pożądanych cech i postaw, ale wręcz przeciwnie. „Złem” jest brak patriotyzmu, niechęć do polskiej wersji katolicyzmu, niewywiązywanie się z roli pisarza narodowego oraz niekompetencja zawodowa. Swoje zadanie jako filologa Majda upatruje w tym, by owo „zło” udokumentować odpowiednimi cytatami, zdemaskować, napiętnować za pomocą odpowiedniego komentarza. Cała energia ukierunkowana jest na poszukiwanie argumentów potwierdzających przyjęte z góry założenie. Obiekt swojej antypatii Majda wyposaża w wyłącznie negatywne cechy, by móc następnie zdystansować się wobec niego, dowartościowując równocześnie siebie zgodnie z zasadą: „Wiem, co jest dobre, właściwe, i odpowiadam normie”.Zbudowana opozycja: ja – on, dobry – zły, prawdziwy – fałszywy itd., pozwala na przypisanie „jemu” wykazywanych win. W celu potwierdzenia zarzutów i legitymacji oskarżenia powołuje świadków, by uzasadnić, że inni też mają takie samo lub podobne zdanie. Mając za sobą poparcie, oskarżyciel występuje w imieniu grupy lub całości i wypowiada sądy jako „my”, dochodząc do konkluzji: on nie jest nasz, bo… Dowody przewinień gromadzi różnymi sposobami, na przykład poprzez preparowanie cytatów, insynuację, celowe rozmijanie się z prawdą historyczną itp., by na tej podstawie wysnuć wnioski i przypuszczenia co do cech charakteru i skłonności (niemoralność, ignorancja, bezczelność, chora psychika) oraz zamiarów oskarżonego. Ponieważ ujawniony wróg może być zagrożeniem dla„nas”, konieczna jest mobilizacja społeczna poprzez rozpowszechnienie obrazu wroga za pomocą środków masowego przekazu (gazeta, książka, Internet) oraz sugestia, jak się przed „nim” bronić.
Wyżej przedstawiony sposób uprawiania krytyki przez Jana Majdę ilustruję wybranymi przykładami.
Manipulowanie cytatami i redukcja kontekstu
Autor rozprawki wyraża zdanie, że Miłosz w paszkwilancki sposób ocenia kraj i Polaków. Na potwierdzenie swojego sądu przywołuje autorytety profesorów, krytyków i publicystów, by wykazać, że w takiej ocenie nie jest odosobniony.
Na pierwszego świadka powołuje Bożenę Chrząstowską[3], pisząc, że autorka „przytacza kilka antypolskich wypowiedzi tego noblisty (…)” (Majda, 76); „Tu profesor Chrząstowska ma absolutną rację, bo ten niby >>polski<< noblista nie tylko, że nie buduje wymienionych przez nią składników polskości, ale sobie z nich nieustannie kpi” (Majda, 77).
Porównując rzeczywiste stanowisko Chrząstowskiej z opinią Majdy, trzeba stwierdzić, że poprzez redukcję wypowiedzi krytyk nie oddał adekwatnie intencji autorki, która wyraźnie akcentuje polskość i chrześcijański duch utworów Miłosza oraz przestrzega, by je odczytywać na tle całego jego systemu myślowego, a nie pojedynczych wypowiedzi. Profesor Chrząstowska nigdzie nie postawiła zarzutu, że Miłosz jest antypolski. Spreparowany przez Majdę cytat, łączący dwa zdania w jedno, w konsekwencji nadał wypowiedzi nową treść. Autor rozprawki nie zwrócił również uwagi na to, że wyraz „polskość” Chrząstowska umieszcza w cudzysłowie, co zgodnie z zasadami interpunkcji polskiej wskazuje na jego inne znaczenie niż podstawowe.
Drugim świadkiem „alergicznych, czyli chorych buntów Miłosza (…) przeciw polskości” (Majda, 77) ma być Aleksander Fiut, który w pracy Moment wieczny, analizując wyznanie poety:„Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, ale piszę po polsku (…). Przyznaję się, na >>polskość<< jestem alergiczny”, rzekomo potwierdza identyczne spostrzeżenie Chrząstowskiej. Majda pisze, że tematowi stosunku Miłosza do polskości Fiut poświęcił cały rozdział (około 12 stron), ale nie wyprowadza z lektury wniosków zgodnych z zamierzeniami autora, lecz fałszuje je. Profesor Fiut wyjaśnia genezę tego zwięzłego zdania, stwierdzając, że Miłosz głęboko przeżywał rozterki związane z polskością, w których uwidaczniają się ambiwalentne uczucia – miłość i nienawiść, przywiązanie i odraza, współczucie i obojętność. Przyczyn takiego stosunku do problematyki narodowej upatruje w tym, że poeta wyrósł w żywych tradycjach wielokulturowego i wielojęzykowego Wielkiego Księstwa Litewskiego, z awersją do szowinizmu i agresywnego nacjonalizmu, również polskiego, oraz narodowej wersji katolicyzmu[4]. Z innych wywiadów Miłosza z Fiutem wynika, że Noblista rozróżniał dwa typy poczucia narodowego – patriotyzm wschodni, kresowy i nacjonalizm lechicki. Patriotyzm ziem wschodnich oznaczał dla niego więź z niepartykularnie pojętym narodem, wieloetnicznym państwem, możliwością wyboru narodowości, kiedy taka opcja z jakichś powodów byłaby konieczna, oraz religijnością metafizyczną. Patriotyzm lechicki według niego łączył się z etnocentryzmem, niechęcią wobec innych, partykularyzmem i przekonaniem o swojej wyjątkowości (AP, 263; SO, 173–174).
Przytoczone z książki Fiuta zdanie, że „Miłosz (…) oskarża tyleż naród, co jego język” (Majda, 77), jest wyrwane z kontekstu i niewyjaśnione. „Oskarżenie języka” ma związek z wierszem Moja wierna mowo.Na szerokim tle sytuacyjnym Fiut pokazuje, że Miłosz dostrzegał pewną analogię między losem pisarzy emigrantów z czasów romantyzmu a sobą, konstatując, że jego poprzednicy mieli jednak większą możliwość oddziaływania na rodaków. Z powodu izolacji od kraju i środowiska emigracyjnego, osłabienia wiary w moc poezji w czasach współczesnych, a także zmian w języku, które dokonały się po jego wyjeździe za granicę, stracił możliwość komunikacji z Polakami. Język, którym się posługiwał i który pielęgnował, był jego jedyną ojczyzną. Miłosz może uważać się za kontynuatora nieskażonej przez system totalitarny polszczyzny.
W pracy Majdy jest ponad 200 odsyłaczy do literatury prymarnej i sekundarnej. Krótkie cytaty z dzieł Miłosza, dotyczące pojęć: „Polak”, „Polska”, „katolik”, „Kościół”, robią wrażenie, jakby były wybrane z tekstów elektronicznie lub mechanicznie, a krakowski krytyk odgadywał i interpretował ich sens bez uwzględnienia tekstu im towarzyszącego.
Nieznajomość lektury, z której przytoczony jest cytat
Przytaczanie cytatów na potwierdzenie własnych sądów nie oznacza, że Majda zna treść tekstu, z którego je zaczerpnął. Przykładem jest interpretacja zdania z pracy Andrzeja Romanowskiego[5] Czy Czesław Miłosz musiał pisać po polsku:
Andrzej Romanowski (…), interpretując twórczość poety, puentuje: „Miłosz nie jest – i nigdy nie był – >>polski<<, w tym znaczeniu, jakie słowu temu przypisywała myśl nacjonalistyczna. Skłócony całe życie z >>prawdziwymi Polakami<<, schronił się we własną >>domową<< mitologię: Wielkiego Księstwa Litewskiego, Litwin polskojęzyczny (Majda, 79).
Gdyby Majda przeczytał wyżej wymieniony artykuł, wiedziałby, że ta wypowiedź nie jest żadną puentą, ale początkowym fragmentem artykułu, i nic nie wskazuje na to, by Romanowski posądzał Miłosza o awersję do Polaków. Na tle pojęcia tzw. przynależności etnicznej na pograniczach i w szerokim kontekście historycznym Romanowski systematycznie wyjaśnia oświadczenie Miłosza, że jest Litwinem, ponieważ stale wywołuje ono nieporozumienia. Wychodzi od stwierdzenia, że nazwa „Litwin” używana była na oznaczenie mieszkańca dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, w tym i Polaków (co nie było równoznaczne ani z użyciem języka, ani poczuciem przynależności etnicznej, ponieważ mieszkali tam Polacy, Rusini, Tatarzy, Litwini i Żydzi) i miała charakter polityczno-geograficzny, a nie etniczno-językowy. Mieszkańcy Wielkiego Księstwa Litewskiego mogli uważać się za obywateli tego Księstwa i równocześnie obywateli Rzeczypospolitej, gdyż stanowiło ono jej integralną, chociaż autonomiczną część. Po utracie niepodległości widziano Rzeczpospolitą ciągle w granicach przedrozbiorowych, ponieważ nie akceptowano narzuconych granic politycznych, a wewnętrznych granic nie było. Miłosz, sięgając do swojego XVII-wiecznego rodowodu, mógł „szukać ojczyzny” w Wielkim Księstwie Litewskim lub nawet szerzej w państwie Obojga Narodów.
Można tu jeszcze dodać, że na początku XX wieku na rubieżach wschodnich powstawały różne koncepcje odrodzenia Wielkiego Księstwa Litewskiego[6]. Kult tradycji, w którym Miłosz żył, utrwalała ponadto zdobywana poprzez naukę wiedza historyczna, a także potrzeba mitologizacji, charakterystyczna dla każdego patriotyzmu (AP, 153, 156 i n.).
W związku z wydarzeniami politycznymi zmieniała się świadomość społeczna, narodowa i kulturowa mieszkańców ziem kresowych. Zmianom uległy również pojęcia narodu, narodowości i państwa, a więc także pojęcia „Litwa” i „litewski”, które obecnie łączą się z małym nadbałtyckim krajem oraz językiem z grupy ugrofińskiej i nie są równoznaczne ze znaczeniem wyrazu „Litwin” użytym przez Miłosza. Romanowski podkreśla, że europejskie dziedzictwo kulturowe, to znaczy cała kultura duchowa i materialna na Litwie, wyrażało się w polszczyźnie i było dominujące. Przesunięcie granic politycznych i kulturowych po I wojnie światowej, inkorporacja do Polski w roku 1922 centralnej Litwy, gdzie zamieszkała rodzina po powrocie z Rosji, spowodowały, że Miłosz chodził do polskiej szkoły i studiował na polskim uniwersytecie. Jego kontakt z miejscem urodzenia ze względów politycznych był ograniczony, mimo że dziadkowie ze strony matki pozostali w nowo utworzonym państwie litewskim. Wnioski, jakie wynikają z artykułu, są takie, że Miłosz, rosnąc w Wilnie, nie mógł inaczej pisać niż po polsku. Można tylko spekulować, czy zrelituanizowany Miłosz, zostając w międzywojennym Kownie i pisząc po litewsku (w języku, w którym od dzieciństwa nie wzrastał, w języku o krótkiej tradycji literackiej), mógłby się wybić na taki poziom literacki. Romanowski z empatią i wyczuciem kontekstu historycznego pokazuje, że na pograniczu, gdzie sąsiadowało kilka narodowości, inaczej kształtuje się tożsamość etniczna, co uwzględnia współczesna socjologia, wyróżniając dwa typy tożsamości: tożsamość etniczną grupową i tożsamość etniczną jednostki. Pierwszą pojmuje się jako wartości kanoniczne realizowane i/lub postulowane przez grupę, jej mity i symbole wynikające ze wspólnej historii, drugą – jako kształtowaną w rodzinie. Tożsamość grupy pogranicza formuje się pod wpływem dwóch lub wielu kultur narodowych. Zwykle jednostka musi jedną z nich uznać za ważniejszą i przyjąć ją lub wyboru unikać, ale mieć świadomość, że osoby niemające takiego problemu, tzn. wychowane w jednej kulturze, będą to mniej lub bardziej świadomie kwestionować. Określenie przynależności etnicznej na styku kultur jest problematyczne z powodu zachodzących tam procesów amalgamacji, w wyniku których powstają nowe kategorie transkulturowe, transetniczne. Tak jest również w przypadku Miłosza.
Innym przykładem na to, że Majda nie zna treści wywiadu Jerzego Illga z Miłoszem Grozi nam płaskość i wulgarność z 1996 roku, jest insynuacja: „Oceniając nasze stosunki w obecnej naszej niepodległej Rzeczypospolitej, Miłosz w wywiadzie z 1996 r. w >>Tygodniku Powszechnym<< znów brutalnie ocenił naszą rzeczywistość: >>Polsce grozi płaskość i wulgarność<<” (Majda, 98).
Wypowiedź Noblisty nie ma żadnych znamion brutalizmu, lecz jest rozważaniem filozofa na temat braku zainteresowania sprawami duchowymi i metafizycznymi w Polsce. Miłosz stwierdza, że wbrew powszechnemu mniemaniu i oficjalnym statystykom Polska nie jest krajem bardzo religijnym. Przyczyn tego upatruje w płasko pojętym pozytywizmie, materializmie i racjonalizmie oraz niechęci polskich intelektualistów do drążenia skomplikowanych problemów religijnych. Z wywiadu wynika, że Miłosz jest przeciwnikiem uproszczonej, popularnej wśród polskiego społeczeństwa heroiczno-martyrologicznej wizji historii Polski, opartej nie na naukowej historiografii, ale na literaturze pięknej, która ubóstwiała zwycięstwa, natomiast klęski i niepowodzenia wiązała z ingerencjami, intrygami, agresją sąsiadów i obcych, postrzegając Polskę jako przedmurze katolicyzmu, atakowane przez siły masonerii, komunizmu, żydostwa itp. Cytowane przez Majdę zdanie, że „Polsce grozi płaskość i wulgarność”, dotyczy konkretnie tygodnika „Nie” redagowanego przez Urbana i jego popularności wśród około miliona czytelników.
Przytaczanie cytatów z tekstów, których Majda nie zna, prowadzi do groteskowych wniosków. Przykładem tego jest posądzenie Miłosza o socjopatię:
Te wszystkie wymienione dotąd przez Miłosza paszkwilanckie oceny polskości doprowadzały go nieraz do patologicznych stanów duchowych, kiedy to marzył o totalnym zniszczeniu Polski. W swojej książce Rodzinna Europa pisze o swoim planie zniszczenia Polski wręcz: „nad tym właśnie kawałkiem Europy ciąży przekleństwo, że nie ma żadnej rady. I być może, gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze, żeby matki nie opłakiwały zabitych na barykadach siedemnastoletnich synów i córek, żeby trawa nie rosła na popiołach Treblinki. Majdanka i Oświęcimia (…)”.To zbrodnicze marzenie Miłosza jakże jest charakterystyczne: nie planuje on zniszczenia totalitaryzmów, które zafundowały Polakom kilka Oświęcimiów i Katyniów, lecz chciałby się ponownie zemścić nad potomkami ludzi, którzy cierpieli i umierali w katorżniczych obozach śmierci. Chciałby jeszcze spotęgować zbrodnie totalitaryzmów, bo chciałby ponownie wysadzić całą Polskę… (Majda, 98–99).
Fragment Rodzinnej Europy, zatytułowany Intermezzo, z którego krytyk zaczerpnął cytat, jest liryczną prozą artystyczną. Narrator pełen bólu przypomina sobie niedawno rozgrywające się tragedie w wiosce, których ofiarami była bezbronna ludność. Ponieważ na tym terenie dramaty ludzkie stale się powtarzały w związku z toczącymi się wojnami i rewolucjami, opowiadający buntuje się przeciwko ciążącemu fatum i bezsilności. Owo „wysadzenie kraju w powietrze” jest metaforą, poetyckim aktem litości wobec tych wszystkich, którzy przez los skazani są na opłakiwanie swoich bliskich, dlatego kończy swoją miniaturę zdaniem: „i wtedy wysadza się jej przedmiot w powietrze przynajmniej subiektywnie, tj. owłada nami jedno pragnienie: żeby nie patrzeć. Bo jest gatunek litości, którego nie można udźwignąć”. Niestety, Majda nie zacytował tego zdania, fałszując sens wypowiedzi Miłosza i wyciągając niedorzeczne wnioski.
Nieznajomość tekstów Miłosza (lub bardzo powierzchowna ich lektura) i rozpraw krytycznych o nim pokazuje, jak przez redukcję tekstu można uzasadnić najbardziej absurdalną tezę.
Pomijanie kontekstu
W rozdziale Demoniczny stosunek Miłosza do historii Polski Majda stwierdza, że Miłosz „złośliwie” i „paszkwilancko, w sposób demoniczny, bo w brutalnych czarnych kolorach” ocenia ważne okresy historii Polski, widząc w nich wyłącznie „patologiczne zjawiska”, szkaluje stosunki społeczne, ważne wydarzenia historyczne i wybitnych bohaterów (Majda, 86–87). Jednym z przykładów Miłoszowego „demonizmu” jest jego komentarz obchodów 577 rocznicy bitwy pod Grunwaldem: „Tego rodzaju plugawy nonsens w przeszłości mnie gniewał i doprowadzał do rozpaczy”. Krytyk nie dostrzegł lub nie chciał dostrzec, że słowa te nie odnoszą się do bitwy pod Grunwaldem, ale są ironicznym komentarzem do relacji z obchodów tego święta, zamieszczonej w londyńskim „Pulsie”, którą Miłosz przytoczył:
Rozbrzmiewają fanfary… – relacjonuje specjalny wysłannik „Trybuny Ludu” – po odegraniu hymnu narodowego i po wystąpieniu sekretarza Komitetu Centralnego tow. Bednarskiego zaczyna się widowisko poetycko-muzyczne według scenariusza Bohdana Głuszczaka, dyrektora olsztyńskiej Pantomimy Głuchych. Przy dźwiękach Bogurodzicy, Gaude Mater Polonia, Roty, muzyki Fryderyka Chopina, Feliksa Nowowiejskiego i Sergiusza Prokofiewa na tle błękitnego nieba, nad koroną amfiteatru pojawiają się choreograficzne układy [?] symbolizujące jedność Polski i jej dzieje (…). Członek Biura Politycznego, przewodniczący ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego tow. Barcikowski przyjmuje od młodzieży zobowiązania podjęcia działań służących do krzewienia idei grunwaldzkiej…(RM, 72).
Autor krytycznej rozprawki nie zwrócił uwagi na datę zapisu: 28 IX 1987 roku. System PRL był wówczas w stanie agonalnym; poparcie dla rządu podtrzymywano sztucznie za pomocą starannie wyreżyserowanych akcji i imprez nadużywających uczuć patriotycznych. Opuszczając kontekst, Majda zafałszował intencję Miłosza.
W części rozprawki zatytułowanej Awersja Miłosza do polskiego katolicyzmuMajda chce udowodnić, że Miłosz obsesyjnie dyskredytuje katolicyzm jako składnik polskiej tożsamości, przytaczając na s. 108 cytat z Rodzinnej Europy: „Przyrzekłem sobie, że nie zawrę nigdy przymierza z polskim katolicyzmem – niekoniecznie używając tego terminu – czyli nie poddam się małpom”. Powyższe zdanie sugeruje, jakoby Miłosz zrównywał polskich katolików lub polski katolicyzm z małpami. Z kontekstu wynika, że wyraz „małpy” odnosi się do ludzi z tzw. dobrego towarzystwa, biorących udział w uroczystościach kościelnych bez zaangażowania uczuciowego, prawdziwej religijności, traktujących praktyki religijne jako okazję do spotkań towarzyskich, pokazania się itd.:
Po wyjściu z niego odbywała się defilada na deptaku. Oficerowie salutowali, mecenasowie i doktorzy rozdzielali ukłony, kobiety pokazywały sobie uśmiechy, futra i kapelusze. Posuwając się w tym tłumie, albo stojąc na skwerku, byłem naładowany nienawiścią aż do pęknięcia. Człowiek, moim zdaniem, coś znaczył tylko przez swoją namiętność – do przyrody, myślistwa czy literatury, byle wkładał w to całego siebie. Ale to były małpy. Jaki jest ich sens? Po co istnieją? (…) Spójrz no na ich mizdrzenie się, intryżki, wzajemne względy, zabiegi o pieniądz i pokazanie się. Nic poza tym w nich nie ma. (…) Udział w obrzędach z małpami poniżał mnie. Religia jest rzeczą świętą (RE, 69–70).
Interpretacja cytatu bez uwzględnienia tekstu, z którym łączy się pod względem znaczeniowym lub ideowym, jest nienaukową spekulacją.
Niewyczuwanie konwencji stylistycznej
W przynależności Miłosza w czasach gimnazjalnych do tzw. loży Majda dopatruje się „obsesyjnej nienawiści do polskości” i „buntu przeciw polskim organizacjom i ludziom” (Majda, 82). Cytuje Miłosza:
W każdym razie już w szkole średniej trafiłem do czegoś w rodzaju >>loży<< – tego słowa używam nie w znaczeniu dosłownym, tylko na oznaczenie spiskowań elity, do której trzeba być przyjętym. I ta elita była usposobiona pogardliwie do „dobrze myślących”, tj. do całego splotu polskiego nacjonalizmu, Sienkiewicza, korporacji studenckich w deklach etc. Kiedy skończyłem szkołę, moje mgliste polityczne opinie w jednym tylko były zupełnie skrystalizowane: nie znosiłem polskich nacjonalistów i mój cały bunt przeciwko harcerstwu, następnie przeciwko prefektowi i innym autorytetom tak się głównie wyładowywał.
Owo niemoralne uczucie, zdaniem Majdy, rozwija się w chłopcu od roku 1921, kiedy stał się uczniem gimnazjalnym w Wilnie.Krytyk nie wziął w ogóle pod uwagę stylizacji językowej tego rozdziału Rodzinnej Europy. Miłosz opowiada z pobłażliwym uśmiechem o różnorodnych problemach lat dojrzewania i wchodzenia w dorosłość (palenie papierosów, protest przeciwko zaświadczeniom odbycia spowiedzi itd.), wczuwając się w psychikę dziecka i młodzieńca zbuntowanego przeciwko nakazom i zakazom wychowawców, szczególnie prefekta księdza Chomskiego, troszczącego się o wychowanie moralne gimnazjalistów. Jan Majda nie uwzględnia humorystycznego lub ironicznego dystansu Miłosza do przedstawianych faktów ani perspektywy nadawczej narratora, co w konsekwencji daje wnioski niezgodne…