Subskrybuj
Krytyk, judaista, literaturoznawca, doktorant Katedry Antropologii Literatury i Badań Kulturowych UJ. Wykładał w Instytucie Judaistyki UJ. Zajmuje się tożsamością żydowską w nowoczesności, a także związkami późnego kapitalizmu i depresji (w świetle literatury niepokoju późnej nowoczesności), o których przygotowuje książkę.

Polak. Katolik. Żyd

W 1966 r. Romuald Waszkinel otrzymuje święcenia kapłańskie. 20 lat wcześniej Batia Wekslerowa zanosi go zawiniętego w pieluchę do Elżbiety Waszkinel, prosząc: „Pani jest chrześcijanką (…). Niech więc pani ratuje to żydowskie niemowlę w imię tego Żyda, w którego Pani wierzy”. 35 lat później ks. Waszkinel dowiaduje się o swoim pochodzeniu. Coś w nim wtedy pęka. Całe jego dalsze życie będzie próbą przezwyciężenia tego pęknięcia, konstruowania na nowo swojej pamięci i tożsamości.

Od dziecka towarzyszyło mu poczucie odmienności, początkowo niejasne i ledwie rozpoznawalne, ale na tyle dojmujące, że będzie usiłował „wtopić się w otoczenie, żeby być taki jak wszyscy”. Uderzające niepodobieństwo do rodziców, które wykrzyczy kiedyś przed lustrem, i słowa wypowiedziane w jego obecności przez przygodnie spotkanego mężczyznę („a skąd pan wytrzasnął tego żydka”), zapadną mu głęboko w pamięć i będą nieuchronnie powracać. Kiedy w 1978 r., będąc już księdzem i pracownikiem KUL-u, dowie się, że urodził się w getcie w rodzinie żydowskiej, mgliste niegdyś poczucie odrębności i nieprzynależności nabierze bolesnej realności, przed którą ks. Waszkinel nie będzie mógł się uchylić. Człowiek o twardym karku Dariusza Rosiaka jest opowieścią o doświadczeniu, o którym niepodobna było pomyśleć przed wojną: opowieścią o byciu księdzem, Polakiem i Żydem jednocześnie.

Rozpisany na głosy – często rozmijające się i ze sobą sprzeczne – reportaż Rosiaka czytać można na wiele sposób. Z jednej strony to przejmująca opowieść o obcości i odrzuceniu, które boli fizycznie i wywołuje rozgoryczenie. Waszkinel-Weksler nie uniknie tego, przed czym uciekał w dzieciństwie. Jeszcze przed ujawnieniem pochodzenia, na KUL-u pojawiają się plotki o jego semickości, na wydziałowej stołówce ksiądz słuchał zaś będzie o „komunistycznym paskudztwie żydowskim”. W roku 1992 otrzyma listy z pogróżkami, a na ulicy usłyszy, „czy nie ma na bilet”. Nie mniej boleśnie odczuwał będzie to, czego wcześniej nie zauważał, wczytując się w Ewangelię i wsłuchując w kościelną liturgię. Śpiewana w kościele linijka z pieśni wielkanocnej Otrzyjcie już łzy płaczący: „Darmo kamień wagi wielkiej Żydzi na grób wtoczyli (…)” okaże się dla niego traumą. Powie: „Stoję w tłumie, słyszę ją, i czuję się wyrzucony poza nawias”, „włączam się w nią i zaraz czuję ból, bo boję się, że za chwilę zostanę odrzucony”. W końcu ks. Waszkinel wróci w swoich tekstach do kościelnego antyjudaizmu, określając go jako najgroźniejszego wirusa podsycającego chorobę antysemityzmu, bez którego Zagłada byłaby nie do pomyślenia. Kiedy w czasie kampanii prezydenckiej zobaczy na murze plakat z wizerunkiem Mazowieckiego zamalowanym gwiazdą Dawida i napisem: „Żydzi do gazu”, zwróci się w homilii do parafian, że tymi słowami „wpisują się w wyroki Hitlera”. Następnego dnia nie będzie go już na liście do odprawiania mszy. Książkę Rosiaka czyta się jednak przede wszystkim jako opowieść o konflikcie Waszkinela, który jest nie tyle i nie tylko konfliktem tego, co w nim polskie i tego,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zamknięci w ideologiach