Przed kilkunastoma latami zorganizowano w krakowskim dominikańskim duszpasterstwie debatę o „granicach krytyki Kościoła”. Pewien uczony dominikanin szwajcarski, który w tym czasie przebywał z wizytą w Krakowie, podsumował problem krótko i zwięźle: „Kościół można krytykować w tym stopniu, w jakim się go kocha”. Skoro Kościół ukazuje się w pełni jako „lud zjednoczony jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (KK, 4), skoro podstawowym kryterium określającym przynależność do Kościoła są słowa samego Jezusa: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35), to ocena, w której brakuje miłości, będzie zawsze spojrzeniem na Kościół od zewnątrz. Niewiele wówczas zobaczymy, jeszcze mniej zrozumiemy.
W debacie na omawiane tu tematy jeden z moich świeckich przyjaciół stwierdził: „Na razie wierni (z różnych względów) jeszcze nie odchodzą, ale niezdecydowani, poszukujący i wątpiący zrywają słabe więzi z Kościołem.” Co zrobić, aby ludzie do Kościoła raczej powracali, niż od niego odchodzili?
Potrzeba rzetelnej odnowy
W 1903 roku biskup Józef Sarto został wybrany na papieża i przyjął imię Piusa X, a jako program swego posługiwania przyjął hasło: „Odnowić wszystko w Chrystusie”. Został następcą wielkiego Leona XIII, który wprowadził kilka zasadniczych zmian w życiu Kościoła, ale bynajmniej nie miał wrażenia, że najpilniejsze sprawy już zostały do końca załatwione. Przeciwnie, był w pełni świadomy zasady, wyrażonej w prostym zdaniu: Sancta Ecclesia peccatorum semper reformanda, Kościół…