Subskrybuj
fot. Marcin Denisiuk

Ma Bóg w człowieku swoją wyspę

Podejrzewam, że większość ludzi w ogóle nie zastanawia się nad swoim obrazem Boga, nie pyta o to, czy go ma ani jaki on jest. Dla wierzącego Pan Bóg istnieje, i już. To jest pewna oczywistość. Tak samo, jak nikt z nas nie zastanawia się raczej nad swoim wewnętrznym obrazem Internetu. Tylko starsze osoby pytają niekiedy, gdzie jest ten Internet i właściwie co to takiego. Może zatem Bóg jest jak Internet?

Czy neurobiolog może nam coś powiedzieć o Bogu?

Może, i to wcale nie takie małe „coś”. Od jakiegoś czasu istnieje nawet odrębna dziedzina badawcza – neuroteologia, badająca zależności między duchowością, przeżyciem duchowym i procesami neurologicznymi.

Neurobiolog może nam powiedzieć, jak ludzie wyobrażają sobie Boga i jak obraz ten jest konstruowany w mózgu człowieka. Nie może jednak stwierdzić, czy Bóg jest, i zajmować się wynajdywaniem dowodów na jego istnienie. Na podobnej zasadzie neurobiolog może także wypowiadać się o religii. Jedną z bardziej trafnych definicji, jakie stosuje się do człowieka, jest ta, która mówi, że człowiek to gatunek religijny. Religijność jest bowiem zjawiskiem powszechnym, ukształtowanym w toku ewolucji. A neurobiolog w połączeniu z ewolucjonistą może nam dodatkowo powiedzieć, dlaczego religia jest ludziom potrzebna. Jeśli bowiem jakaś cecha, czy to anatomiczna, czy behawioralna, charakteryzująca nas jako gatunek, utrzymuje się przez długi czas, to znaczy, że jej istnienie musi się wiązać dla nas z jakąś korzyścią. Podobnie zresztą rzecz ma się ze sztuką. Obie, i sztuka, i religia, choć można by o nich powiedzieć, że są wysoce niepraktyczne, są nam też jakoś niezbędne.

To już chyba mówi naukowiec podszyty humanistą. Tu nie chodzi o żadne sentymenty….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nazywaj rzeczy po imieniu