Nie jest to trudne, bo rodowici Fidżyjczycy to ludzie mili i towarzyscy, którzy – jak to zwykle w tropikach – do upływającego czasu nie przywiązują większego znaczenia. Kontakty międzyludzkie i międzyrasowe ułatwia zresztą łagodny narkotyk miejscowego wyrobu. Trudniej zaprzyjaźnić się z miejscowymi Hindusami (w sporej części muzułmanami), uważającymi się za prześladowaną mniejszość, a jednocześnie – jak to z mniejszościami bywa – za lepszych i inteligentniejszych od tubylczych „ćwoków”. Rodowici Fidżyjczycy mają na ogół usposobienie dobroduszne, a przy tym ziemię i władzę zagwarantowaną przez dość skomplikowaną konstytucję. Hindusi trzymają za to w ręku kasę i wpływy, opanowując dziedziny wymagające połączenia sprytu z wykształceniem – jak biznes, medycyna i prawo. Tyle wystarczy, by inspirować wieczne niesnaski, a nieraz zamachy stanu, w ostateczności…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.