Subskrybuj

Porzućcie romantyzm!

Niewielu jest polityków, którzy wciąż posługują się zaproponowanym przez papieża Benedykta XVI językiem wartości nienegocjowanych, a ci, którzy przy tym trwają, pozostają poza parlamentem. Marginalizacja, która jest ich udziałem, nie stanowi jednak dowodu nieskuteczności. Swoją postawą są raczej świadectwem nędzy środowisk katolickich, które tracą swój sensus <i>catholicus</i> i nie potrafią przeciwstawić się poganizacji języka polityki po katastrofie smoleńskiej, nie potrafią przypominać, że od symbolicznego zwycięstwa w wirtualnej wojnie ważniejsze jest czynienie polskiego prawa bardziej sprawiedliwym.

Wydarzenia, które wstrząsnęły Polską w ostatnim roku, w roku nietypowym i symbolicznym, ponieważ zapoczątkowanym 10 kwietnia, wywołały zarówno polityczną, jak i medialną polaryzację postaw polskiego społeczeństwa. Silna reakcja różnych środowisk, najpierw na śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a potem na wywołaną przez tę tragedię żałobę narodową, pobudziła do postawiania pytania, czy nie byliśmy świadkami ujawnienia się sprzecznych tradycji w polskim myśleniu o treści i formie naszego politycznego bytu, z jednej strony narodowo-romantycznej, z drugiej ­– liberalnej. Trzeba na tę sprawę, jak sądzę, spojrzeć inaczej – owszem ujawniły się dwie aktualne wizje, ale trudno równorzędnie nadawać im miano „tradycji”. Zbyt wiele w nich doraźnych akcentów. Zresztą sprawa jest prawdopodobnie jeszcze bardziej skomplikowana i wymaga odrębnego spojrzenia.

Czy istnieje w Polsce liberalizm?

Być może trzeba najpierw twardo powiedzieć, że w Polsce nie ma żadnej tradycji liberalnej, której moglibyśmy przypisać jakieś większe i samodzielne znaczenie. W eseju Polska opowieść. Rozważania o podmiotowej narracji Polaków w czasach pesymizmu[1], który był pewnego rodzaju próbą hermeneutyki polskości i udzielenia odpowiedzi na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zmierzch religii smoleńskiej?