Żyjemy dziś w epoce lęków – lęku przed liberalizmem, przed aktywnym społeczeństwem, wreszcie – lęku przed obywatelską formułą polskości. Boimy się liberalnej ideologii przerastającej wyobraźnię pojedynczego człowieka i skojarzonej z najbardziej znienawidzonymi reformami. Nasz strach jest lękiem przed liberalnym światem wolnego przepływu kapitału, nierównością ekonomiczną i reformami uchwalanymi w imię honorowania celów ekonomicznych, a nie walki o społeczną sprawiedliwość. Ten lęk prowadzi w końcu do populizmu, który sięga do innych niż liberalna tradycji.
Jesteśmy dziś też świadkami kryzysu liberalizmu, zwłaszcza tego dominującego w Polsce w okresie ustrojowej transformacji. Jego charakterystyczną cechą była bezwzględna dominacja liberalnych elit, uzupełnionych częścią dawnej komunistycznej nomenklatury. Elity te wprowadziły demokratyczne reformy i zbudowały wolnorynkowy ład. Przy okazji zaś lansowały bezalternatywną wizję przyszłości, która gwarantowała im hegemonię. Przeciw temu brakowi alternatywy zbuntowali się populiści[1], a ich bunt na zawsze zmienił charakter liberalnej demokracji w tej części świata. Problem polega bowiem na tym, że przedstawiając swój program nie…