Subskrybuj
Tłumacz, dramatopisarz, dr filozofii. Napisał książkę o modernizmie katolickim (Producenci margaryny? Marian Zdziechowski i polski modernizm katolicki, 2018) i uczył się teatru u Iwana Wyrypajewa. Przekładał Billa Gatesa, Juliję Jakowlewą i Sharon Stone

Drewniany język. O listach biskupów w sprawie in vitro

Nieustannie podnoszą się lamenty, że stanowisko Kościoła w sporze o <em>in vitro</em> jest nieżyczliwie interpretowane i wypaczane. To się rzeczywiście zdarza. Wina jednak leży w dużej części po stronie Kościoła. Jeśli bowiem chce się być w sporze stroną, która stawia większe wymagania i nawołuje społeczeństwo do wyrzeczeń w imię wyższego dobra, nie można ignorować sposobu, w jaki przedstawia się swoje argumenty.

W dyskusji o in vitro Kościół popełnia kardynalne błędy. Jak można żądać przyjęcia swojej argumentacji, skoro prezentuje się ją w sposób niezrozumiały? Jak można żądać precyzji od innych, skoro samemu nie dba się o porządek, ulega emocjom i skazuje odbiorców na przebijanie się przez gąszcz przeczących sobie głosów? Nie piszę niniejszego tekstu z zamiarem napastliwego atakowania biskupów czy krytyki podstawowych założeń stanowiska Kościoła. Pierwsze byłoby zbyt łatwe i w złym guście, drugie – sprzeczne z moimi przekonaniami. Chciałbym raczej, poprzez językową i logiczną analizę argumentacji Kościoła katolickiego w Polsce, wskazać na jej zasadnicze słabości, a tym samym pomóc w poprawie jakości debaty.

Nie tylko z przyczyn religijnych

Kardynał Stanisław Dziwisz w wywiadzie z listopada ubiegłego roku stwierdza: „Tymczasem w obecnych dyskusjach padają zarzuty, że Kościół nie zgadza się na tę metodę [ in vitro – M.R.] z przyczyn religijnych. Takie postawienie sprawy jest nieporozumieniem”[1]. Kardynał nie ma racji. Należałoby powiedzieć raczej, że Kościół nie zgadza się na in…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zmierzch religii smoleńskiej?