Współczesna włoska filozofia polityczna jest jednym z najczęściej dyskutowanych na świecie nurtów intelektualnych. Popularność teorii wypracowywanych przez takich intelektualistów, jak: Antonio Negri, Giorgio Agamben, Roberto Esposito, Paolo Virno czy Christian Marazzi, sprawiła, że do dyskursu akademickiego wróciły liczne tematy, które w okresie dominacji różnych odmian postmodernizmu pozostawały do pewnego stopnia nieobecne. To m.in. tym myślicielom, na równi z reprezentantami postsekularyzmu, zawdzięczamy wciąż trwający renesans teologii politycznej. W obu przypadkach jej konceptualny zasób, poprzedzający nastanie nowożytności, wykorzystywany jest do przepracowania podstaw nowożytnej filozofii. O ile jednak w ramach postsekularyzmu dyskutuje się głównie nad niewystarczalnością idei autonomicznego, racjonalnego podmiotu, jego zależności np. od aktu wiary (często przy zachowaniu w pełni świeckiego, ateistycznego stanowiska), o tyle współcześni włoscy filozofowie do teologii politycznej odwołują się głównie w celu przepracowania podstaw nowożytnego porządku politycznego.
To teologia stanowiła bowiem laboratorium, w którym powoli wykuwane były nowożytne koncepcje nominalizmu, historycznego czasu, politycznej władzy czy sprawczości i to ona była również głównym negatywnym punktem odniesienia dla nowożytnych projektów intelektualnych. Dlatego też dla każdej współczesnej myśli, która zdaje sobie sprawę, że następuje już „po” świecie nowoczesnym (choć owo „po” pozostaje wciąż niejasne), istotną stawką jest to, w jaki sposób odniesie się do teologicznych fundamentów minionej epoki, by tym lepiej pojąć swoje własne korzenie. Współcześni włoscy filozofowie świetnie to zrozumieli. Przy czym ich celem jest nie tyle dekonstrukcja czy demontaż teologiczno-politycznego szkieletu nowożytności ani też nie konstruowanie coraz bardziej efektywnych, czasami również sprawiedliwych, modeli wspólnotowej egzystencji, lecz Heglowski w swoim charakterze gest jednoczesnej rekapitulacji przeszłości i projektowania nowego horyzontu dla myśli. Ten gest wyznacza chwilę obecną jako rozstrzygające „teraz” – kairos – w którym przekazane przez tradycję pojęcia jawią się jako typoi, figury przeszłości niosące w sobie jednocześnie obietnicę nowego początku (co przypomina opisany przez Agambena w komentarzu do Listów Pawła z Tarsu mesjaniczny stosunek do przeszłości, który czerpiąc z chwili obecnej, wyznacza sposób istnienia przyszłości).
Katechon – „słaba” władza
Dwa tematy wyznaczają główną linię analiz teologii politycznej: problematyka teologii ekonomicznej, na której koncentrują się przede wszystkim Agamben i Esposito, oraz starożytna koncepcja katechonu – władzy powstrzymującej nadejście apokalipsy. Tematy te są ze sobą powiązane, niemniej w tym tekście skupimy się wyłącznie na pojęciu qui tenet (tak w średniowiecznej łacinie oddano grecki katechon) czy też Aufhalter, jak nazywał ten rodzaj władzy Carl Schmitt. Sam termin „katechon” pochodzi z Drugiego Listu do Tesaloniczan, w którym Paweł z Tarsu pisze: „Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo [dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem. Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem? Wiecie, co go teraz powstrzymuje [to katechon], aby objawił się w swoim czasie. Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje [ho katechon], ustąpi miejsca, wówczas ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci [samym] objawieniem swego przyjścia. Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, [działanie] z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia” (2 Tes 2, 3–10).
Ten niesamowity fragment z Pawłowego listu zawiera ideę, która będzie kształtować wyobraźnię chrześcijańskich myślicieli od Ireneusza z Lyonu, przez Tertuliana, Orygenesa i Augustyna po Jana Kalwina i w końcu samego Schmitta. „Ten, który powstrzymuje” (ho katechon) czy też „to, co powstrzymuje” (to katechon) to silnie naznaczony politycznością termin, w którym odnajdujemy problem wierności doktrynie nowej żydowskiej sekty chrześcijan („niech Was w żaden sposób nikt nie zwodzi”), komentarz do aktualnej sytuacji politycznej w Cesarstwie Rzymskim („już działa tajemnica bezbożności”), metafizyczne rozważania nad naturą zła („syn zatracenia”, którego celem jest zająć miejsce Boga) i nade wszystko koncepcję politycznego celu dla chrześcijańskiej władzy, który miałby polegać na odraczaniu przyjścia Antikeimenos, „Niegodziwca”.
Z pewną ostrożnością można postawić tezę, że katechon jest najistotniejszym pojęciem w chrześcijańskiej teologii politycznej, pojęciem, które zespala w sobie prawie wszystkie najważniejsze problemy poruszane przez chrześcijańskich myślicieli odnoszących porządek teologii do refleksji nad polityką:
- katechon łączy się z problemem paruzji, ponownego przyjścia Chrystusa, przez co wpisuje się w ściśle chrześcijańskie pojmowanie czasu historycznego, który rozciąga się od narodzin (czy też zmartwychwstania) Chrystusa do jego ponownego przyjścia;
- tym samym też katechon wprowadza konstytutywne dla chrześcijańskiej historiozofii napięcie między czasem historycznym i odwiecznym boskim planem odkupienia świata, tajemnicą „ekonomii zbawienia”;
- katechon jako cel chrześcijańskiej władzy politycznej wiąże się z ideą „kupowania czasu”, odraczania końca świata, by jak najwięcej niewierzących mogło się jeszcze nawrócić;
- „kupowanie czasu”, odraczanie końca, by był czas na metanoję, nawrócenie, jest radykalnie antygnostyckim postulatem. Sama idea katechonu, powstrzymywania nadejścia końca, wyznacza jedną z głównych linii sporu między chrześcijańską ortodoksją a różnymi odłamami gnozy;
- ci, którzy się nawrócą, tworzą wspólnotę zbawionych, Państwo Boże na ziemi, przeciwstawione działaniu anomos, człowieka grzechu. Katechon operuje w ramach politycznego rozróżnienia na „dobro” i „zło”, które od samego początku chrześcijańskiej teologii politycznej stanowiło jeden z fundamentalnych aspektów teologicznej refleksji nad polityką;
- katechon jako władza, która powstrzymuje, jest władzą, która obejmuje to, co wstrzymuje: nie jest to prosty antagonizm między anomos, siłami zła, i katechonem, który zawsze stoi po stronie nomos. Obie te instancje nie są do końca rozdzielne, lecz istnieją, niczym dwa państwa Augustyna, jednocześnie, przenikając się wzajemnie. W równym stopniu teologicznym, co politycznym problemem jest rozróżnienie tych, którzy należą do każdego z państw;
- katechon wiąże się zatem z fundamentalnym dla teologii politycznej problemem „decyzji” – kto należy do którego z miast oraz kiedy nadchodzi czas, w którym należy podjąć tę decyzję, kiedy czas historii się kończy, a przede wszystkim: kto decyduje, quis iudicabit?
Katechon jako pewna postać politycznej władzy różni się zatem od innych jej postaci, jak pokazuje to Massimo Cacciari w książce Il potere che frena (Władza, która powstrzymuje), porównując go ze starożytną wizją imperio. Wprowadzając silne rozróżnienie na wspólnotę zbawionych i potępionych, nomos i anomos, historię świata i ekonomię zbawienia, władza katechontyczna operuje w ramach źródłowego dla zachodniej refleksji rozróżnienia postaci władzy, w tym fundamentalnego podziału na auctoritas i potestas – katechon uznawany był raz za postać instytucjonalnych struktur władzy politycznej (potestas), raz zaś za władzę opartą na autorytecie, przewodnictwie duchowym lub tradycji (auctoritas). Niezależnie od tego, której z postaci władzy przypisywano katechontyczny cel, katechon zawsze funkcjonował w ramach rozróżniania postaci politycznej władzy.
Jeszcze ważniejszy jest fakt, że którakolwiek z form władzy została uznana za katechontyczną, automatycznie oznaczało to, że jest ona „słabą” postacią władzy, która ostatecznie zostanie pokonana, „ustąpi miejsca” przed anomiczną siłą człowieka grzechu.
Anomos nie może być powstrzymywany wiecznie, jego „sprzeciw” okazuje się potężniejszy od katechonu, przez co do teologii politycznej zostaje wprowadzony, obok kwestii decyzji, również problem potencjalności. Jak zauważa Cacciari, katechon jest z zasady władzą przemijającą, która, choć mobilizuje wszystkie dostępne jej środki administracyjno-ideologiczne, ostatecznie musi przestać istnieć, pokonana przez to, co próbuje w sobie zawrzeć i powstrzymać.
Między ludem a wielością
Katechon można zatem przedstawić jako relację władzy do anomicznej potencjalności, która zawiera tę potencjalność w sobie, formuje ją i nadaje jej kształt, przez co możliwe staje się ukonstytuowanie porządku politycznego. Autonomiczny wobec innych postaci władzy charakter katechonu sprawia jednak, że na relację tę można patrzeć z dwóch różnych stron: albo od strony powstrzymywania anomicznej potencjalności, a więc widząc w katechonie formę władzy ukonstytuowanej, albo też eksponując bezgraniczność „tajemnicy bezbożności”, która wykracza poza wszelkie narzucone jej granice, a więc od strony anomos.
Z jednej strony możemy zatem legitymizować istniejący porządek, nomos, podkreślając jego katechontyczną funkcję. Opozycja dobro–zło ma tutaj często dużo większe znaczenie niż rzeczywista postać obu tych instancji. Jest to oczywiście perspektywa, którą po II wojnie światowej rozwijał Carl Schmitt, twierdząc, że tylko dzięki idei powstrzymywania zła możemy zrozumieć zarówno historyczno-polityczną rolę Kościoła, jak i teologiczne fundamenty politycznych monolitów w rodzaju chrześcijańskiego cesarstwa niemieckich królów. Katechon w oczach Schmitta okazuje się legitymizacją ponadnarodowego imperio, gdyż to charakter anomos wyznacza zasadę działania władzy – kiedy po końcu najkrwawszego konfliktu w historii ludzkości istniejącemu nomosowi zaczęły zagrażać antykolonialne, komunistyczne i anarchistyczne ruchy wyzwoleńcze, Schmitt uznawał to za wystarczający powód do rozważania globalnej władzy powstrzymującej nadejście końca chrześcijańskiej historii.
Dla katechontycznej władzy liczy się bowiem nie tyle „rzeczywisty” charakter i siła powstrzymywanego zła, ile jego wymiar „teologiczny”, opozycja wobec spajających ją zasad, co w Polsce obecnie najlepiej ukazuje kościelna kampania przeciwko „ideologii gender”.
Z drugiej strony w ramach dokładnie tej samej logiki katechontycznej relacji rozwijały się różne koncepcje mesjanistyczne, które uderzały w z konieczności skończony i historyczny charakter katechonu, podważając tym samym jego metafizyczny związek z boskim planem zbawienia. W starożytności były to stanowiska wiążące katechon z Imperium Rzymskim jako władzą prześladującą chrześcijan, natomiast w XX w. o wyzwolenie anomii spod katechontycznej władzy na polu teologii walczył główny adwersarz Schmitta, żydowski myśliciel Jacob Taubes.
Do której z fundamentalnych idei nowoczesności odsyła zatem teologiczna koncepcja katechontycznej władzy powstrzymującej triumf anomicznej potencjalności? Odpowiedź znajdziemy w XVII w., kiedy to jednym z podstawowych sporów wśród filozofów politycznych, zwłaszcza między Tomaszem Hobbesem a Baruchem Spinozą, wprost odwołujących się do teologicznych argumentów, była kwestia wyboru między ludem a wielością (multitudo) jako głównym podmiotem polityki. Z jednej strony lud charakteryzuje się jednością woli, dając tym samym grunt pod państwową suwerenność i władzę ukonstytuowaną, co opisał wpierw Hobbes w Lewiatanie, a następnie ich aporetyczność zanalizował Hegel w Zasadach filozofii prawa. Z drugiej strony wielość to kierowany różnymi interesami, pragnieniami i celami amorficzny podmiot władzy konstytuującej, poprzedzającej utworzenie suwerennego porządku, przynależący według nowożytnej optyki do sfery „prawa natury” i opisany wpierw w wymiarze ontologicznym przez Spinozę, a następnie ukazany jako źródło wszelkiej wartości i politycznej siły przez Marksa.
Nowożytna linia rozumowania oparta na koncepcji ludu i państwowej suwerenności ostatecznie zwyciężyła, a dzisiaj mierzymy się z jej kryzysem w obliczu globalnych migracji ludności, kapitału i idei. Teologiczne spory wokół katechonu stanowią zaś z obecnej perspektywy podsumowanie filozoficznego wyboru między ludem i wielością: „anomiczna potencjalność”, którą katechon ma powstrzymywać, to nic innego jak właśnie wielość, wymykająca się wszelkim dotychczasowym koncepcjom politycznego porządku, nomos, a zwłaszcza tym, które – jak chciał widzieć to Schmitt – łączą ukonstytuowaną władzę z danym terytorium. Nowożytna idea państwa okazuje się więc zsekularyzowanym katechonem działającym w oparciu o różne rodzaje władzy (władzę suwerenną, władzę prawa, władzę administracyjną etc.) i zorientowanym przede wszystkim na „kupowanie czasu”, przedłużanie swojego istnienia w obliczu sił, które podkopują jego fundamenty. Siły te to nie tyle potęga międzynarodowego kapitału, który z zasady potrzebuje silnej władzy państwowej gwarantującej business as usual, ile przede wszystkim różnego rodzaju alternatywne dla państwowo-narodowej suwerenności formy oddolnej politycznej organizacji. Na tym związku nowożytnej formy politycznej z tym, co z konieczności…