Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

Staram się, przynajmniej dzwoniąc do ciebie, rozmawiać o przeszłości, którą żyjemy obie. Odnajdujemy się na ścieżce naszych dawnych i bardzo dawnych wspólnych wspomnień. Drugą ścieżkę odkrył niedawno proboszcz, uruchamiając także na twoje potrzeby domowego szafarza Eucharystii. Na resztę odpowiedzi: „Kiedy dojdziemy?”, pozostaje nam czekać, tak samo tobie jak mnie.

20 sierpnia 2015 r.

Jest nas coraz więcej – ludzi bardzo starych. Jubileusz 90-lecia to już nie wyjątek, żyjemy 100 lat i dłużej. Może dlatego trudniejsza bywa świadomość, że naprawdę „coraz bliżej coraz mniej”. W Nocach i dniach Dąbrowskiej u końca wieku XIX sąsiedzi na pogrzebie przyjaciela pytają, odchodząc: „Który z nas teraz z brzega?”. Rytm życia był wówczas o ileż łatwiej wyczuwalny. Dzisiaj dla nas tych ponad 90-latków każdy nekrolog młodszego od nas zamieniać się może w pytanie: „A co ze mną, który czekam tak długo?”. Lecz ta odpowiedź paść nie musi, tylko niektórzy dostają jej przywilej. Dzisiaj chciałabym porozmawiać z tobą, bo jesteśmy obie tak właśnie „coraz bliżej”, a ty powiedziałaś kiedyś zdanie, które mi nie daje spokoju: „Nikt ze mną nie rozmawia”. „Nikt” to nie tylko dawne koleżanki z pracy, które przestają odwiedzać, znajomi, którzy znikają, lecz także najbliżsi, wśród których żyjesz – twoje dzieci, wnuki i prawnuki. A przecież nie jest to sygnał opuszczenia. Jesteś, by tak rzec, zaopiekowana we wszystkim, czego potrzebujesz: od wygody i bezpieczeństwa, przez zabiegi pielęgnacyjne, po towarzyszenie do kościoła, póki miałaś siły (z wózkiem inwalidzkim w bagażniku samochodu). Ale mówiąc „nikt”, powiedziałaś prawdę, bo pod tym dachem twoi najbliżsi mają świat w dużej mierze osobny. To również sprawa realiów dnia dzisiejszego. W tym ślicznym, małym dworku, domu rodzinnym twego zmarłego już męża, dzieci stworzyły sobie warsztat pracy: placówkę usługową. Gdy trzeba, pracują w niej nawet 12 godzin na dobę. Siłą rzeczy więc nie ma wspólnego stołu – kiedyś pory i miejsca największej bliskości. A kiedy zapytałam, czy twój wnuk, punktualnie co do minuty przynoszący ci obiad, siada z tobą, by wspólnie go zjeść, odpowiadasz, że odchodzi zaraz po postawieniu talerza. Podjęłam próbę, napisałam do niego (od dawna odwiedziny u was są już nie do zrealizowania), namawiałam, żeby utrwalił wspomnienia babci z epok, których dzieci i wnuki nie znają. Nic to nie dało. Dzisiaj pytam siebie: a może moje przekonanie o wartości wspomnień też jest oczywiste tylko z mojej perspektywy wieku? A może, odchodząc zaraz po obsłużeniu, ten młody chłopak chroni swój świat, swoją pracę albo swoje troski? Może rozmowa dzieci z tobą po pracy to coś, na co brak czasu w zagonieniu, ale może także inne odczuwanie tych samych spraw, w których my tak odlegli wiekiem poruszamy się zupełnie inaczej. I to dlatego comiesięczne zebranie Domowego Kościoła…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po feminizmie