Pisze Marek Skwarnicki, że moja recenzja Ceny przetrwania? jest „galicyjsko-łagodna i chrześcijańsko-ostrożna” i w związku z tym „niewystarczająca”. No cóż, jestem recenzentem, a nie czyimkolwiek adwokatem (jak rozumiem, Skwarnicki oczekiwał ode mnie obrony i „świętego oburzenia”) – i w swoim tekście starałem się pokazać zarówno to, co w książce Romana Graczyka uważam za wartościowe, jak i to, z czym nie mogę się zgodzić. Gdybym był „chrześcijańsko-ostrożny”, jak mówi (z ironią) Skwarnicki, po prostu nabrałbym wody w usta, żeby się nikomu nie narazić.
Doskonale rozumiem, że Skwarnicki czuje się przez Graczyka niesłusznie pomówiony o współpracę z SB. Ma on prawo do obrony dobrego imienia, niemniej nie wolno mu zaprzeczać faktom. A fakty są takie, że wielokrotnie spotykał się z funkcjonariuszami SB poza biurem paszportowym, najprawdopodobniej w kawiarni lub restauracji, i rozmawiał z nimi bynajmniej nie zdawkowo (przyznaje…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Kreatywna Polska?