Subskrybuj
(fot. Anthony Cantin / Unsplash)
Doktorant w Akademii „Artes Liberales”. Niedawno ukończył rozprawę doktorską na temat sekularyzacji w ujęciu Hanny Arendt. Podwójny stypendysta Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu.

Prawda i pozór polityki gościnności

Migranci bezwiednie przyczyniają się do odsłonięcia najdotkliwszych niesprawiedliwości świata, w którym żyjemy. Jako że zaczynamy je dostrzegać wraz z ich przybyciem, pojawia się diabelska pokusa, aby to właśnie migrantów uznać za powód naszych problemów. Ale to nie myślenie – to odruch.

Gościnność wobec przybyszów jest jedną z najstarszych instytucji, jakie ludzkość wytworzyła, by radzić sobie z sytuacją zetknięcia się z obcymi. W starożytnych przekazach, czy będą to źródła hinduskie, starogreckie, żydowskie czy jeszcze inne, przybiera ona postać prawa gościnności, którego niedopełnienie wywołuje gniew, a nawet boską zemstę. W Germanii Tacyta czytamy, że odmowa udzielenia schronienia wędrowcom uważana była za niegodziwość (nefas). Historia Sodomy i Gomory, jak utrzymują niektórzy badacze, to opowieść o karze za niegościnność. Od podobnych napomnień, obarczonych najwyższą religijną sankcją, roi się w tekstach kultury, jakie dotarły do naszych czasów. Prawo gościnności chroniło w przeszłości wędrowców, kupców, pielgrzymów czy banitów, wszystkich, którzy przekraczali granice znanego im świata. Bez niego podróż byłaby nie do pomyślenia. Trzeba mieć na uwadze, że mówimy przecież przeważnie o terenach dużo słabiej zasiedlonych niż obecnie, o czasach, które nie znały autostrad ani nawigacji satelitarnej. Odmowa gościny groziła śmiercią. Wędrowiec, kimkolwiek…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Potrzeba gościnności