Subskrybuj
Rumuński filozof i krytyk sztuki, uczeń Constantina Noiki; w latach 1989–1991 pełnił funkcję ministra kultury, a w 1997–1999 ministra spraw zagranicznych; był również członkiem Narodowego Kolegium ds. Badania Archiwów Securitate. Założył czasopismo „Dilema Vveche”– jeden...

Minimalizm etyczny

Wysunięty przez „minimalizm” etyczny imperatyw zachowań nie obejmuje ogromnych wysiłków, które podejmuje się w kosmicznej skali dekalogu; chodzi raczej o etyczny detal, o stylistykę wręcz śmiesznego drobiazgu, wyborów niekoniecznie fundamentalnych, lecz znaczących

Minima moralia, czyli pre-etyka

Dlaczego, ostatecznie, „minima moralia”? Przede wszystkim z powodu pełnej szacunku niechęci wobec Arystotelesa. Pełnej szacunku, bo jedyne miejsce w zainaugurowanej przez niego tradycji Magna Moralia, do jakiego możemy pretendować, to skromna pozycja autora drugorzędnego. Niechęci, bo mamy alergię na Arystotelesowski „maksymalizm”, na jego nieograniczoną, niewzruszoną, ścisłą kompetencję. Następnie „minima moralia”, ponieważ sytuowanie dyskursu na poziomie innym niż poziom własnych ograniczeń oraz poziom współczesnego relatywizmu wydawałoby się nam gestem nieuczciwym. W rzeczy samej, na tych stronach mowa jest nie o etyce, lecz o jakiejś pre-etyce, o przygotowawczym sondowaniu, którego jedyną ambicją jest wzbudzanie etycznego zatroskania, a nie jakakolwiek systematyczna konstrukcja. Co więcej, zadajemy sobie pytanie, czy jakakolwiek etyka spisana może być czymś innym niż „małą etyką”. Etyki wielkie to te, które realizują się w efektownej intrydze jakiegoś niepowtarzalnego ludzkiego życia; przeżywa się je, a nie komentuje. Jeśli chodzi o prawdziwe „problemy” moralne, to nie są one z rodzaju tych, które „stawiasz przed sobą” z ołówkiem w ręku, poddając je swobodnemu – jakkolwiek odpowiedzialny by on był – namysłowi, lecz tych, przed którymi stajesz, które zdarzają się nieoczekiwanie, z ostateczną siłą faktów bieżącego życia. Niniejsze rozważania nie mogą przynieść satysfakcji czytelnikowi spragnionemu klarownych recept, nieomylnego etycznego rozwiązania. Potrzeba przewodnika to nieraz potrzeba życia przez pośrednika, przerzucenia na kogoś innego odpowiedzialności za własne życie. Tym, czego możemy się w tym miejscu podjąć, jest opisowe przybliżenie geografii tego, co etyczne, zarysowanie jej konturów, podstawowych pojęć, w granicach których winna się rozwijać debata etyczna. Gdyby zaś trzeba było przedłożyć jakąś normę, jedyną i stanowiącą miarę naszych intencji, to byłoby nią wytrącenie z odrętwienia etycznego, z jego stadnej mechaniki, uświadomienie sobie faktu – rozstrzygającego, ciążącego, niepokojącego – że to, co etyczne, istnieje.

Problem miernoty moralnej

Czy jednak ktokolwiek w to wątpi? czy każdy z nas nie odnosi się nieustannie do tego, co etyczne? Otóż sądzimy, że nie, że dostrzegamy istnienie tego, co etyczne rzadko, w sytuacjach granicznych, gdy narzuca się nam ono jako pewien rodzaj (niechcianego) zobowiązania. W innych sytuacjach traktujemy „porządek etyczny” jako ścisłą konwencjonalność obyczajową, najbardziej mdłą społeczną stereotypowość. Niemoralność postrzegamy jedynie na poziomie jakiegoś „zgorszenia”, zachodzącego gdzieś wysoko. Poniżej tego poziomu wszystko wydaje się nam jakoś w porządku i, jako takie, poza jakimkolwiek zainteresowaniem, jak też jakąkolwiek dyskusją. Skoro tak rzeczy się mają, tym trafniejszy wydaje się nam pewien „minimalizm” etyczny pojęty jako analityka moralnej miernoty, różnej od fenomenologii moralnej katastrofy, najcięższych win, którymi zajmuje się, by tak rzec, „wielka” etyka”.

Statystycznie ujmując, codzienny dryf moralny nie polega na obłędnym katalogowaniu „grzechów wołających o pomstę do nieba”. To nie morderstwo, rzeź niewiniątek czy sodomia są podstawową materią codziennego doświadczenia etycznego, kiedy zaś jednak mogą rzucić się w oczy, to ich radykalność, jaskrawość stanowi wyzwanie dla jakiegokolwiek teoretyzowania. Grzechy „wołające o pomstę do nieba” często ciążą raczej ku sferze patologii niż zwykłej „przewiny” moralnej. Zbrodnia Raskolnikowa – podobnie jak prawie wszystkie zbrodnie u Dostojewskiego – jest zawieszona gdzieś pomiędzy chorobliwością a religijnością, a zatem z trudem, jeśli w ogóle, może być mierzona miarami etycznymi w ścisłym sensie. O wiele bardziej wymowna, z etycznego punktu widzenia, wydaje się niemoralność postaci Gogola, ich płaski demonizm, bezbarwna potworność ich pogrążonych w letargu dusz. Oto prawdziwie rewelatorski obszar tego, co etyczne: dzienna ospałość, duszące ugrzecznienie, zszarzenie wartości. Krótko mówiąc, etyczna uległość człowieka miernego. Jeśli przyglądamy mu się z dystansu, nie popełnia on żadnego poważnego występku; właśnie to jest jego grzech śmiertelny, który chroni go zarówno przed atakiem ze strony wspólnoty, jak i wstrząsem we własnym sumieniu. Człowieka tego, bardziej niż czyn, który popełnia, cechuje to, od czego się uchyla; jest on spokojny w swym wyrazie, nienaganny z punktu widzenia „wielkiej etyki”, gdyż – powtórzmy raz jeszcze – nie robi nic, co byłoby brutalnie naganne; człowiek mierny to najbardziej perfidny depozytariusz moralnej nędzy. Tkwi on w każdym z nas, uchyla się od jakichkolwiek zarzutów właśnie dzięki swej ohydnej banalności. Wielka wina moralna, moralna klęska to niemal raj w zestawieniu ze zdrową znieczulicą człowieka miernego. Jego grzech polega nie na tym, że prawi wielkie kłamstwa, lecz na tym, że nie cofa się przed żadnym małym, możliwym do uniknięcia kłamstwem; nie na tym, że odwleka wielki gest autentyczności, lecz na tym, że obcy jest mu choćby nawet najmniejszy przejaw przyzwoitości. Owo „choćby nawet” to problem podstawowy, główna wina „minimalizmu” etycznego. Wyznacza ono powszechną niezdolność, dotyczącą nie rozwiązywania dylematów moralnych w wielkiej skali, lecz niezbędnego minimum moralności. Człowiek cechujący się tą niezdolnością winny jest nie tyle zła, do popełnienia którego był zmuszony (przez trudne warunki, strach, nad którym nie panuje, i tym podobne czynniki), ile zła, na które zezwala, nie będąc pod przymusem, czyli zła, na które mógłby bez wielkiego ryzyka nie zezwolić. Nie żąda się od niego rzeczy niemożliwych, ale tego niewiele, które leży w jego zasięgu. A to niewiele nie zostaje zrobione wskutek jakiejś inercji, która zatruwa – niczym resztka jadu wciąż krążącego w żyłach – atmosferę moralną wokół. Wysunięty przez „minimalizm” etyczny imperatyw zachowań, który mamy na względzie, nie obejmuje ogromnych wysiłków, które podejmuje się w kosmicznej skali dekalogu; chodzi raczej o etyczny detal, o stylistykę wręcz śmiesznego drobiazgu, wyborów niekoniecznie fundamentalnych, lecz znaczących. Chodzi o to, by z problematyki etycznej nie czynić tematu poruszanego od święta, przywoływanego jedynie pod presją wielkich dylematów, wielkich „okazji” etycznych; okazje takie mogą wszak w ogóle nie pojawić się w ludzkim życiu. Problem polega więc na tym, by drobną, codzienną odpowiedzialność uczynić wielką okazją.

Dwa przykłady: hipokryzja moralna i niedostatek moralnej spontaniczności

„Spektralna” analiza mierności moralnej nie może być, sama w sobie, przedmiotem obszernego tekstu; ograniczymy się zatem do wskazania, tytułem przykładu, dwóch charakterystycznych przejawów tej mierności: hipokryzji oraz niedostatku spontaniczności moralnej.

Możliwe, że hipokryzja moralnato najbardziej rozpowszechniona choroba gatunku ludzkiego, jakiś rodzaj ogólnej „grypy”, której złośliwość, choć przytępiona właśnie przez jej powszechne występowanie, zdolna jest wybuchnąć od czasu do czasu z nieoczekiwaną zaraźliwością. To choroba z rodzaju tych, od których się nie umiera, lecz od których nie da się uwolnić do końca życia. Stanowi ona idealny przedmiot badań dla „minimalizmu” etycznego, który, ostatecznie, zajmuje się nie chorobami śmiertelnymi, lecz chronicznymi schorzeniami. Hipokryta myli poczucie moralności z dyskrecją. Jego dramat polega nie na tym, że zawsze czuje się pobudzony do występku, ale na tym, że nie może go zataić w idealny sposób, że nie może ukryć swych bezeceństw przed wzrokiem ludzi. To nie naganny czyn jest wstydliwy, lecz jego ewentualne ujawnienie. Hipokryta to mistrz w zachowywaniu pozorów. Jego najwyższymi wartościami wydają się godność osobista, przyzwoitość, kultura relacji z innymi; hołubi te wartości za wszelką cenę….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Świat zapomni o czasie