W swych pracach konsekwentnie odsłaniał skrywane „misteria”: teologiczne zaplecze wielu państwowych symboli, ceremoniałów i instytucji. Twierdził, że w rezultacie trwającego przez całe średniowiecze procesu osmozy między sferą kościelną i cesarską nowoczesne formy polityczne nabrały charakteru „duchowo-świeckich hybryd”[1]. W jego podejściu do problemu władzy szczególną rolę odgrywał jej wymiar symboliczny. Polityczne metafory, tytuły, insygnia czy rytuały, traktowane zazwyczaj jako zewnętrzna szata panowania, w świetle analiz Kantorowicza jawiły się jako czynnik aktywnego jej współtworzenia.
Tropienie religijno-politycznego splotu zachodnich symboli i form politycznych niemiecki historyk rozpoczął już w pierwszym dziele – monumentalnej biografii niemieckiego cesarza Fryderyka II Hohenstaufa[2]. Nakreślił w niej wizerunek średniowiecznego prekursora monarchii absolutnych jako pojętnego ucznia papieży, który zaadaptował zaskakująco wiele rozwiązań wypracowanych na gruncie chrześcijańskiej teologii. W ogłoszonych 30 lat później Dwóch ciałach króla rozwinął tę intuicję, pokazując m.in., w jaki sposób nowożytna koncepcja państwa, jako zbiorowego „ciała politycznego”, wyłoniła się wskutek transferu na grunt polityczny wyobrażenia Kościoła jako mistycznego ciała Chrystusa[3].
Kościół mógł stać się prawzorem nowoczesnych monarchii absolutnych, gdyż w wyniku przeprowadzonych w XI i XII w. reform, określanych niekiedy mianem pierwszej nowoczesnej rewolucji, przeobraził się w papieską monarchię[4]. Z eschatologicznej wspólnoty, konstytuowanej poprzez Eucharystię, został przemieniony w legitymizowaną prawnie instytucję – scentralizowany organizm biurokratyczny z własnym system prawnym i podatkowym, na czele którego stał papież[5]. Zakres jego kompetencji pokrywał się z tym, któremu w późniejszej epoce przydano nazwę władzy suwerennej.
Donacja Konstantyna
Koncepcja suwerennego papiestwa miała wiele źródeł. Za ich symbol uznaje się Donację Konstantyna – sfałszowany dokument przyznający papieżowi Sylwestrowi świecką jurysdykcję nad Rzymem i całym Zachodem. Ten transfer suwerenności przedstawiony został jako przekazanie oznak czci: „Przekazujemy Im [tj. papieżom] od tej chwili Nasz cesarski pałac laterański, który wszystkim pałacom całego świata przoduje i na przyszłość nad nimi górować będzie, następnie diadem, tj. koronę naszej głowy, a zarazem mitrę i pelerynę, tj. palium, które zwyczajnie okrywa szyję cesarza, oraz purpurowy płaszcz, szkarłatne szaty i wszystkie części cesarskiego stroju, a nadto godność cesarskiego pierwszego rycerza, za czym przyznajemy Im także cesarskie berło, a także (…) pieczęć, sztandar itd. Mitrę o jasnym blasku, która oznacza święte zmartwychwstanie Pana, wkładamy własnoręcznie na Jego [papieża Sylwestra I] uświęconą głowę i spełniamy wobec Niego służbę masztalerza, trzymając uzdę jego konia z czci ku św. Piotrowi”[6] .
Donacja nawiązywała do popularnej legendy, według której, po uzdrowieniu z ciężkiej choroby i przyjęciu chrztu z rąk papieża Sylwestra Konstantyn Wielki miał w 314 r. przekazać papieżowi prawo do noszenia insygniów władzy cesarskiej, czyniąc go tym samym spadkobiercą cesarskiego majestatu.
Dokument ten sfabrykowano najprawdopodobniej pod koniec VIII w. w celu potwierdzenia supremacji Kościoła rzymskiego wobec pozostałych wspólnot kościelnych. W zmienionych okolicznościach następnych stuleci wykorzystano go również jako podstawę prawną do stworzenia nowej doktryny papieskiego zwierzchnictwa głoszącej supremację następcy św. Piotra wobec wszelkiej władzy świeckiej.
W szkicu Constantinus Strator, dedykowanym zasłużonemu historykowi średniowiecznego Kościoła Theodorowi Klauserowi, Kantorowicz podjął temat Donacji Konstantyna. Jego rozważania koncentrowały się wokół jednego passusu z tego dokumentu – osobliwego ustępu, w którym cesarz Konstantyn zobowiązywał się do nałożenia papieżowi Sylwestrowi honorowego nakrycia głowy oraz spełnienia wobec niego posługi masztalerza (officium stratoris). Nakrycie głowy, które przekazał papieżowi Konstantyn, to frygiarz – późniejsza tiara noszona przez papieży do 1964 r.
Posługa masztalerza to zobowiązanie cesarza do poprowadzenia za uzdę wierzchowca biskupa Rzymu podczas ceremonialnych papieskich procesji[7]. Wiemy, że posługę tę istotnie spełnił cesarz Lotar III wobec Innocentego II, a Pepin III wobec papieża Stefana III oraz że jej wykonania odmówił papieżowi Hadrianowi IV Fryderyk Barbarossa, dostrzegając w niej nieakceptowalną oznakę cesarskiego poddaństwa, emblemat nowej relacji między obiema władzami, w której godność cesarska miała wyrażać się w akcie służby i podległości wobec duchowej władzy papieża.
W swym szkicu Kantorowicz próbował rozwikłać zagadkę, w jaki sposób ów osobliwy zwyczaj trafił do Donacji Konstantyna. Zaproponowane przezeń rozwiązanie – głos w toczącej się dyskusji – wynikało z przekonania, że model pochodził z rzymskich tradycji cesarskich: rytuału cesarskiego adventus, uroczystego wjazdu władcy, w późniejszym czasie znacząco upodobnionego do ceremonii triumfalnego pochodu[8]. Choć nie ma o tym mowy w Donacji…, papieże przypisali sobie również prawo do procesji triumfalnej w cesarskim stylu. Jedna z najbardziej spektakularnych odbywała się przy okazji intronizacji nowo wybranego papieża. Po otrzymaniu korony na stopniach kościoła św. Piotra, papież udawał się w uroczystym pochodzie ulicami Rzymu do swego pałacu na Lateranie. Analizując przedstawienia numizmatyczne cesarskiego adventus, Kantorowicz zwrócił uwagę, że przed wjeżdżającym na koniu cesarzem często kroczy Victoria, rzymska bogini zwycięstwa. W niektórych wypadkach prowadzi ona cesarskiego wierzchowca za uzdę[9].
Przykłady „translacji” rzymskich wyobrażeń numizmatycznych na obrzędy kościelne można znaleźć w wielu pracach Kantorowicza. W niepublikowanym wykładzie Roman Coins and Christian Rites z 1948 r. autor stwierdzał: „wydarzeniom, które w starożytnym Rzymie upamiętniano biciem specjalnych monet lub medalionów, we wczesnym Kościele odpowiadały czynności rytualne: msze, modlitwy, błogosławieństwa lub lekcje. Nierzadko chrześcijańskie modlitwy powtarzały, w tej czy innej formie, sformułowania czy terminy techniczne tradycyjnie widniejące na inskrypcjach rzymskich monet”[10].
Nominalnym celem szkicu Kantorowicza na temat pochodzenia officium stratoris było zatem wskazanie na konkretny przypadek trwania rzymskich form „w chrześcijańskim przebraniu”[11]. W szerszym kontekście jest to przykład migracji symboli ze sfery politycznej do religijnej i odwrotnie, który prowadził do coraz wyraźniejszego upodobnienia się biskupa Rzymu do rzymskiego cesarza. Kantorowicz podkreślał, że zjawisko to było starsze niż Donacja Konstantyna, która jedynie sankcjonowała wcześniej ustaloną praktykę. W efekcie następca św. Piotra (vicarius Petri), który od XII stulecia coraz chętniej posługiwał się tytułem „namiestnika Chrystusowego” (vicarius Christi), ostatecznie objawił się jako verus imperator[12]. W ten sposób papieże stali się historycznymi spadkobiercami władzy cesarskiej: rzymskiego imperatora i bizantyjskiego basileusa. W tym kontekście Kantorowicz lubił przytaczać anegdotę przekazaną przez kronikarza Francesca Pipina: w 1298 r. Bonifacy VIII miał obwieścić posłom niemieckiego króla Alberta I, który zwracał się do niego z prośbą o cesarską koronę: ego sum Caesar, ego imperator.
Zanim XII-wieczny Kościół (jako monarchia papieska) stał się modelem dla wczesnonowożytnych monarchii absolutnych, zanim władcy absolutni zaczęli przejmować pontyfikalne prerogatywy[13], a państwo objawiło się jako quasi-mistyczna wspólnota na wzór kościelny, to Kościół przez stulecia absorbował cesarskie wzorce, ulegając tym samym imperializacji.
Oracja Lorenzo Valli
Sprzeciw wobec imperializacji kościoła przybierał wiele form. Jedna z nich polegała na sprzeciwie wobec Donacji Konstantyna – odrzucali ją niektórzy franciszkanie, Dante w traktacie Monarchia czy Mikołaj z Kuzy w rozprawie De concordantia catholica. Jednak najdotkliwszy cios zadał jej włoski humanista Lorenzo Valla, który na gruncie analiz filologicznych zdemaskował ją jako fałszerstwo. W 1440 r. w oracji O rzekomej, sfałszowanej Donacji Konstantyna wykazał, że tekst rojący się od językowych anachronizmów, barbaryzmów oraz wewnętrznych sprzeczności nie mógł wyjść spod pióra cesarskiej kancelarii[14].
Orację Lorenzo Valli uważa się dziś za pomnik włoskiego humanizmu. Bez wątpienia jest ona aktem założycielskim filologicznej krytyki źródeł, na której zasadza się nowoczesna nauka historyczna. Odegrała też znaczącą rolę w okresie reformacji: przetłumaczona na niemiecki, okazała się ważnym punktem odniesienia dla poglądów Marcina Lutra. Jej ranga ma jeszcze jedną przyczynę: dzieło to stanowi cenną rozprawę z zakresu teologii renesansowej. Często zapomina się, że pomiędzy wielką teologią scholastyczną a protestancką teologią doby reformacji istniała jeszcze odrębna myśl teologiczna renesansowych humanistów. Jej przykładem jest właśnie dzieło Valli, w którym obok krytyki późnośredniowiecznej eklezjologii został nakreślony również projekt teologicznej alternatywy[15]. Kluczowe dla argumentacji Valli było przeciwstawienie imperium …