Przez całe wieki obawiano się siły i ciemnych źródeł emocji. Ten strach sięga dalekiej ewolucyjnej przeszłości, kiedy pojawiały się ich pierwotne przejawy – wspólne zwierzętom i ludziom. Filozofowie twierdzili, że dusza ludzka jest zagrożona przez „stugłowego potwora emocji” (Platon). Podstawowym lekarstwem na to niebezpieczeństwo było praktykowane przez tysiąclecia poddanie emocji rozumowi. W dzisiejszym języku chodzi o to, by rozum sprawował nad nimi kontrolę, co pozwoli mu je zrozumieć i porządkować. Zagadką było to, w jaki sposób rozum przywraca bądź uzyskuje władzę nad emocjami. Sięgam do własnych wspomnień: racjonalne wytłumaczenia sytuacji pozwalały czasem opanować strach lub panikę, a sam proces refleksji studził gniew. Rozum stopniowo przejmował władzę – emocje słabły lub zmieniały się. Mogło jednak niepokoić, że interwencja rozumu nie tylko porządkuje emocje, ale również zrywa intymną więź z nami samymi. Spór o wzajemne relacje rozumu i emocji trwa od tysiącleci i nie jest rozstrzygnięty. Omówię pięć rodzajów wykolejonych emocji – są różnorodne, stąd metaforyczne wykolejenie wydaje się dobrym zbiorczym określeniem. Zbadam, jak przebiega proces ich porządkowania. Nie będzie to poradnik, w którym znany jest cel i szuka się środków, żeby go osiągnąć. W przypadku emocji wykolejonych musimy sami określić do czego zmierzamy. Czy emocje w ogóle powinny podlegać porządkowi? A jeśli…