Subskrybuj
Wykładowca filozofii fundacji Ikerbasque na Uniwersytecie Kraju Basków w Vitorii-Gasteiz. Autor licznych artykułów z zakresu fenomenologii, filozofii politycznej oraz rozważań dotyczących środowiska. Jego ostatnia książka to Plant-Thinking: A Philosophy of Vegetal Life (Columbia University Press,...

Czy rośliny powinny mieć prawa?

Rośliny nie istnieją wyłącznie jako pożywienie zwierząt i ludzi; wręcz przeciwnie, wspaniale się rozwijały na długo przed tym, kiedy na scenie ewolucji pojawiliśmy się my. Oto i fundamentalny argument za rozważeniem możliwości nadania roślinom praw.

Powszechna deklaracja praw człowieka została przyjęta przez zgromadzenie Ogólne ONZ ponad 64 lata temu, 10 grudnia 1948 r. Opracowano ją jako bezpośrednią odpowiedź na okrucieństwa II wojny światowej, które rozwiały złudzenia, w najbardziej drastyczny sposób, jaki można sobie wyobrazić, co do tego, jak kruche i bezbronne wobec krzywdy są istoty ludzkie. Kodyfikacja praw człowieka w przepisach międzynarodowych miała na celu zapewnienie ochrony prawnej, która skompensowałaby słabości nieodłączne kondycji ludzkiej. Istotnie, im bardziej dana osoba jest podatna na krzywdę, tym bardziej jej prawa powinny być chronione, dlatego, dokładnie 11 lat po głosowaniu z 1948 r., ONZ przyjęło rezolucję nr 1386 – Deklarację Praw Dziecka.

W odpowiedzi na inną, dłużej trwającą wojnę, prowadzoną tym razem przeciw środowisku, nadszedł czas, aby raz jeszcze poruszyć kwestię praw. Czy ludzie to jedyne żywe istoty godne ich posiadania? A co ze zwierzętami? Albo roślinami. Czy też bakteriami, jak szybko oskarżycielsko zauważą krytycy lubujący się w argumentach z równi pochyłej.

Racje za przyznaniem roślinom praw są, paradoksalnie, zarówno proste, jak i skomplikowane. Nie ma wątpliwości, że rośliny to jedne z najbardziej narażonych na krzywdę istot żyjących na naszej planecie: nawet według dość ostrożnych szacunków na każde pięć gatunków roślin przypada jeden znajdujący się obecnie na krawędzi wymarcia.

Biorąc pod uwagę tę katastrofalną w skali światowej sytuację, ochrona ich praw mogłaby posłużyć jako użyteczny mechanizm prawny sprzyjający spowolnieniu procesu utraty różnorodności biologicznej oraz przeciwdziałaniu niszczeniu flory, fundamentu każdego środowiska naturalnego.

Dla większości ludzi sama idea praw roślin brzmi jednak dziwacznie. W wielu zakątkach świata nauki, w takim samym stopniu jak poza murami akademickiej wieży z kości słoniowej, w powszechnym rozumieniu rośliny nie są niczym więcej niż zielonymi maszynami do fotosyntezy – to te quasi-rzeczy biernie osadzone w miejscach, w których rosną. Znajdujemy się za barykadą głęboko zakorzenionych uprzedzeń, uniemożliwiającą nam zaktualizowanie naszego wyobrażenia o roślinach, które byłoby oparte na ich zaskakujących i niedawno odkrytych cechach behawioralnych, zdolnościach adaptacyjnych, plastyczności rozwojowej itd. Głęboki opór psychologiczny podpowiada nam, abyśmy odrzucili piętrzące się dowody naukowe, kwestionujące utarte schematy pojęciowe, w które do tej pory wpisywano rośliny, na rzecz bezwładności przyzwyczajenia i wygody „zdrowego rozsądku”. Potoczne ramy myślenia o roślinach gwarantują zarówno kategoryczne odrzucenie propozycji przyznania im praw, jak i utrwalenie niemożliwego do utrzymania status quo, który pozostawia najbardziej bezbronne stworzenia narażone na praktycznie nieograniczoną przemoc.

Mimo że przez setki milionów lat rośliny wykształciły w toku ewolucji bardzo złożone mechanizmy obronne, które pozwalają im np. odstraszać roślinożerne owady poprzez syntetyzowanie specyficznych substancji chemicznych w reakcji na atak, są bezsilne w obliczu agresji ludzkiej. (Zdarzenie, film M. Nighta Shyamalana z 2008 r., przedstawia czarny scenariusz, w którym drzewa zdołały wyprodukować rozprzestrzeniające się drogą powietrzną toksyny sprawiające, że ci, którzy je wdychali, popełniali samobójstwo. Nie różniąc się zbytnio od naturalnych środków przeciw owadom faktycznie syntetyzowanych przez rośliny, toksyny te stanowiły nowo zdobytą przez drzewa moc odpłacenia ludziom za napaść – moc stania się bronią biochemiczną). Przyznanie praw również florze mogłoby, w planie minimum, ograniczyć nasz negatywny wpływ na życie roślin. Jednakże czysto instrumentalne argumentowanie na rzecz praw roślin jest dalece niewystarczające; oprócz ochrony terenów leśnych i polnych kwiatów jako ograniczonych bezcennych zasobów, a ponadto coraz częściej jako rzadkości, konieczne jest ponowne przemyślenie statusu roślin nie tylko jako przedmiotów podlegających ochronie, lecz także jako podmiotów zasługujących na szacunek.

***

Niewypowiedzianym fundamentem prawno-filozoficznego pojęcia prawa jest podmiotowość – sprawstwo czy też zdolność do aktywnego kształtowania świata – tych, którzy korzystają z gwarantowanej przez nie ochrony. Słynna XX-wieczna teoretyczka polityczna Hannah Arendt zachęca nas, abyśmy uważnie przyjrzeli się temu, co nazywa „prawem do posiadania praw”, jako warunkowi wstępnemu szczegółowego opracowania praw człowieka. Dla Arendt owo podstawowe metaprawo wiąże się z obywatelstwem lub przynależnością do wspólnoty politycznej, odmawianymi bezpaństwowcom. Na jeszcze głębszym poziomie prawo do posiadania praw postuluje wszakże jasny punkt odniesienia, który nadaje znaczenie późniejszym dyskusjom na ten temat. Wymaga ono, aby posiadacze praw byli obywatelami, a zatem ludzkimi podmiotami.

Zaletą Arendtowskiego opracowania tej kwestii jest oddzielenie pojęcia praw od korespondującej z nim idei obowiązków. Nowo narodzonemu niemowlęciu od razu przyznaje się zarówno prawa człowieka, jak i te przysługujące dzieciom, i nikt nie oczekuje, że odpłaci się ono za ten przywilej w czasie, kiedy nieświadomie z niego korzysta. Można by argumentować, że termin rozrachunku ulega jedynie odroczeniu do czasu osiągnięcia przez dziecko pełnoletności, kiedy, jako osoba dorosła, którą potencjalnie się stanie, będzie ono mogło zarówno wziąć na siebie obowiązki, jak i uznawać prawa innych ludzi. Mając to w pamięci, dodajmy, że niekwestionowany fundament praw podstawowych jest ważniejszy niż logika wymieniania ich za obowiązki, teraźniejsze czy przyszłe. Prawo do posiadania praw zyskuje się z racji istnienia, a nie zachowywania się, w dany sposób. Innymi słowy, jest ono ontologiczne, a nie pragmatyczne.

Nie będę w tym miejscu referował historii kampanii, godnej pochwały i wciąż trwającej, prowadzonej przez obrońców praw zwierząt, której celem jest zapewnienie uznania tych niebędących ludźmi istot żywych za podmioty prawne. Warto jedynie podkreślić, iż stawką w tej walce jest wynegocjowanie innego, bardziej inkluzywnego punktu odniesienia dla prawa do posiadania praw, mianowicie zdolności odczuwania zmysłowego oraz zdolności odczuwania bólu. Prawa zwierząt nie implikują oczywiście żadnych odpowiadających im obowiązków: uznając prawo wilka górskiego do życia, nie wymagam tym samym, żeby wilk zachowywał się odpowiedzialnie i liczył się z potrzebami jeleni czy też nawet ludzi, napotkanych na swojej drodze. Nie jest również tak, że przyznając zwierzętom prawa, uczłowieczam je – łatwiej to osiągnąć, kiedy ma się do czynienia z domowym sznaucerem niż z dziko żyjącym wilkiem.

Zamiast tego uznaję unikalność ich podmiotowości, która w porównaniu z ludzką nie jest „słabsza” ani „niewystarczająco rozwinięta” tylko dlatego, że zwierzęta raczej nie snują abstrakcyjnych rozważań. Właściwie, to jeśli – poważnie traktując spostrzeżenia niektórych filozofów immanencji życia, jak Baruch Spinoza czy Friedrich Nietzsche – postulujemy nieprzerwane kontinuum obejmujące zdolność odczuwania zmysłowego i emocje z jednej strony oraz procesy poznawcze z drugiej, to prawa zwierząt wymagają nie tyle radykalnych zmian w filozoficznym przydzielaniu praw, ile jego stosunkowo drobnej korekty. Gdy stawiam pytanie:

„Czy rośliny powinny mieć prawa?”, moim celem jest pokazanie, że aby udzielić na nie odpowiedzi twierdzącej, konieczne okazuje się odpowiednie nastawienie, analogiczne do tego, które przyniosło ideę praw zwierząt.

Teraz, kiedy botanicy, biolodzy komórki i ekolodzy roślin przedstawiają odkrycia naukowe na temat złożoności zachowania się roślin, nadszedł czas, aby renegocjować podstawę praw raz jeszcze. Anthony Trewavas z Instytutu Biologii Komórkowej i Molekularnej Uniwersytetu Edynburskiego stwierdził w pionierskim artykule traktującym o inteligencji roślin, co następuje: „Skoro istnieje ok. 15 czynników środowiskowych o różnych zakresach…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dlaczego rośliny powinny mieć prawa?