Wydawca pisma wyjaśniał, że mimo kilku miesięcy poszukiwań redaktorom nie udało się wybrać żadnego dzieła sztuki, które odpowiadałoby współczesnemu obrazowi Boga. Numer okazał się bestsellerem, a prowokacyjna okładka stała się z czasem jednym z symboli dekady lat 60. – pojawia się nawet na moment w rękach głównej bohaterki słynnego filmu Dziecko Rosemary Romana Polańskiego. Najpierw wywołał jednak spore kontrowersje, a do redakcji magazynu napłynęło ponad 3 tys. listów od poruszonych czytelników. Jedni, jak pewien emerytowany pułkownik z Kalifornii, określali numer jako „stronniczy, proateistyczny i prokomunistyczny, szokujący i zupełnie nieamerykański”; inni dziękowali za „spostrzegawczą analizę dzisiejszej religii” i wstrząs wyzwalający z „bezmyślnej akceptacji, którą zbyt często fałszywie nazywa się »wiarą«”. Niektórzy lapidarnie odpowiadali na tytułowe pytanie. „Nie” – napisała pani Norine McGuire z Chicago, „Tak” – ripostował pan Richard Storatz z Indiany[1].
Ameryka, Ameryka
Tekst redaktora Johna T. Elsona[2]zamieszczony w tym numerze „Time’a” był zaskakująco stonowany. Pokazywał zróżnicowaną panoramę świata wiary i niewiary połowy lat 60. – zarówno obszary instytucjonalnego ateizmu w państwach komunistycznych, jak i powolnej sekularyzacji w krajach Zachodu; przywoływał pytania nowoczesnej sztuki i filozofii mierzącej się z doświadczeniem absurdu oraz z wydarzeniami Auschwitz czy Hiroszimy, a także wyniki socjologicznych badań…