W swojej książce, cytując Clausewitza, przywołuje Pan ideę „narastania aż do ostateczności”. Dla Pana apokalipsa już się rozpoczęła…Myślę, że konieczne jest, by mówić dzisiaj prawdę – w pierwszym rzędzie o zjawiskach związanych z degradacją środowiska. Na przykład topienie się lodów na Grenlandii to coś alarmującego. Wszystkie państwa o tym wiedzą. To obecnie życiowa stawka. Wydarzenia, które zachodzą na naszych oczach, mają jednocześnie charakter naturalny i kulturalny, a to znaczy, że są apokaliptyczne. Aż do dzisiaj słowa Apokalipsy bywały powodem śmiechu. Cały wysiłek myśli nowoczesnej zasadzał się przecież na tym, by oddzielić to, co naturalne, od tego, co kulturowe. Nauka polega na tym, by pokazać, że zjawiska kulturowe nie są naturalnymi i że mylimy się bardzo, jeśli trzęsienie ziemi łączymy z wrzawą wojny, jak dzieje się to w tekście Apokalipsy. Ale nagle nauka zaczyna zdawać…