Chronologicznie rzecz biorąc, moim pierwszym kontaktem ze świętymi było spotkanie z Teresą z Lisieux (jak się miało okazać, jest ona lekarzem pierwszego i ostatniego kontaktu). Moja matka była wówczas ciężko chora i u Teresy z Lisieux szukała ratunku, żeby to cierpienie jakoś sobie wytłumaczyć i znieść. Widziałem, że jej to pomagało. Plącząc się koło jej łóżka i biblioteki, czytałem Łaski i cuda Teresy z Lisieux[1], gdzie najbardziej fascynowały mnie obrazki przedstawiające działania św. Teresy w czasie I wojny światowej: ktoś tonie, a ona go ratuje, ktoś ma urwaną nogę, a ona ją przykleja itp. I te…