Zwykle myślimy o świętych jako owych heroicznych postaciach męczenników lub moralnych gigantów, których Kościół wynosi na ołtarze, których wspominamy podczas świąt i którzy patronują naszym kościołom. Ale to przecież tylko drobna garstka pośród tych, którzy – przynajmniej możemy mieć taką nadzieję – są już u Boga. Tych bezimiennych, zwykłych ludzi, także naszych bliskich, o których pamiętamy zbiorczo właściwie tylko raz w roku, 1 listopada. Czy są zatem święci lepsi i gorsi?Zacząłbym od bardzo stanowczego przypomnienia, że jeden tylko Bóg jest święty. Na kartach Pisma Świętego mówi się o tym wielokrotnie. Wypowiada te słowa Anna, matka Samuela, w swoim hymnie dziękczynnym (por. 1 Sm 2, 2). „Święty, Święty, Święty” – słyszy Izajasz w widzeniu, jakie jest opisane w szóstym rozdziale jego księgi. „Bo Ty sam jesteś Święty” – czytamy w Apokalipsie (15, 4). Dlaczego zatem nazywamy świętymi także ludzi? Już w Starym Testamencie zasygnalizowano nam, że sam Bóg chce naszej świętości. „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” – te słowa z Księgi Kapłańskiej (11, 44–45) powtarza w nowym, chrześcijańskim sensie apostoł Piotr (por. 1 P 1, 16). Apostoł Paweł świętymi nazywa po prostu ludzi, którzy uwierzyli w Chrystusa i…