Na początku 1968 roku miałem szczęście spotkać w Paryżu Marguerite Yourcenar, która wydała właśnie swój Kamień filozoficzny, podczas gdy w księgarniach pojawiła się moja Cywilizacja Odrodzenia. Wydawcy zorganizowali nasze spotkanie. W trakcie długiej rozmowy w hotelu przy rue de Rivoli, gdzie się zatrzymała, Marguerite Yourcenar powiedziała mi, że rozważała uczynienie z postaci Campanelli tematu powieści historycznej. W nocie zamieszczonej w zakończeniu Kamienia filozoficznego zdradza, jak wpadła na ten pomysł. Wyjawia tam, że przedstawiając proces Zenona, bohatera swojej książki, inspirowała się rzeczywistym procesem Campanelli, który mu wytoczono, kiedy zainicjowany przez niego w 1599 roku spisek kalabryjski przeciwko wicekrólowi Neapolu zakończył się niepowodzeniem. Marguerite Yourcenar nie zrealizowała swojego zamierzenia. Być może w trakcie późniejszych badań zorientowała się, że Campanella nie był w dosłownym znaczeniu „wolnomyślicielem”, jak, opierając się na dokumentach z procesu przedstawiali go historiografowie z końca XIX i początku XX wieku. W każdym razie rozmowa ta zapadła mi w pamięć i przez lata pomysł ten tak mnie nurtował, że zainteresowałem się, nie jako powieściopisarz, lecz jako historyk, tym niepospolitym człowiekiem, który wzbudzał w swojej epoce i wzbudza do dziś sprzeczne sądy. Bardzo byłem ciekaw, kim on był naprawdę. Campanella był autentyczną postacią powieściową i do relacji o jego życiu nie potrzeba dorzucać żadnych szczegółów. Składa się na nie podejrzliwa niezależność, nawroty nieufności, dramatyczne przygody, więzienia i tortury, zaskakujące zwroty i nieprzewidziane zakończenia. Campanella przejawiał w dodatku przez wszystkie lata swojego życia niewiarygodną zdolność, fizyczną i moralną, powstawania z najgorszych doświadczeń. Urodzony w 1568 roku jako syn kalabryjskiego szewca analfabety Campanella pozostał głęboko przywiązany do swojej ojczystej Kalabrii, choć opuścił ją na zawsze w wieku trzydziestu jeden lat. Pokażmy więc tu pokrótce tę odległą prowincję, której mieszkańcy uważani są w tamtym okresie za wierzących w zabobony dzikusów. Nękana przez tarantule, nawiedzana przez trzęsienia ziemi i częste susze, przemierzana przez rozbójników, którzy łupią podróżnych, pełna mnichów uprawiających mniej lub bardziej włóczęgowski tryb życia Kalabria z końca XVI wieku ma złą reputację. W 1612 roku jakiś angielski podróżnik stwierdza, że ze wszystkich ludów chrześcijańskich Kalabryjczycy są „najmniej cywilizowani i najbardziej chłopscy”. Mimo to region ten, niegdyś stolica pitagoryzmu, w czasach Campanelli miał za sobą długą przeszłość niezależności intelektualnej, która bezsprzecznie wywarła wpływ na autora Miasta Słońca. Z dumą będzie przywoływać później „Kalabrię, swoją ojczyznę, niegdyś Wielką Grecję, która rozpowszechniła po całym świecie wiedzę o gwiazdach i architekturze wszechświata”. W Kalabrii urodzili się i żyli: mnich prorok Joachim z Fiore (zm. 1202), którego Campanella często będzie cytować, i filozof Bernardino Telesio (zm. 1588), którego głęboka wrogość wobec Arystotelesa odegra decydującą rolę w ewolucji naszego bohatera. Jeśli Campanella stał się w swoich czasach filozofem o światowej sławie, to dlatego, że mógł studiować dzięki zakonowi dominikańskiemu, do którego wstąpił w wieku czternastu lat, w którym nigdy nie czuł się dobrze, ale którego habit zawsze nosił, nawet w więzieniu. Zmarł w paryskim klasztorze braci kaznodziejów w 1639 roku. Stworzył, najczęściej w więzieniu i dzięki fantastycznej pamięci, dzieło ogromne, w którym łączą się filozofia, nauka, teologia, polityka, astrologia i przepowiednie. W więzieniach spędził w sumie trzydzieści lat: w Padwie, w Rzymie, przede wszystkim w Neapolu (dwadzieścia siedem), potem znowu w Rzymie. Zatrzymajmy się na chwilę nad jego procesem w Neapolu po klęsce spisku kalabryjskiego. Jako zakonnik sądzony był przez miejscowy sąd inkwizycji podzielony na dwie sekcje. Jedna orzekała w sprawie buntu, druga – w kwestii przypisywanych Campanelli heretyckich wypowiedzi. Pierwsze dochodzenie nie zostało nigdy zamknięte, ponieważ oskarżony był raczej inspiratorem niż sprawcą. Drugie musiałoby doprowadzić do kary śmierci. Oskarżony był bowiem recydywistą, skazanym już w Rzymie w 1595 roku na odprzysiężenie z powodu „poważnego podejrzenia o herezję”. Campanella wymyślił więc fortel, który stał się słynny: w więzieniu i przed trybunałem zaczął symulować obłęd. Inkwizycja nie skazywała bowiem na śmierć szaleńców, ponieważ człowiek zgładzony w stanie obłąkania umierał bez skruchy i mógł trafić do piekła. Bardzo zakłopotani sędziowie poddali więc oskarżonego dość rzadkiej torturze, która miała zweryfikować jego szaleńcze zachowanie – męczarni zwanej veglia (czuwanie): skazańcowi nie wolno było zasnąć przez 36 godzin. Usadowiony był dodatkowo na raniącym go siedzisku i miał utrudnione oddychanie. Campanella dobrze to zniósł i sędziowie skazali go na dożywocie, tłumacząc wątpliwości na jego korzyść. Przebywając od tego momentu w więzieniu, pisał z niezachwianą pewnością siebie list za listem do kolejnych papieży, wpływowych kardynałów, władców Hiszpanii, austriackich arcyksiążąt, wielkich książąt Toskanii, władz Wenecji, a także Galileusza. Ciesząc się sławą astrologa jeszcze w czasach swojego pobytu w lochach neapolitańskich, wzbudził zainteresowanie Rzymu, kiedy został tam przeniesiony w 1626 roku do więzienia inkwizycji. Nastąpił zaskakujący zwrot akcji: Campanella został wtedy na pewien czas zaufanym astrologiem Urbana VIII, który lękał się bliskiej śmierci z powodu niepomyślnego horoskopu. Papież sprowadzał go potajemnie z więzienia do swego pałacu, a ten organizował dla niego obrzędy mające zażegnać zły wpływ gwiazd. Niedługo został uwolniony; jego nazwisko zdjęto z indeksu, a jego zakon przyznał mu nawet stopień „doktora teologii”. Ale ponieważ astrologiczne związki między papieżem a Campanellą zostały odkryte, Urban VIII nie mógł już udzielać mu nadal poparcia i ułatwił jego ucieczkę do Francji. Filozof astrolog został wtedy kimś w rodzaju doradcy kardynała Richelieu w sprawach włoskich, w chwili kiedy Francja przystąpiła do wojny trzydziestoletniej. Campanella po raz ostatni pojawił się na scenie publicznej, żeby na prośbę Anny Austriaczki i Richelieu sporządzić horoskop delfina, który w 1638 roku właśnie przyszedł na świat – przyszłego Ludwika XIV. Do horoskopu dołączył napisaną po łacinie sielankę, swoje ostatnie dzieło, przepowiadając, że to cudowne dziecko zostanie królem „Miasta Słońca” obejmującego cały rodzaj ludzki. Trudno wyobrazić sobie w ramach tamtej epoki życie obfitujące w większe kontrasty i bardziej zadziwiające. Dlatego użyłem określenia „bohater powieściowy”. Otóż – co stanowi wielką komplikację – dzieła, jakie pozostawił, naznaczone są sprzecznościami i paradoksami wprawiającymi w bezradność tych, którzy próbują je zgłębiać. To „zagadka Campanelli”. Jego najbardziej znaną dzisiaj (choć nie w XVII wieku) pracą jest Miasto Słońca, napisane w 1602 roku, na początku jego uwięzienia w Neapolu. Klasyfikuje się ją powszechnie jako literacką utopię, podobnie jak dzieło Thomasa More’a, które wyszło w 1516 roku. Opublikowana została ona w Niemczech w 1623 roku jako dodatek do księgi zatytułowanej Philosophia realis. Wyobrażone przez siebie Miasto sytuuje Campanella gdzieś na wyspie Taprobane (Sri Lanka). Składa się ono z siedmiu koncentrycznych kół poświęconych odpowiednio Słońcu, Księżycowi oraz pięciu znanym wówczas planetom. Solariuszami rządzi najwyższy kapłan „Metafizyk”, wspomagany przez trzech książąt zwanych Pon, Sin i Mor, co ma oznaczać: Potęgę, Mądrość i Miłość. Pon zajmuje się pokojem i wojną, Sin nauką, sztukami wyzwolonymi i mechaniką, Mor prokreacją, edukacją, rolnictwem wokół miasta oraz ubiorami. Najbardziej spektakularną cechą charakterystyczną miasta zbudowanego wokół świątyni Słońca jest to, że powstało z sześciu ogromnych murów służących jednocześnie jako mieszkania i jako fortyfikacje. Dodatkowo wszystkie sześć murów na zewnątrz i w środku pomalowanych jest tak, by mogły służyć jako ilustrowana encyklopedia, z której każdy może skorzystać w dowolnej chwili. Miasto Słońca było zaskakujące ze względu na skojarzenie teokracji z całkowicie komunistyczną organizacją społeczeństwa. Poligamia jest tam regułą i służyć ma wyłącznie prokreacji. Prokreacja dokonywać się ma według wskazówek wyczytanych w gwiazdach. Miasto Słońca odniosło wielki sukces w XIX wieku, kiedy to rozwijała się literatura socjalistyczna i wrażliwość na propozycje upowszechnienia wykształcenia, pochwałę pracy rąk, krytykę próżniactwa bogaczy, a zatem odrzucenie wyzysku człowieka przez człowieka. Campanella pisał: „[w Mieście Słońca] nikt nie uważa za upokarzające nakrywać do stołu, pracować w kuchni czy gdzie indziej… Oni mawiają, że dla stopy zaszczytne jest chodzenie, a dla oka patrzenie”. Kontrprzykładem jest Neapol, gdzie, jak stwierdza Campanella, „na 300 000 mieszkańców ciężko pracuje mniej niż 50 000. Całymi dniami próżniacy żyją w upodleniu lenistwa, skąpstwa, rozwiązłości i psują wielu, trzymając ich na służbie lub wciągając we własne nałogi”. Dzisiaj rozumiemy jednak lepiej niż w XIX wieku, że wyobrażone przez Campanellę miasto było w jego zamyśle społeczeństwem doskonałym, które wyszło z rąk Boga u zarania dziejów ludzkości, społeczeństwem, które miało się na nowo urzeczywistnić w ciągu tysiąca lat pokoju mającego poprzedzać, według Apokalipsy, koniec świata. Należy więc umieścić to marzenie o przyszłości w perspektywie milenarystycznej, bardzo dla nas mylącej. Nowy aspekt „zagadki Campanelli”: jako jedyny lub prawie jedyny w swoich czasach, a co więcej w więzieniu, napisał Obronę Galileusza, opublikowaną w 1622 roku w Niemczech. Argumentacja, jaką tam rozwinął, zawiera następujące punkty: 1. Mojżesz i Jezus nie objawili nam ani astronomii, ani nauki w ogóle, a więc, pisał, „nie wiem, jak Pismo Święte miałoby ucierpieć z powodu doktryn Galileusza”; 2. Mojżesz przystosował się do ówczesnego sposobu wyrażania. Wiedział dobrze, że Księżyc jest mniejszy niż Ziemia, „ale mówił w taki sposób, jak mówiła powszechnie jego epoka”; 3. z powodu niewiedzy święci i ojcowie Kościoła mogą mylić się w dziedzinie nauk; 4. „Jeżeli Galileusz wykazał w ostateczny sposób to, co głosił, to odszczepieńcy od rzymskiej teologii nie będą z tego [wyroku skazującego] szydzić”. Trzeba jednakże zrównoważyć te stwierdzenia różnymi racjami. Campanella bowiem dystansował się zawsze od Kopernika i, jak się wydaje, powątpiewał w heliocentryzm. Z drugiej strony, podczas gdy Galileusz interesował się życiem przyrody i jej zwyczajnymi prawami, Campanellę pociągała wyjątkowość i tajemnica. Nie był on w dodatku ani matematykiem, ani specjalistą od obserwacji (ale jak miałby to robić w więzieniu?). Jego zainteresowanie od początku do końca życia skupiało się na rzekomym przybliżaniu się Słońca do Ziemi, co dla proroka, za którego się uważał, było zapowiedzią wstrząsów mających poprzedzać ostatnią epokę świata. Campanella nie wiedział, że kąt między pozorną trajektorią Słońca a równikiem Ziemi ulega wahaniu i zmienia się co 20 000 lat. Obecnie się on zmniejsza i można mieć wrażenie, że Słońce zbliża się do Ziemi. Trzeba ponadto zaznaczyć, że od pierwszej do ostatniej ze swych książek Campanella deklarował się jako wróg Arystotelesa, co bardzo wcześnie wzbudziło nieufność jego zakonu, ponieważ św. Tomasz z Akwinu chciał „ochrzcić” Arystotelesa, a w epoce katolickiej reformacji Kościół powrócił do Arystotelesa, po tym jak Renesans opowiedział się za platonizmem. Jako antyarystotelik Campanella miał zatem, najpierw w Niemczech, następnie we Francji, reputację „nowatora”, którą wzmocniło jego długotrwałe uwięzienie i obrona Galileusza. Z bardziej odległych środowisk zaliczyliby go chętnie do swoich paryscy „libertyni”, ale spuścili z tonu, kiedy był we Francji. Jeśli chodzi o Kartezjusza, ironicznie potraktował on jego Metafizykę, która ukazała się w Paryżu w 1638 roku. Inny paradoks: począwszy od 1613 roku Campanella pisał ogromną Teologię w trzydziestu tomach, która ukazała się dopiero w drugiej połowie XX wieku i w której przedstawia się jako obrońca katolicyzmu. Nigdy jednak nie wyparł się dzieła napisanego w 1604, a opublikowanego w Niemczech w 1620 roku, De sensu rerum et magia, w którym stwierdzał, że wszechświat ma duszę, a wrażliwością obdarzał nawet kamienie. Poza tym przez całe swoje życie i we wszystkich pismach utrzymywał, że religia jest sprawą wrodzoną i że chrześcijaństwo jest ukoronowaniem religii naturalnej obecnej w sercu każdego człowieka. Był więc podejrzany w oczach Kościoła, który zarzucał mu, że nie docenia Objawienia i wstrząsu, jakim był grzech pierworodny. Ale to jeszcze nie koniec sprzeczności związanych z Campanellą i problemów, jakie z nich wynikają. Jednym z najbardziej dyskutowanych w XVII wieku dzieł jest napisany przez niego w 1607 roku Atheismus triumphatus („Zwycięstwo nad ateizmem”). Atakuje tam z pasją Machiavellego, którego oskarża o to, że opowiadał się za odnoszeniem zwycięstw politycznych wszelkimi sposobami, a w religii widział tylko narzędzie władzy. Campanella argumentował, przeciwnie, że religia ma cementować społeczeństwo, ponieważ pochodzi od Boga. Campanella był jednak oskarżony w swoim czasie, że sam jest uczniem Machiavellego. Uważano tak ze względu na cyniczne porady, jakich udzielał katolickim książętom swojej epoki, szczególnie królom Hiszpanii, w kwestii walki z heretykami. Rady te, z których można się domyślać, że cel uświęca środki, figurują przede wszystkim w książce zatytułowanej Monarchia hiszpańska, która ukazała się w Niemczech w 1620 roku i która była niewątpliwie najbardziej poczytnym dziełem Campanelli w Europie pierwszej połowy XVII wieku. Znaczącą próbką porad udzielonych katolickiemu królowi w Monarchii hiszpańskiej jest zalecenie, które miało przyspieszyć poddanie się zbuntowanych Niderlandczyków: „Jeśli waleczny i rozumny kapitan króla hiszpańskiego będzie sprawiać wrażenie, że się buntuje i przechodzi na stronę wroga, zdobywając z czasem zaufanie, niech Stany [Generalne Niderlandów] mianują go kapitanem wojny przeciwko Hiszpanii i w ten sposób wyda on następnie armię i Stany Hiszpanii”. Trzeba wreszcie dodać, co się tyczy niejasnych czasem intencji Campanelli, że Święte Oficjum, a także luteranie podejrzewali go niekiedy, iż jest zakamuflowanym libertynem, w Atheismus triumphatus przedstawił bowiem bardzo detalicznie zarzuty przypisywane przeciwnikom chrześcijaństwa: była to wówczas często stosowana przez „libertynów” taktyka. Wspomnieliśmy już, że wiele ważnych książek Campanelli zostało wydanych w Niemczech w czasie, gdy on sam był więźniem w Neapolu i miał w zasadzie zakaz publikowania we Włoszech. Można się dziwić, że mimo bardzo ciężkich czasem warunków w kolejnych więzieniach mógł on, z jednej strony, kontynuować pisanie, a z drugiej – przekazywać swoje rękopisy na zewnątrz. Było tak dlatego, że miał tam wsparcie – dostarczano mu papieru i świec i przekazywano jego teksty przyjaciołom, którzy przepisywali je w wielu egzemplarzach – niektóre z nich znalazły się potem w Niemczech. I tutaj pojawia się kolejny paradoks. Campanella stał zawsze na stanowisku przeciwnika Reformacji, której zarzucał dwie rzeczy: 1. że podzieliła świat chrześcijański, podczas gdy należało, przeciwnie, pracować nad zjednoczeniem ludzkości, a w pierwszej kolejności chrześcijan; 2. że nauczała, iż grzech pierworodny zniweczył całkowicie wolną wolę; Campanella zawsze obalał to stwierdzenie. Otóż to właśnie dzięki niemieckim luteranom Europa poznała mnicha filozofa, humanistę saksońskiego Tobbia Adamiego, który podróżując po Włoszech, spędził w Neapolu osiem miesięcy w latach 1612–1613. Już wcześniej słyszał o Campanelli. Ponieważ nie mógł się z nim spotkać, w samym Neapolu wymienił z uwięzionym około 200 listów, po czym wyjechał z pewną liczbą jego rękopisów, które wydał następnie w Niemczech. To właśnie Adami opublikował w…