Los nauk humanistycznych – w tym filozofii – wydaje mi się zagrożony. Autorzy październikowego „Znaku” wieszczą ich bankructwo – ja powiedziałbym ostrożniej – mamy dziś do czynienia z kryzysem humanistyki. Patrząc z perspektywy filozofii, mogę powiedzieć tak: w XX wieku żyło około stu dwudziestu filozofów, których obecnie uznajemy za klasyków. Spójrzmy w szczególności na pierwszą połowę XX wieku: Edmund Husserl – 17 tysięcy stron rękopisów; dzieł Heideggera ukazało się do dzisiaj 90 tomów; Herman Cohen pisał potężne dzieła – najpierw były to komentarze do poszczególnych myślicieli, a potem opracowania własnego systemu. To wszystko się skończyło. Gdybym w chwili obecnej – po śmierci Lévinasa, Ricoeura, a niedawno także Levi-Straussa – miał powiedzieć, kto jest wybitnym żyjącym filozofem, to miałbym niemały kłopot. Być może Habermas, ale pamiętajmy, że Habermas zawłaszczany jest zarówno przez socjologów, jak i politologów. A zatem, patrząc z takiej perspektywy, możemy mówić o kryzysie. W jednym z tekstów październikowego „Znaku” Michał Januszkiewicz zauważa, że kryzys humanistyki możemy rozpatrywać w trzech różnych perspektywach: „po pierwsze – jak czytamy – może on być rozumiany jako sytuacja, w której humanistyka znalazła się w odwrocie, bo przestała w istotny sposób przystawać do…
Prof. dr hab., filozof i religioznawca, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, autor licznych publikacji, m.in. Historia filozofii XX wieku. Nurty.