Kobiety czytają komiksy, nawet jeśli się nimi nieszczególnie interesują, nie są częścią środowiska komiksowego, nie biorą udziału w imprezach komiksowych czy nie śledzą nowinek wydawniczych. Jednak sięgają sporadycznie po komiksy, znają Mausa, Persepolis czy Fun Home i od czasu do czasu chętnie kupują nową pozycję, która akurat wpadnie im w ręce. Na polskim rynku wydawniczym coraz więcej pojawia się komiksów obyczajowych, także polskich autorów i autorek – mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma.
Chętniej natomiast widziałabym artystki jako gości na spotkaniach i imprezach komiksowych. Owszem, pojawiają się, ale niestety, stanowią niewielki procent zapraszanych twórców. Na ostatnim odwiedzonym przeze mnie festiwalu odbyło się 13 spotkań, wśród zaproszonych gości były tylko dwie kobiety. A przecież nie jest tak, że nie ma w Polsce w ogóle kobiet tworzących komiksy. Byłoby też fantastycznie, gdyby to kobiety prowadziły na takich imprezach prelekcje np. o komiksie kobiecym – niestety, zwyczajowo prowadzą je mężczyźni. Trochę frustruje mnie fakt, że panowie opowiadają o komiksach kobiecych i dywagują nad tym, czy są one w ogóle potrzebne. Brakuje w Polsce osób tworzących pozycje dla nastolatek, które najchętniej sięgają po mangę. To jedyne komiksy na polskim rynku wydawniczym docierające do szerszego grona dziewczyn. Można powiedzieć, że…