Subskrybuj
Redaktor naczelny Wydawnictwa Znak, krytyk literacki. Wkrótce ukaże się jego książka „Zagram ci to kiedyś…”. Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem.

Pozostanie czułość: Julia Hartwig (1921–2017)

Obawialiśmy się, że ta wiadomość kiedyś nadejdzie zza oceanu, gdzie Julia Hartwig spędziła ostatni rok pod opieką córki. Musiała nadejść, biorąc pod uwagę imponujący wiek, jakiego dożyła poetka.

Czesław Miłosz często mawiał do mnie: „Panie Jerzy, nie ma pan pojęcia, co to znaczy przeżyć wszystkich”. Julia była ostatnią osobą, do której dzwonił, by pomówić o ludziach i czasach, jakie jeszcze tylko ona mogła pamiętać. Teraz rozmawiają sobie do woli, wspominając pierwsze spotkanie w oku­pacyjnej Warszawie, czasy paryskie, wspólne czytanie wierszy na festiwalach, bliskich i przy­jaciół. Coraz częściej mam dojmujące poczucie, że wszyscy nasi najwięksi, najważniejsi, naj­bliżsi, osierociwszy nas, cieszą się sobą już po tamtej stronie. Lista ich boleśnie się wydłuża. Szymborska, Miłosz, Herbert, Różewicz, Koła­kowski, Kapuściński, Bartoszewski, Nowak­-Jeziorański, Turowicz, Woźniakowski, Tischner, Edelman, Barańczak, Heaney, Brodski, Szczeklik czy choćby ostatnio: Wajda, Osiatyński, Pomia­nowski… Teraz dołączyła do nich Ona. Wszyscy odchodzą za wcześnie, choć niektórzy – jak Julia Hartwig – zadziwiali nas swoją witalnością i twórczą energią, dawno przekroczywszy dzie­więćdziesiątkę (patrz: wiersz Miłosza Dziewięćdziesięcioletni poeta podpisuje swoje książki – z tym niebywałym początkiem: „Więc jednak przetrzymałem was, moi wrogowie! / Wasze nazwiska mech teraz porasta”). Na marginesie: jestem pewien, że mech porośnie nazwiska wszystkich, którzy mając świa­domość własnej małości, opluwali tych wspaniałych ludzi, cenzurowali ich dzieła, skazywali na wyroki bądź wygnanie, wygwizdywali na cmentarzach, pakowali się z buciorami w ich sumienia, wypominając błędy młodości. Jak bardzo byłaby nam dzisiaj potrzebna mądrość tych Wielkich, ich odwaga, autorytet, opowiadanie się po stronie autentycznych wartości.

Julia Hartwig, jak wielu spośród nich, należała do pokolenia, które w młodości na krótko uwierzyło w szlachetne ideały sprawiedliwości spo­łecznej i które – boleśnie oszu­kane przez historię i cyniczne sługi nicości – przez całe życie spłacało tamten dług, dzięki swej postawie i dziełom kształtując nasze umysły, sumienia i wrażliwość na piękno.

Dorobek długiego, twórczego życia Julii Hartwig jest imponu­jący. Uderza jego różnorodność: niezliczone tomy wierszy, eseje, szkice, wspomnienia i listy, zapiski z Ameryki, przekłady, książki bio­graficzne, dzięki którym pozna­liśmy życie Apollinaire’a, de Nervala czy Rimbauda, pisany pod koniec życia dziennik – świadectwo swego czasu i zbiorowy portret wielu przyjaciół, a przede wszystkim dyskretnie naszkicowany auto­portret – to wszystko pozostanie na zawsze w skarbcu współcze­snej literatury. Ale pozostanie też coś jeszcze: pamięć o niezwykłej osobie, z którą obcowanie było wielkim świętem. Więcej powiedzą o Niej z pewnością przyjaciele. Przyjaźń była bowiem jedną z war­tości, którym była najwierniejsza. Pięknym świadectwem takiej dłu­goletniej przyjaźni jest tom listów Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzec­kiego z Anną i Jerzym Turowiczami.W zbanalizowanym już powie­dzeniu „pierwsza dama poezji pol­skiej” jest wiele racji, trudno zna­leźć określenie trafniejsze. Julia była prawdziwą damą. Jej elegancja, skromność, urok, mądrość, bijący od niej promienny, łagodny spokój – to wszystko czyniło ją zjawiskiem nie mającym odpowiedników w dobie krzykliwej autoreklamy i medialnego zgiełku. Uwielbiałem odwiedzać ją w wypełnionym gra­fikami i starymi meblami miesz­kaniu przy Marszałkowskiej,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wiara bez uprzedzeń. Homoseksualność a Kościół