Krzysztof Kornas: Znana jest anegdota o tym, jak pewnego razu podczas obrad Amerykańskiej Akademii Religii podjęto próbę ustalenia definicji religii. Nie trzeba było długo czekać, żeby w wyniku konfliktów połowa uczestników spotkania w gniewie wyszła z sali. Pan koncentruje się na mechanizmach poznawczych umożliwiających istnienie religijności, a nie na definiowaniu pojęć. Co doprowadziło Pana do takiego podejścia?
Paul Bloom: Ogólnie rzecz biorąc, jestem przeciwnikiem nadmiernego skupiania się na definicjach. Moim zdaniem postęp w nauce dokonuje się inaczej. Zazwyczaj rozpoczynamy pracę, mając ramowy zarys tematu, którym się zajmujemy, analizujemy go, a następnie – poprzez badania – zbliżamy się do jego lepszego zrozumienia. To lepsze pojmowanie pojawia się jednak jako rezultat badań, nie stanowi punktu wyjścia. Gdy zajmujemy się analizą pewnych aspektów gramatycznych języka polskiego czy angielskiego, nie rozpoczynamy od rozważań nad tym, że pojęcie „język” może obejmować także komunikację wśród zwierząt, sygnalizację świetlną czy muzykę. Podobnie jest w przypadku religii.
Skąd u Pana zainteresowanie badaniami nad religijnością? Cóż, z religią wiąże się wiele fascynujących zagadnień. Można się interesować jej wymiarem społecznym (rytuałami i ich znaczeniem dla wspólnoty),…