Subskrybuj
Prof. dr hab., wykładowca UPJP II (kierownik Katedry Filozofii Boga) oraz UJ. Autor książek z obszaru filozofii Boga, wydał m.in. Usłyszeć niewidzialne. Zarys filozofii wiary (2006), Tropy myślenia religijnego (2009) oraz Pragnienie metafizyczne (2017). Wieloletni...

Czapski i wiara

Kluczowym składnikiem religijności Józefa Czapskiego jest to, co można by nazwać wcieleniem, solidarnością z konkretną cielesnością świata. Pobudzał go nie tyle zachwyt, ile współczucie.

Pisać o Józefie Czapskim – tym wielkim malarzu i wielkim pisarzu, o niewiarygodnej intensywności życia i twórczości, ale też bliskim człowieku – wydaje mi się zadaniem ponad siły. Cóż dopiero pisać o jego religijności, o stronie religijnej jego dzieła. Czapski nienawidził wszelkiego kłamstwa i wszelkiej nieautentyczności – jego myśl krążyła zawsze wokół osobistego przeżycia, osobistego przeżywania konkretnej rzeczywistości. Tą konkretna rzeczywistością dla Czapskiego malarza były przede wszystkim fragmenty świata, które go uderzały i które obdarzał czujną i czułą uwagą. Ale bodaj pierwotnym i najgłębszym żywiołem były dla niego spotkania z ludźmi, których odbywał oszałamiająco dużo.

W gruncie rzeczy każde spotkanie było dla niego niepowtarzalnym wydarzeniem – kto go znał, ten wie, że Czapski był w spotkaniu cały, że obdarzał człowieka maksymalną uwagą i entuzjazmem.

Miał naprawdę dar spotkania – tego, co filozofia dialogu określa jako podstawową kategorię ludzkiego życia i źródło myślenia. Dlatego dla Czapskiego spotkaniami były także książki – opowiadał np., jakim wydarzeniem było dla niego znalezienie w poczekalni u dentysty Legendy Młodej Polski Stanisława Brzozowskiego. Czapski był pożeraczem książek, znał wspaniale literaturę: poezję, prozę, eseistykę, a może przede wszystkim dzienniki intymne – zasadniczo nieprzeznaczone do druku – w których odsłania się niepowtarzalne „ja” autora, „dzieje duszy” z całym jej pozornym chaosem, samoświadomością słabości, pragnień i nieuchronnych klęsk. Lecz nie wolno zapomnieć, że terenem spotkań była także i przede wszystkim niedawna historia Polski, w której Czapski aktywnie uczestniczył i która określiła w ogromnej mierze jego widzenie rzeczywistości, widzenie tragiczne, choć przecież podszyte nadzieją.

Te spotkania u Czapskiego bywają czasem trwałe, to znaczy powtarzają się. Czapski był wierny ludziom i książkom – miał nie tylko wielkie grono przyjaciół, z którymi utrzymywał zażyły kontakt, ale także stałe lektury, którymi się karmił. Co rusz pojawia się w jego tekstach Norwid – chciałoby się powiedzieć, że jest to jego najważniejszy mistrz wewnętrzny; ale obok niego są Brzozowski, Dostojewski, Tołstoj, Remizow, Rozanow, Proust, Mauriac, Hofmannsthal, Maine de Biran i wielu innych, w końcu i przede wszystkim Simone Weil. Wybór tych pisarzy nie jest przypadkowy – odpowiada na najgłębsze przeżycia duchowe Czapskiego, jego drogę, którą można by wstępnie i patetycznie określić jako drogę poszukiwania prawdy i piękna. Trzeba jednak od razu powiedzieć, że droga ta ma od początku także charakter metafizyczny i de facto religijny. W rozmowie z Piotrem Kłoczowskim powiedział: „zagadnienia metafizyczne pasjonowały mnie zawsze, zawsze…”. Pasja metafizyczna szła w parze nie tylko z koncentracją na konkrecie, ale przede wszystkim z odnajdywaniem metafizyki w malarskim motywie, który w całej swej zgrzebności – i właśnie w niej – pozwala przeświecić niewyrażalnej rzeczywistości absolutnie Innego. Będzie jeszcze o tym mowa.

Europa w rodzinie

Jak wiadomo, Czapski pochodził z „Europy w rodzinie”, czyli arystokracji polskiej, ale powiązanej szeroko z arystokracją czesko-austriacko-rosyjską. Sytuacja ta dawała „na wejściu” nie tylko wstęp do patriotyzmu nienacjonalistycznego, szerokiego, rzec można: jagiellońskiego, ale także do chrześcijaństwa, które z konieczności nie ograniczało się do ciasnej, katolicko-narodowej parafiańszczyzny. Rodzice Józefa: Jerzy Czapski i Józefa Thunówna, byli twardymi katolikami, ale już jego babka, z domu Meyendorff pochodziła z protestanckich baronów kurlandzko-rosyjskich, związanych z prawosławiem. W tej polifonii chrześcijańskiej trafiały się także momenty niedowiarstwa. Druga żona ojca, Rosjanka, która przeżyła swojego męża i umarła w katolickich Laskach pod Warszawą, nie umiała znaleźć lekarstwa na rozpacz w idei nieśmiertelności, w którą nie wierzyła. Wuj Aleksander Meyendorff był, jak się zdaje, sceptykiem. Czapski został wychowany po katolicku, pisał: „moja matka była takim wzorem dobroci, że to nam zostało jako wzór katolicyzmu”. Jednocześnie bony, Niemka i Francuzka, przekazywały pobożność, od której, jak mówił, „można było znienawidzić religię”. Z tego tradycyjnego katolicyzmu Czapski wprędce wychodzi poprzez lektury, przede wszystkim Tołstoja i Dostojewskiego. Tołstoj naucza braterstwa międzyludzkiego i radykalnego pacyfizmu, Dostojewski stawia pytania metafizyczne o istnienie Boga i o zło – zło „biesów”, ale także totalizmu, który może się wcielić w instytucję Kościoła inkwizytorów.

Czapski został zapisany do elitarnego carskiego Korpusu Paziów w Petersburgu, ale nadeszła rewolucja, najpierw lutowa, następnie październikowa, a wraz z nimi szansa na niepodległość Polski. Czapski pod wpływem Tołstoja zadeklarował, wraz z paroma innymi Polakami – przede wszystkim swoimi siostrami, a także Antonim Marylskim – radykalny pacyfizm; wstąpił, a następnie wystąpił z wojska polskiego, godząc się na piętno dezertera. Przechodził różne burzliwe przygody i zarazem ważne spotkania i rozmowy: ze sceptycznym wujem Meyendorffem, następnie z filozofem Dymitrem Mereżkowskim, namiętnie zainteresowanym zagadnieniami chrześcijaństwa i religii, wreszcie z Dymitrem Fiłosofowem, osobliwym myślicielem, który zamieszkał później w Polsce i który marzył o reformie prawosławia, analogicznie jak moderniści katoliccy marzyli o reformie katolicyzmu. Mereżkowski rozbił w puch skrajny pacyfizm Czapskiego, pokazując mu, że kiedy trzeba, zostawia się na boku czystość swoich poglądów, by zabrudzić się, pomagając bliźniemu – a w tym wypadku Polsce. Czapski ruszył zatem na wojnę, podczas której sprawował się bohatersko, walczył czynnie, pod kulami ratował życie swojego brata itp. Po wojnie polsko-bolszewickiej zaczął studia malarskie w Krakowie, gdzie związał się przede wszystkim z Józefem Pankiewiczem i wpisał zdecydowanie w grupę kapistów, z którymi wyjechał do Paryża. Tam namiętnie rysował, przedzierając się z trudem do swoich wizji malarskich. Żył z siostrą w wielkiej biedzie. Miał chwile załamania; odwiedził wtedy Jacques’a Maritaina, znakomitego filozofa tomistę, ale także duchowego opiekuna niespokojnych umysłów z głodem religijnym, i wyznał mu, że chciałby pójść do klasztoru. Trzeźwy Maritain odpowiedział: „Bóg jest łaskaw i dał ci taką chwilę, żebyś uwierzył, że On jest. Ale to nie ma nic wspólnego z prawdziwym powołaniem”. Powrócił więc do malarstwa. Odwiedził także François Mauriaca, którego cenił jako pisarza, ale któremu oznajmił dość beztrosko à propos jego powieści pt. Destins (Losy): „Jeżeli coś oddaliło mnie od katolicyzmu najbardziej, to właśnie ta Pańska książka”. Przeżywał później zawód w stosunku do Maritaina i Mauriaca, którzy pozostawali głusi na jego apel o upomnienie się o los zamordowanych przez bolszewików w Katyniu. Czapski, jak wiadomo, odegrał wielką rolę w dziejach Polaków w Rosji w czasie II wojny światowej. Więzień Starobielska, z niewiadomych do końca powodów oszczędzony, stał się prawą ręką Andersa, emisariuszem ds. wykrywania losów zaginionych oficerów i szefem ds. propagandy armii, z którą odbywał drogę przez Bliski Wschód. Swoje przygody w Rosji opisał w słynnej książce Na nieludzkiej ziemi. Jego życie religijne ulegało wahaniom. Mówił jednak: „Gdy w złych okresach byłem złamany, wracałem do Kościoła”.

Co to jest wiara?
Jak więc jest z tą wiarą u Czapskiego? może najpierw zapytajmy: co to jest wiara? Podstawowe rozróżnienia i odrobina pedanterii wydają mi się niezbędne.

1.  W najbardziej oczywistym znaczeniu wiara – wiara religijna – to „wiara w coś”, to akt akceptujący jako prawdziwe pewne treści religijne. Im bardziej treści te tworzą rodzaj systemu, tym bardziej wiara stanowi „wierzenie”, czyli pewien trwały ekwipunek intelektualny. Tak rozumiana wiara jest zazwyczaj dziedziczona, jest tłem, w którym się poruszamy, pewną kulturową, ale także światopoglądową oczywistością. Czapski został, jak była mowa, wychowany po katolicku, a raczej po chrześcijańsku, gdyż dzięki swojej rodzinie i jej różnorakim kontaktom poruszał się także w kręgu protestantyzmu i prawosławia.

2. Wiara jako wierzenie domaga się jednak de iure wewnętrznej akceptacji, żywego stosunku, który w chrześcijaństwie jest stosunkiem do Chrystusa, a więc Osoby. To tutaj pojawia się wiara jako modlitwa i jako myślenie: „tylko modlitwa kontemplacyjna jakoś cię wyzwala”, pisał Czapski.

Ta autentyczna wiara bynajmniej nie musi być „ortodoksyjna”, ponieważ sam Chrystus nie jest „ortodoksyjny”.

Co więcej, dopuszcza ona wątpienie i sceptycyzm, odchodzenie i powroty. Jest to przede wszystkim żywy, nie zawsze w pełni wyraźny, stosunek do Osoby, żywy, a więc dopuszczający odpływy i przypływy. Zakłada możliwość krytycznego ruchu myśli i emocji – wierzącymi w tym sensie byli np. moderniści katoliccy, którzy rozumieli, że nie da się katolicyzmu pomieścić w ramach niezmiennego doktrynalnego systemu, dostrzegali rolę dziejowości. Modernizm był potężnym, ale zduszonym w zarodku prądem odnowy, do którego było blisko francuskim myślicielom, jak Maurice Blondel czy Lucien Laberthonnière, a także naszym: Brzozowskiemu i Marianowi Zdziechowskiemu. Czapski mówi o sobie: „Byłem zawsze nieuczciwy: katolik? Nie bardzo. Niedowiarek? Nie bardzo. Interesowali mnie zawsze moderniści. Liczyliśmy, że to będzie poszerzenie katolicyzmu”. Dlatego mówił, że odrodzenie katolickie w duchu ortodoksyjnego tomizmu – z jakim zetknął się w Laskach dzięki przyjaźni z Antonim Marylskim – go nie interesowało.

Treścią wiary Czapskiego były nie tyle teologiczne próby modernizmu, ile wiara w Miłość oraz najczystsza i najautentyczniej przeżyta chrześcijańska nadzieja, jaką wyraził najpiękniej w liście do cierpiącego malarza i przyjaciela Jeana Colina, za którego wyszła za mąż siostrzenica Czapskiego Elżbieta Plater. Colin pisał do Czapskiego: „pragnę ze wszystkich sił spotkać Boga, jak spotykam ptaka czy drzewo. I żeby – jak z drzewem czy ptakiem – było to spotkanie tak intensywne i niewymuszone, bym został zawojowany i wzięty przez Niego w posiadanie i abym Go kochał”. Czapski odpowiadał: „I całą nadzieję widzę w tym poddaniu się Jego woli, w poddaniu całkowitym, które daje radość najwyższą. Czego mogę Ci życzyć z głębi całego mojego jestestwa: abyś spotkał Boga bez lęku, cudownie, nie jak drzewo, czy ptaka, ale jak Elżbietę? Abyś go tam poczuł przy sobie jeszcze bardziej Cię kochającego, niż Cię kocha Elżbieta. Z trudem ośmielamy się to powiedzieć, bo nie jesteśmy godni, ale czyż nasza wiara nie jest tą właśnie pewnością bycia umiłowanym?”. To chyba…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy zaczyna się przemoc?