Jacob Taubes (1923–1987) to autor książki Zachodnia eschatologia, która jest przedstawieniem i analizą eschatologicznego myślenia, począwszy od Biblii po Kierkegaarda i Marksa. Ten żydowski myśliciel i filozof religii do dzisiaj pozostaje jednak w Niemczech postacią kontrowersyjną. Wielu uważa go za szarlatana, inni jednak zachwycają się nim, gdyż wykładami czy rozmowami zainspirował ich do własnej pracy i refleksji. Obecnie to przede wszystkim młodzi badacze czytają jego teksty w USA i w Izraelu, w Polsce i we Włoszech, w Anglii i we Francji. Pisma te albo powstały we wszystkich tych językach, albo zostały na nie przetłumaczone. Po polsku wydano również tom zatytułowany Apokalipsa i polityka zawierający wiele z jego najważniejszych tekstów. Rok 1968 był także dla Taubesa rokiem szczególnie ważnym, gdyż odgrywał on rolę swego rodzaju impresario ówczesnej rewolty.
Radykalny żydowski myśliciel
Taubes pochodził z rodziny osiadłej w Czernelicy, w sztetlu (jak w języku jidysz nazywano te miasteczka zamieszkane w większości przez ludność żydowską), w tej części Galicji, która w 1919 r. przypadła Polsce, a która dzisiaj należy do Ukrainy. Chodzi o część Europy o szczególnej historycznej intensywności, nieustannie dzieloną na fragmenty przesuwane między państwami przy stołach konferencyjnych polityków i w głównych kwaterach dowodzących. Tylko przez jedno stulecie, od roku 1917, region ten sześć razy zmienił państwową przynależność. Timothy Snyder zalicza to jedynie historycznie jednorodne terytorium do ziem skrwawionych, gdzie naziści i Sowieci zamordowali 14 mln ludzi. Zarazem jest to jednak także kraj jidysz, dzisiaj wprawdzie bez tego języka i w dużym stopniu również bez Żydów.
Rodzina Taubesa, która przeniosła się do Wiednia, zarówno ze strony matki, jak i ojca, była głęboko zakorzeniona w kulturze żydowskiej Europy Wschodniej i przez pokolenia wydawała rabinów, którzy za swoje zadanie uważali pielęgnowanie tradycyjnych nauk oraz stosowanie nowych metod badań historycznych i filologicznych. Rodzina przeniknięta była również wspomnieniami o mistycznym ruchu chasydzkim i działalności cadyków oraz rabinów sprawiających cuda; z wieloma z nich była spokrewniona. Ci charyzmatycy, rezydujący na dworach i tworzący prawdziwe dynastie, jako cudotwórcy i ekstatyczni pośrednicy między ludźmi a Bogiem, przyciągali do siebie wielkie tłumy, od XVIII w. odnawiali i przekształcali od wewnątrz pobożne kręgi judaizmu Europy Wschodniej. Taubes studiował w Zurychu i Bazylei, następnie w Jewish Theological Seminary na Manhattanie, a po pobycie w Jerozolimie, Princeton, Harvardzie i Nowym Jorku w 1962 r. znalazł się na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie, gdzie z jego przybyciem wiązano wielkie nadzieje. Powierzono mu stworzoną właśnie Katedrę Judaistyki i Socjologii Religii i aż do śmierci był także dyrektorem w Instytucie Hermeneutyki na Wydziale Filozofii. Rok wcześniej mur ostatecznie podzielił Berlin, a konflikt, który nieustannie groził wybuchem, gdy np. uprowadzono kogoś z jednej czy drugiej strony albo gdy na Checkpoint Charlie stawały naprzeciw siebie amerykańskie i radzieckie czołgi, przekształcił się w zimną wojnę. Z tego powodu Berlin przestał być w centrum światowych wydarzeń, stracił pozycję miasta frontowego i pod tym względem zaczął należeć raczej do peryferii.
Życie wśród sprawców
Dla Taubesa, ze względu na doświadczenia bycia ofiarą narodowego socjalizmu, Republika Federalna Niemiec była czymś zupełnie obcym. Wprawdzie on sam przetrwał Shoah bez zewnętrznych obrażeń w Szwajcarii, gdyż jego ojciec został wezwany jako rabin do Zurychu w roku 1936. Jednak wielu jego polskich krewnych zamordowano w obozach. On sam tego uniknął i przeżył, lecz stał się człowiekiem wykorzenionym i obarczonym klątwą życia na obczyźnie – wszędzie, z wyjątkiem Niemiec. Aż do wczesnych lat 60. XX w. Niemcy jako miejsce dla niego nie istniały, nie chciał podróżować do tego kraju. Postawa ta ulegała stopniowo zmianie, gdy powołano go na stanowisko profesora do Berlina (co prawda, był to znajdujący się pod amerykańskim patronatem Berlin Zachodni). Dopiero jednak w roku 1965 ostatecznie zdecydował się na opuszczenie Nowego Jorku, gdzie od 1957 r. wykładał na Uniwersytecie Columbia, i na zaprzestanie cosemetralnych podróży międzykontynentalnych.
Jego postawa była często niemoralna, co szokowało wielu. Nie chodzi tylko o to, że był prawdziwym womanizer i mogło się zdarzyć, że podczas rozmowy ze studentem otwarcie flirtował z jego dziewczyną albo że podczas większego spotkania nagle przepadał z jakąś kobietą.
Nie było w tym nic nadzwyczajnego, takie były wówczas czasy. Taubes jednak także w sprawach uniwersyteckich i politycznych często zawodził przyjaciół, kolegów, studentów. Nie można było na nim polegać. Lubił dyskutować również z kolegami z prawej strony sceny politycznej, o ile ci byli odpowiednio inteligentni.
Myślę, że to zachowanie można rozumieć jako postapokaliptyczne, jako reakcję na Shoah, czego sam Taubes wcale nawet nie musiał być świadomy. Dlaczego jednak nie stawiać radykalnych pytań? Czy w kraju, który wydał na świat najstraszniejsze zbrodnie, Żyd miałby zachowywać się zawsze niczym wzorowy obywatel? Dlaczego nie miałby zostać nihilistą, jak w wystarczającym stopniu ukazuje to zresztą historia religii w przypadkach ekstremalnych? Zgodnie z tym, czego uczą religie, zbawienie jest przecież możliwe przez grzechy. Jeśli Żydzi chcieli być publicznie widoczni w Republice Federalnej Niemiec, to musieli wykazywać się wręcz hipermoralnością. Tego zobowiązania nie wyrażano oczywiście expressis verbis, lecz w konsensusie milczenia i dystansu. Od lat 60. Żydzi byli publicznym sumieniem Niemiec Zachodnich. W Niemczech Wschodnich w mniejszym lub większym stopniu całkiem zniknęli z życia publicznego, nie licząc członków małych grup religijnych. Ci, którzy w ogóle zdecydowali się na powrót, byli gorliwymi komunistami i marzyli o budowie lepszych Niemiec.
Taubes nie miał o tym jednak pojęcia. Z pewnością wydarzenia za żelazną kurtyną nie były mu obojętne, ale nie miał do nich dostępu. Nie znamy jego reakcji na protesty w Polsce w marcu 1968 r. Wydaje się, że dopiero 10 lat później w polu jego widzenia pojawił się Berlin Wschodni, do którego sam nigdy się nie udał ze względu na paniczny strach przed drobiazgową kontrolą graniczną. W długim liście do odpowiedzialnego za naukę członka berlińskiego Senatu wypowiedział się na temat planów założenia Instytutu Studiów Zaawansowanych (Institute of Advanced Study), dzisiejszego Berliner Wissenschaftskolleg. Uważał, że ważne byłoby rozjaśnienie tej kwestii po przeprowadzeniu wspólnych prac badawczych na uniwersytetach Berlina, także Berlina Wschodniego. Przy tej okazji zauważa: „Berlin jawi się jako stolica XX w. w tym sensie, że w mieście tym namacalnie widoczne stały się ogólnoświatowe konflikty pomiędzy Wschodem a Zachodem” (20 listopada 1978). Dlatego też należałoby znaleźć dla tego projektu siedzibę w pobliżu granicy przecinającej miasto, ewentualnie nawet dom bezpośrednio przy Checkpoint Charlie, najsłynniejszym przejściu granicznym podzielonego Berlina na Friedrichstrasse.
Berlin i Wolny Uniwersytet
Witold Gombrowicz, polski pisarz żyjący na emigracji w Argentynie, przybył do Berlina prawie w tym samym czasie co Taubes, pięć lat przed majem 1968 r. On i austriacka pisarka Ingeborg Bachmann byli pierwszymi stypendystami Fundacji Forda i włączyli się w prace Zachodnioberlińskiej Akademii Sztuk. Obydwoje dziwili się pustkom panującym w mieście (faktycznie, aż do upadku muru nawet w samym centrum były liczne puste przestrzenie), a Gombrowicz zdziwił się również jego idyllicznością i wszędzie manifestowaną uprzejmością. Porównywał miasto do Lady Makbet, która ze względu na własne okropne zbrodnie nieustannie myła ręce. Berlin jawił mu się więc jako miasto lśniące czystością.
Na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie Taubes znalazł się także ze względu na swoją drugą żonę, filozofkę Margheritę von Brentano. Była ona złożoną osobowością, intelektualistką i atrakcyjną kobietą. Wywodziła się z arcykatolickiej, arystokratycznej rodziny i w 1948 r. obroniła pracę doktorską napisaną u Heideggera, co w oczach Taubesa niczym nie umniejszało jej uroku, wprost przeciwnie. Jako pierwsza wiceprezydentka Wolnego Uniwersytetu była idolką feministycznych studentek, jako socjalistka wzorem dla jednej strony, a wyobrażeniem wroga dla strony przeciwnej. Nawet magazyn „Der Spiegel” latem 1970 r. poświęcił jej artykuł pt. Okropna bratanica (Margherita von Brentano była bowiem bratanicą Heinricha von Brentano, ministra spraw zagranicznych w rządzie Adenauera), w którym opisano również jej małżeństwo z Taubesem zawarte 20 grudnia 1967 r.
Wolny Uniwersytet to Berkeley Europy”, protesty to „kulturowa rewolucja od dołu”, jak pisze Taubes do Lynne Belaief, filozofki, którą poznał w Nowym Jorku. Wśród niemieckich uniwersytetów Wolny Uniwersytet w Berlinie od początku odgrywał rolę szczególną. Założony w 1947 r., sytuował się nie tylko w opozycji do „nie-wolnego”, gdyż stalinistycznego, uniwersytetu w Berlin-Mitte (dzisiejszy Uniwersytet Humboldtów), lecz był uniwersytetem w znacznym stopniu powstałym dzięki inicjatywie studentów i z poparciem amerykańskich sił okupacyjnych, a jego siedziba znajdowała się w dzielnicy Dahlem, w sektorze amerykańskim. Był Stanami Zjednoczonymi w Niemczech (US in Germany), i to w najznakomitszy sposób: w zniszczonej stolicy, z młodymi Niemcami, w pełni podzielającymi wartości amerykańskie. Wielu niemieckich profesorów przez długi czas unikało Wolnego Uniwersytetu i nie przyjmowało wystosowanych powołań. Wykładało tam również wielu reemigrantów, choć nie wszyscy mieli tak lewicowe poglądy jak Taubes.
Początki
Rok 1968 rozpoczął się w Berlinie w 1965, a z całą mocą w 1966 r. wraz z protestami przeciwko wojnie w Wietnamie, ale także przeciwko przymusowej eksmatrykulacji oraz zakazowi udostępniania pomieszczeń uniwersyteckich mówcom, którym rektorat był niechętny. W kolejnych miesiącach walka o reformę studiów okazała się walką o reformę sposobu życia, gdy jej rozmiar ujawnił dążenie do, mówiąc wprost, „rewolucji”. Miała ona być tylko rewoltą, lecz jest zasięg zmienił świat. 10 grudnia 1966 r. na skraju berlińskiego śródmieścia miała miejsce demonstracja przeciwko wojnie w Wietnamie. Jej uczestników, którzy, nie trzymając się ustalonej drogi, przeszli na Kurfürstendamm (główną ulicę zachodniej części Berlina), zaatakowała i pobiła policja. W kolejną sobotę, 17 grudnia, doszło do nowych protestów i wówczas także interweniowały służby porządkowe, atakując również obserwatorów, a nawet…