Subskrybuj
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.

Trzy kroki

Gapię się na portrety, które malowała, i próbuję sobie wyobrazić jej pracownię.

Szafy, szafki, krzesła. Drabina, kufry, walizy. Duże lustro. Samowar. Stojak na parasolki i kapelusze. Komody ze spękaną politurą. Założone górą pościeli łóżko. Na parapetach na wpół zwiędłe bukiety nagietków, anemonów i róż. Wszędzie książki, listy. Maszynka spirytusowa do gotowania herbaty. Na podłodze leżą szmaty, resztki dywanów, chodniki. Tu i ówdzie tektura, kto wie, czy na odwrocie nie ma jakiegoś portretu lub szkicu. Wazy, miniaturki, każdy kąt w domu zastawiony. Poupychane po kątach, zawalone stosami gazet i starych szmat, stoją jej obrazy. Jej – Olgi Boznańskiej. Wszędzie twarze. „Zwiędłe, małe twarzyczki, jak figi, jakichś panienek”. „Skorupiasta, jak stary garnek, twarz staruchy”. Tam znowu twarz mężczyzny „w barwach zakwitłej pleśnią starej cegły”. Potem twarz „dziewuchy wiejskiej”, twarz „z gębą otwartą, jak krater”. „Twarz przesłodzona, kwaskowato uśmiechniętego młodzieńca; twarze ostentacyjnie witające przechodnia zupełną swoją nicością; twarz kobiety limfatycznej, coś na kształt rumianej bułki, rozrobionej w mleku; twarze młode, stare, szczere, pozujące, proste, skomplikowane – twarze, z których każda czymś jest – albo kwiatem, albo liszajem, albo przeczuciem, albo przypomnieniem, a zawsze każda z nich jest jednym z tysiącznych wykrzywień hydry ludzkiej, każda przynosi w sobie jakąś natarczywie, nieodparcie jawiącą się zagadkę życia” – jak pisał Adam Potocki. „Spłukane jakby deszczem freskowe maski Boznańskiej rozpierają ramy swym uczuciem,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polskie Mistrzynie