Subskrybuj

Znaleźć oparcie w sobie

„Dokucza mi samotność, bezsilność i – o wstydzie! – odczuwam zupełnie drobnoburżuazyjne tęsknoty za zakochaniem się” – pisał w 1945 r. w liście do Zofii Hertz nie kto inny jak Jerzy Giedroyć, późniejszy redaktor paryskiej „Kultury”, polityk, mąż stanu, postać, bez której trudno wyobrazić sobie powojenną historię polityczną Polski.

Koniec wojny bynajmniej nie zapowiadał jednak przyszłych sukcesów Księcia z Laffitte. Przypomnijmy, Giedroyć nie znał czynnie zachodnioeuropejskich języków, jako prawnik z wykształcenia nie miał żadnego doświadczenia z wokandy, a polskie przedwojenne kontakty we Francji czy Włoszech nie otwierały już zbyt wielu drzwi. Jak wielu emigrantów musiał więc szybko odpowiedzieć sobie na pytanie: czy mimo zajęcia Polski przez Sowietów wracać do kraju? Strach przed deklasacją był czymś najzupełniej realnym. A jednak – jak trafnie pisze Sławomir M. Nowinowski – Giedroyć właściwie nie miał wyboru. Polityka była jego żywiołem i trzeba było podjąć ryzyko. Stało się też oczywiste, że jakakolwiek polityka możliwa jest tylko na emigracji. Nie dziwi więc, że…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Historia jutra