Od czasu ukazania się monografii A Secular Age pozostaję w wewnętrznym sporze z jej autorem. Tutaj ograniczę się jednak do krótkiego komentarza do tekstu drukowanego w tym numerze Znaku. Zanim przejdę do konkretów, muszę zauważyć, iż myślenie Taylora przedstawione w jego wypowiedzi powoduje we mnie pewnego rodzaju niepokój co do jego metodologicznych założeń.
Największy problem to rozumienie wiary i religii, jakie leży u podstaw Taylorowskiej koncepcji sekularyzacji. Taylor zdaje się dostrzegać i podkreślać jedynie subiektywną stronę religii. Jego religia to swego rodzaju autopozycja podmiotu. W tekście Taylora brakuje mi zupełnie odniesienia do jakiejś obiektywności pozapodmiotowej. Religia wszak jest fundamentalną więzią z Bogiem i z drugim człowiekiem. Więź z Bogiem jest jednak uprzednia w stosunku do więzi wspólnotowej (wspólnota powstaje dzięki tej pierwszej więzi). Religia jest spotkaniem: w przypadku chrześcijaństwa jest to spotkanie osoby z osobą (dokładniej Osób z osobą/osobami). Brak transcendecji, brak wzięcia jej…