Subskrybuj
Dorota Boruta w swoim zakładzie perukarskim przy ul. Długiej w Krakowie, fot. Andrzej Banaś/Gazeta Krakowska/Polskapress/East News
Dziennikarka i reporterka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym”, publikowała reportaże w „Dużym Formacie” i „Ale Historia”

Ginące, odradzające się

Starsi z żalem zamykają swoje zakłady. Młodzi na nowo odkrywają wartość ręcznej roboty. Starych i młodych rzemieślników łączy jedno: mimo wielu trudności nie wyobrażają sobie życia bez swojej pracy.

Mówił, że wieczne pióro jest jak dolar – przetrwa wszystko. Do jego maleńkiego zakładu przy ul. Szpitalnej napływały koperty z całej Polski. W środku znajdowały się parkery, pelikany, watermany. Kiedyś w samym Krakowie było aż siedem zakładów specjalizujących się w naprawie piór. Ale przyszły czasy, że jego nazwisko i adres zaczęły być pieczołowicie przechowywane przez miłośników kaligrafii. To była jedna z nielicznych pozycji na coraz krótszej liście miejsc, gdzie wciąż realizowano takie usługi. Pan Marian Grega doskonale wiedział, co zrobić ze skrzywioną stalówką, przepuszczającą atrament uszczelką, jak odrestaurować nadgryzioną zębem czasu obudowę. Zgłaszały się do niego dzieciaki ze zwykłymi plastikami z papierniczego i kolekcjonerzy z prawdziwymi perełkami. Do każdego pióra podchodził z takim samym pietyzmem. Jego stałymi klientami byli: Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, Andrzej Sikorowski. Któregoś dnia na drzwiach pana Gregi pojawiła się tabliczka: „Lokal do wynajęcia”. „Czy to koniec?” – zastanawiali się jego klienci na internetowym forum miłośników wiecznych piór….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mikrowyprawy – przygoda jest wszędzie