Subskrybuj
Pisarz i fotograf. Autor cykli reporterskich oraz książek tłumaczonych na angielski, niemiecki, rosyjski i węgierski. Współtwórca festiwalu literackiego MiedziankaFest. Razem z Julią Fiedorczuk założył Szkołę Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Ostatnio opublikował Dwunaste: Nie myśl, że...

Pułapka uogólnienia

Wielokrotnie wracał do tamtej chwili myślami, odtwarzał drobiazgowo w myślach ten moment, gdy jego czteroletni syn beztrosko rzuca w jego stronę TO pytanie, jedno z tysiąca, jakimi codziennie bombarduje rodziców.

– Człowiek? – chłopiec przerwał zabawę i spojrzał zdziwiony na ojca. – Tak. – Rost siedział na podłodze wyraźnie zadowolony z siebie. Dookoła walały się drewniane klocki. Budowali właśnie najnajnajwyższą wieżę, gdy padło w końcu TO pytanie. Kajetan oczekiwał go, już zawczasu przygotował sobie na nie błyskotliwą, jak mu się wydawało, odpowiedź. Od bliska roku nosił ją w sobie, przemyśliwał na różne sposoby, ubierał w słowa, grał nią w myślach. Był wręcz przekonany, że od tej odpowiedzi symbolicznie zacznie kształtować swojego syna w pełnego planetarnej pokory Ziemianina. – Na pewno człowiek? – skrzywił się malec – a tygrys albo wąż? – Na pewno – nie odpuszczał Rost, stawiając niepewnie drewniany sześcian na szczycie chybotliwej konstrukcji. Nastała chwila ciszy, wieża zakołysała się, obaj wyciągnęli w jej stronę dłonie, próbując ją asekurować. W końcu chłopiec oderwał wzrok od klocków i zapytał, przekrzywiając lekko głowę: – Czyli ja? Tego Kajetan Rost zupełnie się nie spodziewał. Zadrżała mu ręka, wieża z rumorem rozpadła się w bezładną stertę. – Ty nie – rzucił niepewnie i potarmosił synka pod paszkami – ale… ludzie. Nie wierzył już jednak w ani jedno swoje słowo. Przez kilka następnych dni chodził struty. Na początku nie wiedział dlaczego, czuł jedynie podskórnie, że zabrnął w jakąś ślepą uliczkę, a prosta riposta syna nagle sprawiła, że sobie to bez znieczulenia uświadomił. Wielokrotnie wracał do tamtej chwili myślami, odtwarzał drobiazgowo w myślach ten moment, gdy jego czteroletni syn beztrosko rzuca w jego stronę TO pytanie, jedno z tysiąca, jakimi codziennie bombarduje rodziców: – Tato, a jakie jest najgroźniejsze, ale takie najnajnajgroźniejsze zwierzę świata? „Oczywiście, że człowiek” – myślał teraz Rost, zapamiętale pedałując nadrzecznym bulwarem. To przecież dlatego Rost od niemal roku balansował między paniką i apatią. To właśnie demolka, jakiej permanentnie dopuszcza się człowiek na planecie, spędza Rostowi sen z powiek. Do tej pory uważał, że wzięcie na siebie odpowiedzialności za nią jest częścią procesu prowadzącego do jakiejkolwiek nadziei w tej – wydawałoby się – beznadziejnej sytuacji. „Oczywiście, że ja. – Na podjeździe mocniej nacisnął…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: My, rodzice osób LGBT+