Ktoś mi niedawno powiedział, że lubi tankować na automatycznej stacji paliw. Przykłada kartę do czytnika, wybiera kwotę, nie musi odpowiadać na pytania, czy weźmie jeszcze hot doga albo coś z oferty promocyjnej. Ktoś inny – że w sklepie nigdy nie skorzysta z kasy samoobsługowej. Będzie stał w najdłuższej nawet kolejce do tradycyjnej kasy, bo nie chce, żeby maszyny zabierały ludziom pracę. Przypomnieli mi się luddyści, chałupnicy, którzy na początku XIX w. widzieli w mechanizacji produkcji zagrożenie, uważali, że stracą zlecenia. Nocami napadali na fabryki, żeby niszczyć maszyny tkackie. Wbrew obawom luddystów rewolucja przemysłowa przyniosła gwałtowny przyrost miejsc pracy. Ale przyszły z nią jeszcze inne zmiany – sama istota pracy się zmieniła. Z domowych warsztatów ludzie przenieśli się do hal fabrycznych, pojawiły się nowe zawody i nowe relacje społeczne. Człowiek wprawdzie musiał dostosowywać tempo i sposób pracy do maszyny, ale wciąż pozostawał tym, kto maszyną kieruje. Dziś w rozmowach o przyszłości pracy dominuje słowo „zastąpić” – zastanawiamy się nie tylko, czy, ale kiedy zastąpią nas roboty. Powoli już nas zastępują – z raportu McKinsey Global Institute wynika jednak, że ten proces przyspieszy i w ciągu najbliższych 10 lat roboty zajmą 800 mln miejsc pracy. Zwłaszcza pracownicy w krajach rozwiniętych będą musieli ustąpić im miejsca. Czy za dekadę felietony będą pisać maszyny? W agencji prasowej Associated Press niektóre depesze już dziś są pisane przez aplikacje. Całkiem niedawno aplikacja Xiao Bing opublikowała w internecie kilka tysięcy wierszy i wydała tomik Słońce straciło szklane okna. I choć krytycy odmawiają tej twórczości jakichkolwiek walorów literackich, jest to pierwsza książka napisana przez robota. Najwięcej robotów wykonuje jednak zadania o powtarzalnym charakterze, w fabrykach i w usługach. W Japonii w parku rozrywki w Sasebo w 2015 r. zaczął działać hotel Henn-na, a roboty stanowiły prawie cały jego personel. Robotyczny konsjerż otwierał drzwi, w recepcji czekała recepcjonistka-androidka, robotyczny tragarz podrzucał bagaże do pokoju. Rok temu okazało się, że połowę z prawie 250 robotów trzeba zwolnić, bo średnio radziły sobie z obowiązkami: nadmiernie często dopytywały się, czy goście nie potrzebują pomocy, gubiły się w hotelu, zawieszały i psuły. Trzeba…
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.