Napisaliście Państwo książkę Dobra zmiana. Jak się rządzi światem za pomocą słów analizującą wyrażenia używane przez polityków PiS-u i sympatyzujących z partią publicystów. Które z nich są najciekawsze, najbardziej pomysłowe z perspektywy językowej?
Michał Rusinek: Wyróżniłbym dwa określenia, które – jak przypuszczam – były efektem pracy specjalistów od PR-u. Po pierwsze, sama „dobra zmiana” stanowiąca pewną językową innowację (mówiło się dotąd raczej o „zmianie na lepsze”). Po drugie, „500 plus”. To wyrażenia, które są bezdyskusyjnym sukcesem, weszły nawet do języka przeciwników PiS-u. Gdy powiem ironicznie o „złej zmianie” albo o „500 minus”, to w gruncie rzeczy potwierdzam siłę istniejącej już frazy.
Katarzyna Kłosińska: Większość z tych słów jest retorycznie pomysłowa. Nie chcę jednak mówić o swoich gustach językowych, ale pokazać raczej, jakie niebezpieczeństwa wiążą się z tymi wyrażeniami.
To które z nich najbardziej niepokoją Państwa jako obywateli?
KK: Na przykład te quasi-naukowe: „pedagogika wstydu” albo „seksualizacja dzieci”.
MR: Powiedziałbym, że są to słowa „naukawe”.
KK: „Pedagogika wstydu” sprawia wrażenie określenia naukowego, skoro mowa o…