Kairos będzie zatem oznaczał krytyczny, decydujący moment, chwilę jedyną spośród wielu, chwilę doskonałą, dramatyczny, zawiązany na mgnienie oka splot okoliczności, losu i gotowości do działania”.
Rost uśmiechnął się pod nosem. Potem zanotował:
„Stoję na balkonie i patrzę na moje osiedle. Właściwie we wszystkich oknach pali się jakieś światło. Jeszcze chyba nigdy tak tu nie było. Jest dziewiętnasta, a oni wszyscy są w domach. Mniej wydajemy, nie marzymy już o wakacjach nad ciepłym morzem, nie latamy. Latają jeszcze puste samoloty, ale zaraz przestaną.
Ograniczamy potrzeby, oszczędzamy. Robimy to, co już dawno powinniśmy robić, żeby się ocalić. Wirus nas do tego zmusił. Sami z siebie nigdy byśmy się za to nie zabrali”.
Dziewiąty dzień: „Szczyt Matterhornu jest rozświetlany pocieszającymi hasłami. Zainstalowali tam jakąś kosmiczną technologię, projektory ogromne, sam nie wiem. I rzucają na stoki góry wizualizacje. Człowiek nie cofnie się przed niczym, co miałoby mu umożliwić ciągłe gadanie. Ludzka paplanina nie zna granic. Splugawić nią można wszystko. Doświadczamy właśnie sytuacji, w której natura dobitnie przypomina nam o swoim istnieniu i o tym, że jesteśmy jej niewielką, kruchą częścią. A my co? Zamiast być w tym wszystkim, zamiast przyjąć to z jakimś choćby cieniem pokory – ględzimy. Jakby to milczenie i cisza miały nas zabić, a nie wirus”. Dziesiąty dzień: „Do tej pory myślałem, że brak zaufania do własnego państwa jest raczej oznaką zdrowego rozsądku. Myślałem tak zapewne dlatego, że to państwo niespecjalnie było mi do czegokolwiek potrzebne. Gardziłem nim. Ale jak nie gardzić władzą, która w pierwszym tygodniu kryzysu zajmuje się politycznymi rozgrywkami zamiast zarządzaniem problemem. Dziś widzę, że to, jak bardzo nie chcę mieć z tym państwem nic wspólnego, przekłada się w czasie kryzysu na moje konkretne emocje i działania. Bo gdy to państwo wprowadza kolejne zakazy i ograniczenia, ja wręcz organicznie nie ufam w ich zasadność. Gdy proponuje mi się zamontowanie aplikacji, która będzie śledziła moje kontakty i spotkania w obawie przed rozprzestrzenianiem wirusa, to pierwszym odruchem jest podejrzliwość wobec tego państwa. Ono nigdy się nie spisało, dlaczego miałoby się spisać dziś. Cały ten kryzys pokazuje mi, że czym prędzej,…