Subskrybuj
dziennikarka i publicystka. W latach 1996–2008 była redaktorką „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka nagrody dziennikarskiej Grand Press w kategorii wywiad (2007). Wydała m.in. Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza (Znak 2012) oraz Ludzie Znaku (2015)....

Pensja za krzątactwo

Nierównowaga w obciążeniu obowiązkami domowymi między kobietami a mężczyznami jest uderzająca. Badania pokazują, że Polce wychowującej dziecko do 7. roku życia praca domowa pochłania średnio 40 h tygodniowo. Mężczyźnie w takiej sytuacji o połowę mniej. Jak możemy to zmienić?

Jako ojciec kilkumiesięcznej Lei korzysta Pan z urlopu rodzicielskiego. To ciekawy punkt wyjścia do pytania o pracę, za którą nikt nie płaci: za sprzątanie, gotowanie, opiekę. Nim wyjaśni Pan, czy jest możliwa jej ekonomiczna rekompensata, zapytam: jak na tego rodzaju pracę patrzy naukowiec

Wyróżniam dwie grupy: jedna pracę zawodową łączy z prowadzeniem domu i opieką nad osobami zależnymi, druga z powodu obowiązków rodzinnych rezygnuje z aktywności zawodowej. Te zbiory różnią się zasadniczo, jeśli chodzi o potrzeby czy oczekiwania wobec polityki społecznej. Także kwestia nierówności między kobietami i mężczyznami wygląda w nich odmiennie. Muszę też zwrócić uwagę na pułapkę terminologiczną: koszt domowej pracy nieodpłatnej, czyli niewycenianej rynkowo, w badaniach wylicza się najczęściej na podstawie godzinowych stawek pracy obowiązujących aktualnie na rynku. Taki paradoks.

Lecz praca wykonywana w domu ma ekonomiczną wartość. Poza tym: jest społecznie potrzebna, zwłaszcza w kraju takim jak Polska, gdzie żłobków i przedszkoli, podobnie jak domów pomocy społecznej, jest wciąż za mało w stosunku do potrzeb. Jak można tym osobom zrekompensować brak pensji, własnej emerytury czy przepracowanie?

Badania opinii publicznej potwierdzają, że praca domowa jest oceniana pozytywnie, ale niedoceniana finansowo. Jak do tej pory nigdzie jednak nie wprowadzono kompleksowych rozwiązań, które regulowałyby sytuację osób wykonujących wyłącznie nieodpłatną pracę domową. Nie doszło do tego, ponieważ rządy w krajach Zachodu (a więc tych, które z racji wysokiego PKB mogłyby rozważać np. włączenie osób wykonujących pracę domową w system emerytalny) kierują się myśleniem opartym na założeniu, że najważniejsze jest zwiększanie produktywnego zatrudnienia, czyli obecność na rynku pracy. Mamy więc do czynienia z niełatwym dylematem moralnym: duża część społeczeństwa nie jest wynagradzana za wartościową i potrzebną pracę, która na dodatek nigdy się nie kończy.

I dotyczy to w większości przypadków kobiet.

W obu wymienionych na początku grupach nierównowaga w obciążeniu obowiązkami domowymi między kobietami a mężczyznami jest uderzająca. Według badań GUS z 2013 r. na temat budżetu czasu (są przeprowadzane co 10 lat) Polki przeznaczają blisko 5 h dziennie na zajęcia domowe, a ok. 7 h na pracę zawodową. Badania Eurofound przekonują z kolei, że Polce wychowującej dziecko poniżej 7. roku życia praca domowa pochłania średnio 40 h tygodniowo. Mężczyźnie w takiej sytuacji o połowę mniej. Dalej: kobieta z małym dzieckiem pracuje zawodowo 30 h tygodniowo, mężczyzna – 37, z czego wynika, że kobieta pracuje tygodniowo, w pracy i w domu, 13 h więcej niż mężczyzna. O tyle mniej czasu ma na samorealizację czy zadbanie o zdrowie.

Problem obciążenia obowiązkami domowymi kobiet – przynajmniej tych pracujących zawodowo – nie byłby tak doskwierający, gdyby nie powielano wzorców kulturowych, które nie przystają do czasów, kiedy pracują zawodowo obie płcie. Zwłaszcza że – co znowu potwierdzają badania – przytłaczająca większość Polek chce pracować zawodowo, w większym lub mniejszym wymiarze. Jeżeli rezygnują z pracy, to przeważnie dlatego, że nie mają wsparcia w partnerach i w usługach publicznych. Zabrakło miejsca dla dziecka w żłobku lub przedszkolu, nikt nie zorganizował warsztatów terapii zajęciowej, a miejsce w przyzwoitym domu opieki to luksus, na który stać zamożnych. Efekty? Jeśli porównać budżet czasu Polki i Szwedki, ta druga, właśnie dlatego że może korzystać z publicznych form opieki nad dziećmi, a rozkład obowiązków między płciami jest bardziej równomierny, przeznacza wyraźnie mniej czasu na pracę domową.

W krajach rozwiniętych uważa się bowiem, że opiekę, przez odpowiednie bodźce i udogodnienia, trzeba wyprowadzać z domu.

Zadaniem instytucji państwowych lub samorządowych jest więc tworzenie instytucji opiekuńczych, ale też możliwości legalnego i korzystnego finansowo zatrudnienia osób, które zajmowałyby się sprzątaniem, długoterminową opieką, prowadzeniem domu.

Rynkowo w takim układzie wszystko gra: tak domownicy, jak opiekunowie są niezależni i mogą na siebie zarabiać.

Jest też inne podejście – bardziej zbliżone do tego, o co Pani pytała – które odpowiada na potrzebę zrekompensowania pracy nieodpłatnej w konkretny finansowo sposób. Jednym z postulatów – popularnym zwłaszcza w środowiskach przywiązanych do tradycyjnego modelu rodziny – jest wprowadzenie bonu opiekuńczego. Ta forma odpłatności za opiekę nad dzieckiem przewiduje albo umieszczenie go w żłobku lub przedszkolu, albo finansowy ekwiwalent dla rodzica, który rezygnuje z pracy zawodowej na rzecz opieki nad dzieckiem.

Innym rozwiązaniem jest wypłacana w Polsce od marca 2019 r. emerytura Mama 4 Plus, dedykowana co prawda obojgu rodzicom, ale z nazwy jednoznacznie wynika, kto rezygnuje najczęściej z zatrudnienia na rzecz wychowania dzieci. Świadczenie przysługuje tylko wówczas, kiedy nie ma innych środków utrzymania, a jego wysokość nie przekracza minimalnej emerytury (obecnie to 1200 zł brutto). Na Węgrzech związanie świadczeń z płcią poszło jeszcze dalej: dochody kobiet, które wychowały minimum czworo dzieci, zwolniono z podatku dochodowego do końca życia, mężczyzn – nie. Oba rozwiązania oceniam krytycznie, m.in. dlatego że nie dotyczą one wszystkich czy większości rodziców, lecz jedynie małej ich grupy. Polski ustawodawca sprawia na dodatek wrażenie, że troszczy się o osoby, które poświęciły się wychowaniu dzieci i dlatego nie odłożyły składek na minimalną emeryturę. Tymczasem rozwiązanie obwarowano łatwo to świadczenie otrzymać, a decyzja ZUS-u o jego przyznaniu jest uznaniowa.

W zachodnich krajach rozwiniętych myśli się o takich rozwiązaniach?

Raczej nie, bo obowiązuje założenie, że nawet w realiach zamożnego społeczeństwa i państwa dobrobytu nie sposób wypracować godziwej emerytury poza rynkiem pracy. Po prostu rachunek ekonomiczny nie pozwala na wynagradzanie pracy w domu.

W dyskusji o pracy nieodpłatnej kluczowa jest w moim przekonaniu nie tyle możliwość jej ekonomicznej rekompensaty, ile kwestia wolności wyboru. Czy faktycznie osoby, przede wszystkim kobiety, rezygnując z zatrudnienia na rzecz prowadzenia domu i funkcji opiekuńczych, mają wybór? Czy realizują swoją wolność taką decyzją? Uważam, że pod tym względem żyjemy w iluzji. Nie można bowiem mówić o wolności decyzji, jeśli brakuje rozwiązań, które może wprowadzić tylko państwo, a zatrzymaniu kobiety w domu sprzyjają nawyki i presja kulturowa.

Od czego więc trzeba zacząć zmianę myślenia o nieodpłatnej pracy domowej?

Od stworzenia warunków, w których wybór kobiety rezygnującej z pracy zarobkowej na rzecz pracy w domu stanie się faktycznie wolny. To znaczy wybiera ona takie życie, mimo że ma możliwość podjęcia dobrze płatnej pracy, a dziećmi czy innymi osobami zależnymi mógłby zająć się wykwalifikowany personel placówek opiekuńczych. Uważam, że w Polsce, gdzie kobiety wciąż zarabiają wyraźnie mniej od mężczyzn, a usługi opiekuńcze nad dzieckiem do lat 3 nie istnieją w 70% gmin, nie możemy mówić o wolnym wyborze. Jak wygląda sytuacja, pokazała krytyka wobec kobiet, które zrezygnowały z pracy po przyznaniu ich rodzinom świadczenia 500 Plus. Należy postawić pytanie, ile te kobiety zarabiały i z jakimi kosztami związana była ich praca, skoro opłacało im się ją porzucić na rzecz świadczenia, które przekracza wysokość minimalnego wynagrodzenia netto dopiero przy trzecim dziecku (przypomnę, że w 2016 r., kiedy wprowadzono 500 Plus, płaca minimalna brutto wynosiła 1850 zł).

Jak silne są w Polsce wyobrażenia kulturowe na temat ról kobiet i mężczyzn, co tak naprawdę utrudnia rozmowę o uregulowaniu pracy nieodpłatnej kobiet, świadczy podział urlopu rodzicielskiego między ojca i matkę. Razem z urlopem macierzyńskim trwa on rok i jest dobrze płatny. Jest dedykowany obojgu rodzicom, ale w 2019 r. skorzystały z niego w jakimś wymiarze niemal wszystkie uprawnione kobiety (ponad 400 tys.) i jedynie 4 tys. ojców.

Tymczasem UE zmierza do wyrównania roli rodziców w opiece nad dziećmi, czemu będzie sprzyjać dyrektywa w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów, która wprowadzi 4 miesiące płatnego urlopu rodzicielskiego przypisane każdemu z nich indywidualnie. I jedynie 2 nie będą mogły być przenoszone na drugiego z rodziców. Niewykorzystany – przepadnie. W najbliższych miesiącach zobaczymy, jakie stanowisko w tej sprawie zajmie polski rząd.

Pytanie, w jakim stopniu pod wpływem prawa zmieni się myślenie na temat podziału obowiązków w domu. W tym momencie milcząco przyjmuje się, że starzejącymi się rodzicami opiekuje się ich córka. Podobnie dorosłymi osobami niepełnosprawnymi intelektualnie zajmuje się ich matka, która z reguły, kiedy opieka staje się czasochłonna, rezygnuje z pracy zawodowej.

To jest pytanie o to, na ile równy podział obowiązków w domu jest uważany w Polsce za istotny.

Lockdown, który zamknął polskie rodziny na wiele tygodni w domach z powodu pandemii COVID-19, konfrontując je z niesprawiedliwym podziałem obowiązków, może zmienić myślenie?

Wiarygodne badania, które pokażą, w jaki sposób ta nowa sytuacja przełożyła się na realizację równości płci, pojawią się dopiero za jakiś czas. Na razie, opierając się na medialnych opisach podziału obowiązków między rodzicami, jestem pesymistą.

Kiedy z powodu epidemii zamknięto żłobki, przedszkola i szkoły, opieka nad dziećmi w większości przypadków spadła na kobiety.

W pierwszych dniach lockdownu czytałem o pewnym szpitalu w Polsce, gdzie ponad 100 pielęgniarek poprosiło o zwolnienia opiekuńcze, bo nie miał kto zająć się ich dziećmi. I stało się to w czasie, kiedy praca tych kobiet miała absolutnie priorytetowe znaczenie dla społeczeństwa. Odwołując się z kolei…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowość 2.0