Nie od dziś człowiek ma potrzebę dzielenia się uśmiechem. Dwie kropki i łuk o końcówkach skierowanych ku górze to jeden z najbardziej uniwersalnych i rozpoznawalnych znaków na świecie. Choć towarzyszy nam od dawna (prócz wspomnianego garnka mamy udokumentowane kolejne przykłady jego występowania na przestrzeni wieków), prawdziwą karierę zrobił w ciągu ostatnich stu lat wraz z dynamicznym rozwojem reklamy i popkultury. Zwłaszcza pod postacią smiley, czyli żółtej kulki z czarnymi oczami i uśmiechem. Jej historia jest jednak dosyć gorzka i zagmatwana.
Choć pojawiała się już wcześniej, jej najbardziej kultowy wizerunek stworzył projektant Harvey Ball w 1963 r. na zlecenie firmy ubezpieczeniowej, dla poprawienia morale pracowników. Smiley charakteryzował się owalnymi oczami (prawe jest nieco większe) i nieregularnym uśmiechem zakończonym wcięciami. Uśmiech okazał się na tyle wymowny, że szybko zdobył ogólną popularność. Na karuzeli dalszych losów smiley, i jego kolejnych wariacji, przewija się m.in.: firma braci, którzy „zawłaszczyli” go, produkując pod postacią gadżetów w milionowych nakładach, czy francuski dziennikarz, który…