Subskrybuj
Sofonisba Anguissola, Gra w szachy, 1555 r., Muzeum Narodowe w Poznaniu fot. Album / East News
Historyczka sztuki, przez wiele lat związana z „Gazetą Wyborczą”, obecnie pracuje w Muzeum Narodowym w Krakowie. Autorka m.in. książki Najdroższa. Podwójne życie Damy z gronostajem (2019).

Malarka dusz

Była jedną z najbardziej utalentowanych, wnikliwych i pracowitych portrecistek w historii sztuki. Ale, jak pisała Daniela Pizzagalli w książce Sofonisba. Pierwsza dama malarstwa, „pamięć o niej stopniowo zanikła, gdyż pozostała ona zjawiskiem wyjątkowym, a więc oderwanym od wielkich nurtów kulturalnych”.

Fascynowała Vasariego, Michała Anioła, van Dycka. Ten ostatni miał zwyczaj mówić, że od niewidomej już wówczas matrony nauczył się więcej niż od samego Rubensa, którego był uczniem. Ambitna, niespełniona w miłości i spragniona macierzyństwa artystka realizowała się w malarstwie. Sofonisba Anguissola precyzyjnie i nie bez życzliwości wobec modela ukazywała nie tylko jego powierzchowność, ale też indywidualizm, życie wewnętrzne, sumę jednostkowych przeżyć. W umiejętny sposób łączyła naturalizm z idealizacją. Dzięki swojej wrażliwości potrafiła nawiązać relację z modelem, a potem wniknąć w jego uczucia.

Z tych wszystkich cech zrodziło się niepowtarzalne malarstwo, o którym wspomnienie pogrzebały zmieniające się mody, style i czas.

„Sztuce z większą niż ktokolwiek pilnością i z dużymi rezultatami, bardziej niż jakakolwiek niewiasta za naszych czasów, poświęciła się panna Sofonisba z Cremony, córka wielmożnego Amilkara Anguissoli. Umiała nie tylko rysować, malować, portretować z natury i sporządzać kopie, ale niezależnie od innych wykonywała obrazy niezwykle pięknie. Zasłużyła na to, by król Filip Hiszpański, usłyszawszy od księcia Alby o jej talencie i dziełach, wysłał do niej zaproszenie i sprowadził ją jak najbardziej zaszczytnie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szczęście – to skomplikowane