Przyszli, gdy przestało padać, jakoś po jedenastej. Obaj w naciągniętych na głowę kapturach, nieśli podłużny tłumok i gdyby nie pora, miałabym pewnie kryminalne skojarzenia. Rozwinęli go, zarzucili, a potem ten nieco wyższy odsunął się kilka kroków, oparł o ściankę garażu, wyciągnął z kieszeni smartfon i zaczął pykać, gestem ponaglając tego niższego.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że mam pod blokiem trzepak. Ten najprostszy, prostokątny, bez udziwnień: dwie pionowe rurki, na wysokości dwóch metrów łącząca je poprzeczka, obok zespawany z prętów niski stolik…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Którędy do snu?