Subskrybuj
Poetka, w 2020 r. została uhonorowana za całokształt twórczości Poznańską Nagrodą Literacką – Nagrodą im. Adama Mickiewicza. Ostatnio w Wydawnictwie Wolno ukazał się tom jej wierszy wybranych jest / jestem

Wewnętrzna zgoda na świat

Wczoraj zachwycała mnie cisza, jutro może znajdę jakąś muzykę, która będzie właśnie tą jedyną i zachwycającą. Zachwyt przynosi zupełne zamieszkanie tutaj, gdzie się jest. Zgodę na wszystko, co się zdarza.

Od kilku lat chodzę o kulach, poruszam się bardzo wolno. Moje wyjście to konieczność skupienia się na każdym ruchu i kroku. Któregoś wieczoru wracałam ze spaceru, zachodzące słońce rozświetlało fragmenty drzew i ogrodu. Nagle ktoś z daleka, zza furtki, woła za mną: „Proszę pani, proszę pani, proszę spojrzeć!”. Zatrzymuję się, odwracam, co wcale nie jest dla mnie łatwym zadaniem, i słyszę: „Niech pani spojrzy, jakie piękne słońce na tym drzewie”. Wzdycham: „O Boże! Tak, rzeczywiście piękne”. A w duchu myślę sobie, że widziałam piękniejsze i chętnie sklęłabym tę panią, która postanowiła mi zrobić przyjemność.

Wielu ludzi uważa zachody słońca za zachwycające. Ja traktuję to raczej jako rzecz dziwną – dziwi mnie, że tu przemknął jakiś cień, tam promień słońca. Ta gra świateł jest nie do złapania, wszystko pozostaje w nieustannym ruchu.

Pisząc i rozmawiając, nie używam słów „zachwyt”, „zachwycający” – nie wiem, z czym mogłyby się szczególnie łączyć. Uważam, że wszystko dookoła jest zachwycające. Zachwyt to coś, co się nieustannie wydarza między mną a czymś lub kimś. Nie ma rzeczy, która dobrze obejrzana, trzymana, użyta, nie byłaby zachwycająca. Uważność mogłaby być więc rodzajem zachwytu, chociaż powiedzieć, że uważność jest równoznaczna z zachwytem, to trochę za mało. Danej rzeczy trzeba jeszcze dotknąć, trzeba ją mieć w rękach, zbliżyć się do niej fizycznie. Dotyczy to także przedmiotów pozornie brzydkich, na które na co dzień nie zwracamy uwagi, a przecież są nam potrzebne, by dobrze funkcjonować.

###banner###

Takie rozumienie zachwytu, które wynika z myślenia o otoczeniu, jest żywo obecne w myśli Jolanty Brach-Czainy. Jej książki są dla mnie najbardziej złączone z myśleniem o teatrze, o przestrzeni sceny, o aktorze, który trzyma w rękach konkretny przedmiot. Bez przedmiotowości właściwie nie ma teatru. Zachwyt to działanie. Nie chodzi jednak tylko o to, że stoję, siedzę czy patrzę. Musi tu dojść do spotkania, dotyku. Brach-Czaina mówi w tym kontekście wręcz o erotyce.

Dotknięcie drugiego człowieka, obejmujący się ludzie – tego przecież nie da się zmieścić w żadnych definicjach, ująć w jednym sformułowaniu. A to zachwyca.

W samym słowie „zachwyt” jest dla mnie coś, co trzeba trzymać, złapać. Do chwycenia są rzeczy, które mnie otaczają. To oczywiście nie dzieje się raz na całe życie. Wczoraj zachwycała mnie cisza, jutro może znajdę jakąś muzykę, która będzie właśnie tą jedyną i zachwycającą. Zachwyt – najprościej rzecz ujmując –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Sztuka zachwytu