Będziemy rozmawiać o humorze. Nie mogę zatem nie zapytać, co Pana bawi?Jestem dosyć niewybredny, jeśli chodzi o humor. Bawią mnie żarty slapstickowe, ale bardzo lubię też zabawne wierszyki i limeryki, a także tzw. suchary, czyli dowcipy językowe, w których mamy do czynienia z wieloznacznością lub podobnym brzmieniem różnych pojęć. O, np. taki: „Jakie warzywo sprzedaje się najlepiej na targu? Bestseler”. Zresztą nie da się ukryć, że humor w dużym stopniu w ogóle bazuje na zjawisku powiązania pojęć w naszym umyśle w swego rodzaju sieć. Słowo „banan” może wiązać się ze słowem „jabłko” poprzez kategorię „owoc”. Ale ponieważ „bananem” nazywamy też wyraz twarzy, może znajdować się w naszej głowie całkiem blisko „podkowy”, bo tak mówimy z kolei o smutnej minie….
Wydawczyni wyborczej.pl, redaktorka „Pisma. Magazynu Opinii”, współpracowniczka „Znaku”