Nie, bo właśnie, właśnie, literatura ma przed sobą
przyszłość, literatura i historia, stwierdził Augusto
Guerra, niech pan weźmie pod uwagę biografie, przedtem
nie było ani podaży, ani popytu na biografie, a dziś
wszyscy czytają wyłącznie biografie.
Roberto Bolaño, 2666 (tłum. K. Okrasko, J.W. Rajter)
O przyszłości literatury będzie jeszcze mowa, natomiast niesłychana poczytność biografii jest rzeczywiście zastanawiająca. I nie jest to bynajmniej popularność aż tak świeżej daty. W pracy poświęconej narodzinom kosmopolitycznej kultury w Europie znajdziemy informację, że „romantyczny kult twórczego geniuszu był wpisany w europejską kulturę od XVIII wieku, ale pod koniec XIX wieku stał się częścią marketingu sztuki w kulturze, w której odnoszących sukcesy pisarzy, artystów i muzyków traktowano niczym bożyszcza, a media prześwietlały ich biografie w poszukiwaniu przyczyn kreatywności. Owo zainteresowanie życiem prywatnym oraz osobowością artysty zaczęło także obejmować kanonicznych twórców z przeszłości. Mnożyły się biografie wybitnych artystów, pisarzy oraz kompozytorów i pod koniec XIX wieku ten gatunek zajmował jedną z wiodących pozycji na rynku”[1]. Nie stracił jej także na początku XXI w., choć nieco inaczej rozkłada się dziś akcenty. Z marszu przychodzi mi do głowy co najmniej kilka wydanych tego roku (w Polsce czy za granicą)…