Subskrybuj
Ekonomista zainteresowany problematyką rozwojową, ekonomią polityczną technologii oraz gospodarką cyfrową. Współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii i dyrektor programowy CoopTech Hub. Wykładowca, doktorant Akademii Leona Koźmińskiego. Autor książki Kapitalizm Sieci, nominowanej do nagrody Economicus 2020

Kryptomammon, czyli pieniądz urojony

Sygnaliści gwiżdżą: nadszedł czas obalić Big Tech! Z cienia wychodzą innowatorzy i inżynierki tworzące alternatywną gospodarkę cyfrową, ale wśród nich szerzy się swoiste pomylenie języków i niebezpieczny kult. Pod sztandarem „krypto” umysły opanowuje pseudotechniczny okultyzm, oddający cześć planetarnemu kasynu.

Pod wieloma względami nasza cywilizacja znajduje się w kolejnym fin de siècle’u. Towarzyszy nam atmosfera nihilizmu i poczucie końca czasów. Podobnie jak u kresu XIX w., nierówności dochodowe i majątkowe są absurdalnie duże, a światowe rynki opanowały korporacje dążące do imperialnego podboju. Dziś ponownie, skądinąd inteligentni, ludzie ulegają czarowi specyficznej pseudonauki. Tak jak studia nad księgami okultystycznymi, seanse spirytystyczne i badania mitów pobudzały wyobraźnię co zamożniejszych kręgów w XIX w., tak obecnie wśród finansjery i kapitalistów technologicznych krzewi się kult krypto, elektronicznych pieniędzy i obiektów korzystających z kryptografii i technologii blockchain.

Długo wstrzymywałem się z głosem krytyki, ba!, jeszcze w 2021 r. wraz z zespołem CoopTech Hub byłem kuratorem „crypto utopias” – pierwszej w Polsce kolekcji sztuki NFT, zbierającej dzieła kolektywu artystów i artystek. Nie raz i nie dwa inwestowałem w tzw. kryptowaluty, a z nutą nostalgii wspominam, jak w szczycie bańki 2014 r. stawialiśmy koparki bitcoina (BTC) w kuchni przyjaciela matematyka, mózgu naszej operacji. Zatem robiąc ten rachunek sumienia, oceniam coś, czego spróbowałem. Nadal dostrzegam obszary pożytecznych zastosowań połączenia kryptografii i blockchain i je tu opiszę, ale ogólną ekscytację przykrywa coraz częściej obserwacja znacznie bardziej niepokojących trendów ekonomicznych i politycznych. Pytając qui bono, musimy od razu dodać: w jak długim okresie? Czy wczorajsi bitcoinowi milionerzy są dowodem słuszności krypto, niczym milionerzy obligacji zabezpieczonych długiem (CDO) w bankach inwestycyjnych w 2007 r.?

Trend odwrotu od krypto nie pozostaje niezauważony, a swoje zdanie głośno wyrazili niedawno m.in. muzyk Brian Eno („Wreszcie artyści będą mogli stać się małymi kapitalistycznymi dupkami”), twórca Twittera Jack Dorsey (mówiący o krypto jako „scentralizowanym podmiocie z inną metką”) czy ekonomista specjalizujący się w niestabilności finansowej Nassim N. Taleb („blockchain wciąż służy właściwie do niczego”). Badacz Evgeny Morozov uruchomił niedawno nową machinę The Syllabus, swoistą wspólnicę wiedzy, by informować ludzi o zagrożeniach naiwnej wiary w krypto. Wśród samych przedsiębiorców również przebijają się głosy coraz bardziej przytomnych komentatorów, także w Polsce, by wspomnieć choćby legendę sceny startupowej Artura Kurasińskiego. Ze swojej strony dodaję krytykę ekonomii politycznej krypto i sprzeczności w realizacji głoszonych przez tę społeczność haseł: decentralizacji, efektywności i przełamania monopolu Big Techu. Kult krypto ma szansę doczekać prawdziwej gospodarki przyszłości, jednak nic nie będzie takie, jak głoszą jego prorocy.

Krypto, ale czy waluta?

Krypto(waluta) to rozproszona baza danych, w której wymiana danych, czyli transakcja, jest potwierdzana przez węzły (tzw. górników, miners) zabezpieczające jednolity zapis na łańcuchu wszystkich transakcji (tzw. bloków, blockchain). Transakcje przebiegają przy zerowym zaufaniu, stąd aby zabezpieczyć ich strony przed potencjalną różnicą zdań co do statusu transakcji (od błędu po celową manipulację), uzgodnienie poprawności łańcucha opiera się na kryptograficznych obliczeniach i nagradzaniu górników zwiększaniem zawartości ich kont.

Chociaż krypto jest nazywane walutą, nie ma wiele wspólnego z pieniądzem. Nie dlatego, że jest cyfrowe – bo większość pieniądza to dziś elektroniczne zapisy w bazach banków – ale ponieważ nie spełnia jego funkcji. Pieniądz jest bowiem z jednej strony środkiem wymiany i jego użyteczność płynie z cyrkulacji; z drugiej strony służy jako miernik cen i wartości, czyli spełnia funkcję obrachunkową. Krypto nie daje sobie rady z żadnym z tych zadań.

Jak dowodził David Graeber w Długu, pieniądze historycznie wytwarzali władcy i ich armie, obiecując zwrot zużytych w trakcie wojny zasobów z pozyskanych łupów. Nakładając podatki odbierane tylko we własnej walucie, nadawali jej wartość swojego monopolu na przemoc, z biegiem wieków całej gospodarki i systemu prawnego, sankcjonując ją jako legalny środek płatniczy. Współcześnie nawet 30–50% PKB w krajach rozwiniętych jest wytwarzane w sektorze publicznym wydającym pieniądze tylko w uznanej walucie. Pieniądz jest więc przede wszystkim znacznikiem relacji społecznej, który najlepiej określa popularyzowana przez Nowoczesną Teorię Pieniężną fraza IOU: I owe you („jestem ci dłużny”). Cały system finansowy to wielka obietnica spłaty, od obligacji skarbu państwa, przez kredyty w bankach komercyjnych, aż po stuzłotówkę z Jagiełłą. Jeśli rząd jest stabilny, a gospodarka produktywna, to waluta zyskuje na wartości dzięki zaufaniu w możliwość spełnienia obietnic przez płatników tejże waluty.

Kultyści krypto najczęściej powtarzają za tzw. szkołą austriacką, że odejście od standardu złota w Bretton Woods, czyli utrzymywanej wcześniej relacji między wartością amerykańskiego dolara do kruszcu, jest grzechem pierworodnym współczesnego, fiducjarnego pieniądza. Powołują się czasem na prawo Kopernika-Greshama mówiące o tym, że gorszy środek płatniczy (mający mniej cennego kruszcu) wypiera lepszy, a w świecie umownego pieniądza można tak „psuć” walutę do woli. Wynika to z nieznajomości jej historii i funkcji: odejście od parytetu złota to usprawnienie funkcji cyrkulacji, a zatem lepiej cyrkulujący pieniądz wypiera gorzej cyrkulujący. Tymczasem okres stosowania pieniądza „złotego” był jednocześnie okresem regularnych kryzysów płynności, masowych bankructw, na których zyskiwali bankierzy tacy jak Rothschildowie, oraz niestabilności, której kulminacją była I wojna światowa. To właśnie „brak płynności zabija szybko”, mówiąc słowami ekonomisty.

Idealny pieniądz jest poręczny i tani w użyciu, a jednocześnie ma względnie stabilną i zrozumiałą wartość względem koszyka dóbr, a nie wartości wybranego kruszcu. Jeśli jednak jest towarem cennym albo zyskującym na wartości, to racjonalne jest „chowanie pod materac” i cała cyrkulacja zamiera. Dobra tezauryzacja to zatem lekka utrata siły nabywczej pieniądza, aby zachęcać do cyrkulacji, ale nie tracić przy tym funkcji miernika. Tymczasem krypto jako środek cyrkulacji są dużo droższe i wolniejsze niż istniejący, lekko zakurzony pieniądz elektroniczny. Dla porównania: VISA może przetwarzać ponad 5 tys. razy więcej transakcji na sekundę niż BTC, przy ok. 20 tys. razy niższym koszcie. BTC jest też obecnie najbardziej niestabilnym aktywem w historii świata, przy wahaniach cen sięgających nawet 100% każdego roku. Ponieważ wszystkie transakcje są jawne i zapisane na bloku, każdy „pieniądz” jest znaczony od momentu jego stworzenia i osoby umiejące analizować dane mogą zidentyfikować konkretne przelewy, jak miało to miejsce w przypadku okupu dla hakerów atakujących Colonial Pipeline w 2021 r. Bitcoin ma z góry przewidzianą maksymalną podaż (co oznacza coraz niższe zapłaty dla górników), a inne krypto stosują też „spalanie” (bezpowrotne zniszczenie ułamka transakcji), dlatego w większości są deflacyjne i zniechęcające do cyrkulacji. Na marginesie dodam, że mam doskonałą świadomość istnienia setek eksperymentalnych krypto, oraz bardziej znanych i sprawniejszych niż BTC, jak Ether, Solana czy Cardano. Chociaż ich możliwości często są lepsze niż BTC – tzn. nie są wyjątkowo bezużyteczne – to wciąż daleko im do skali, która pozwalałaby na potraktowanie ich serio jako walut alternatywnych do pieniądza fiducjarnego.

Trudno wobec tego mówić o krypto jako walucie, skoro nie spełnia jej funkcji, a próba skalowania jej do miliardów wykonywanych codziennie na całym świecie transakcji nie jest nawet możliwa. Jak zauważa Taleb, spekulacyjny wzrost wartości nie musi mieć niczego wspólnego z sukcesem „cyfrowej waluty”, jednak wymaga od nas wciąż namysłu nad swoim źródłem. Skąd ta eksplozja popularności i wyceny krypto(walut)?

Zdecentralizowany Mammon i New-krypto-age

Bitcoin jako pierwsze krypto powstał zaraz po kryzysie finansowym 2008 r., w czasie uzasadnionego upadku zaufania do banków żonglujących toksycznymi aktywami finansowymi. Największa utrata wartości BTC miała miejsce na przełomie lat 2014 i 2015, kiedy globalna gospodarka wychodziła ze stagnacji. Ponowne wzrosty notuje w dobie recesji spowodowanej koronawirusem, kiedy kraje zmagają się z ogromną niepewnością.

Niezależnie od swojej nieefektywności i drożyzny krypto wciąż jest wygodnym narzędziem w rękach sprzedawców narkotyków i broni, hakerów, zbrodniarzy objętych sankcjami, przemytników ludzi i przedstawicieli seksbiznesu, a więc wszystkich, którzy nie mogą zawierać oficjalnych transakcji w uznanych walutach. Jednak większość obecnej wartości krypto płynie z jego roli jako aktywa spekulacyjnego. Świat zakwitł tysiącami różnych protokołów krypto, a każdy ma swoich zelotów. I tak na przykład maksymaliści BTC podkreślają prostotę pierwszego krypto mimo jego licznych i dobrze znanych wad. Wyznawcy Ethereum (ETH) wychwalają dostępne dla ich protokołu twórcze możliwości: smart kontrakty, DeFi i NFT. Okultyzm miłośników krypto nie jest moim wymysłem, ale elementem obecnym od początku, by budzić fascynację, uciszać wątpliwości (FUD) i rekrutować kolejne osoby. Mechanizm wspólnego inwestowania, czyli zdecentralizowana organizacja autonomiczna DAO, nawet na poziomie nazwy nawiązuje do taoistycznej energii przenikającej wszechświat. Symbolika dharmy, czyli drogi postępowania, i ośmiu zasad dao miksuje wschodnią duchowość z krypto w oszałamiający eliksir wyzwolenia, podawany na łamach „The New York Timesa” przez kapłankę „gospodarki twórców” Li Jin. New-krypto-age.

###banner###

Nie ma skuteczniejszego sposobu, by ukryć finansową manipulację, niż ubrać ją w szaty technologicznego i parareligijnego bełkotu. Szczególnie w dobie przeładowania informacyjnego możliwe jest żonglowanie analizami technicznymi kursu kolejnych egzotycznych walut, żyrowanych zza anonimowego konta dla szybkiego zysku. Nawet wiodące medium krypto CoinDesk nazywa OlympusDAO, swoistą „zdecentralizowaną rezerwę federalną” w posiadaniu setek milionów dolarów, schematem Ponziego czyli – w dużym uproszczeniu – piramidą finansową. „Jeśli sprawimy, że więcej ludzi to kupi, wartość się podniesie” – mówi kultysta Dogecoina, jednego z bardziej bezużytecznych krypto.

Kultyści krypto trafili na podatny grunt załamania zaufania do klasycznego systemu finansowego oraz słabości edukacji ekonomicznej. Wciąż traktowana zbyt poważnie teoria austriacka usunęła ze swoich rozważań sens wartości, utożsamiając ją z ceną. Mainstreamowa ekonomia przyjęła ten błąd kardynalny przez bezkrytyczną akceptację ideologii szkoły austriackiej ubranej w eleganckie szaty „rewolucji marginalistycznej”. Bez fundamentu w postaci oceny aktywności produktywnej i nieproduktywnej oraz źródeł wartości zostajemy z tautologicznym opisem świata: wartość to cena, cena to wartość. Zbiorowa halucynacja może być motorem gospodarki, tylko kto się nią naje?

Zupełnie trzeźwo patrząc, krypto może być gorsze niż piramidy finansowe.

Ostatecznie schemat Ponziego to gra o sumie zerowej, w której oryginalni „inwestorzy” dostają środki świeżych rekrutów. W przypadku krypto mamy realne koszty elektronicznych odpadów, rosnących cen kart graficznych i marnowanej energii.

Sterowana decentralizacja

Z technologii szukającej problemu do rozwiązania krypto stało się niedawno wygodnym wehikułem do skonstruowania świata antydemokratycznego, rzą­dzonego przez nową elitę finansową. W 2021 r. partnerzy funduszu venture capitala16z ukuli termin „web3” jako propozycję nowego internetu po zdominowanym przez inwigilacyjne platformy Web 2.0. Środki a16z napędzały oczywiście większość Big Techu; dziś obiecują zbawienną decentralizację i władzę oraz własność użytkowników. Jednak nie bez powodu niesie się żart: „Gdzie znaleźć web3? Między a oraz z”. Skoro jako pieniądz krypto nie może wypalić, oferują nową wizję, w której decentralizacja rozwiązuje problemy świata technologii i finansów. Jednak decentralizacja bazy danych nie oznacza z konieczności rozwiązania problemów politycznych – kontroli, władzy, dystrybucji wartości. Najlepszym dowodem niech będzie fakt, że…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uchodźców w dom przyjąć